iMagazine

Psychologia sceny

03/09/2019, 10:16 · · · 0

Słaba prezentacja nadrabia oprawą, dobra prezentacja broni się sama.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 07/2019


Apple pokazało nam tę strategię już wielokrotnie. Kiedy pokazują małe nic – nadrabiają oprawą – nostalgicznymi spotami i hasłami. Kiedy mają naprawdę coś do pokazania, od pierwszej chwili czuć energię mówców. Tak było w przypadku ostatniego WWDC.

Od samego początku prezentacji czuło się pewną lotność. Trudno powiedzieć, czy zdradzał to sprężysty krok, mowa ciała czy zrelaksowany uśmiech. Nic tak nie dodaje pewności, jak świadomość asa w rękawie.

Od samego początku prezentacji czuło się pewną lotność. Trudno powiedzieć, czy zdradzał to sprężysty krok, mowa ciała czy zrelaksowany uśmiech. Nic tak nie dodaje pewności, jak świadomość asa w rękawie. Kiedy prezentacja jest słaba, prelegenci się stresują i w związku z tym popełniają wiele błędów. Kiedy z góry wiadomo, że będzie sukcesem, znika trema i można zacząć dobrze się bawić. W zasadzie wszystko to, co pokazano na scenie, zgadzało się z oczekiwaniami użytkowników. Zmiany w Watch OS, iOS i nowy iPadOS – wszystko jak trzeba, nawet Catalina zapowiada się bardzo interesująco.

W całej imprezie były w sumie tylko dwa momenty, kiedy Apple zdradziło stres i było to widać jak na dłoni. Pierwszym z nich była prezentacja odnowionej aplikacji Find my, a konkretnie fragment wyjaśniający nowy mechanizm lokalizacji, umożliwiający odnalezienie sprzętu nawet wtedy, gdy urządzenie nie jest podłączone do sieci. Konsternację publiczności można było kroić nożem, gdy ze sceny padła informacja o tym, że do znalezienia wskazanego urządzenia będą wykorzystywane sprzęty innych użytkowników oraz impulsy Bluetooth, które będą co jakiś czas emitowane przez telefony, iPady i komputery (co z powodzeniem stosują inne firmy). Atmosfera na sali zmieniła się natychmiast, co spowodowało zalew zapewnień, że wszystko będzie odbywało się absolutnie anonimowo, nie będzie miało żadnego wpływu na zużycie pakietów danych w urządzeniach wspomagających, a impulsy Bluetooth nie będą powodowały zużycia baterii. Niby nic, ale widać było, że publiczność wcale nie była przekonana, czy powinna lubić ten nowy ficzer. Polubiła za to prezentację Minecrafta, chociaż para ją prowadząca była najbardziej zestresowanymi i sztucznymi prelegentami na całej konferencji. Można było zaobserwować, że za bardzo przejmowali się skryptem i liniami tekstu, a za mało radości mieli z ganiania wirtualnych kurczaków. To jednak tylko szczegół, bo gracze kochają wszelkie formy Minecrafta, pokochali więc i to przedstawienie.

Drugim momentem była oczywiście prezentacja nowego Maca Pro. Nie ma co ukrywać – sprzęt najwyższej klasy i moim zdaniem, co może niektórych oburzać, w bardzo przystępnej cenie, jak na rozwiązania profesjonalne. Apple dawno nie pokazało tak dobrego sprzętu. Oczywiście trudno nie zauważyć, że wygląda jak tarka do sera. Dyskutowaliśmy nawet, że po starciu sera na tarce można nim posypać pizzę, upiec na obudowie, a monitor będzie działał jak podgrzewacz. To oczywiście tylko zbytki i swawole, bo moje serce Mac Pro skradł natychmiast i przez chwilę żałowałam, że nigdy w życiu nie stworzyłam projektu, który byłby w stanie usprawiedliwić posiadanie takiego komputera. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że profesjonaliści, którzy mają zapotrzebowanie na taką moc, przychylnie spojrzą na cenę sprzętu. A że tarka do sera? Najbardziej kultowy iBook od Apple pieszczotliwe nazywany był „klapą od klopa” i nic nie ujmowało jego miodności. Wręcz odwrotnie, stawał się bliższy sercu użytkowników. Wiem, bo miałam i potwierdzam – to była piękna klapa od klopa.

Moment konsternacji nastąpił w trakcie prezentacji cen części składowych. Publiczność z zadowoleniem przyjęła cenę samego komputera. Cena monitora okazała się równie satysfakcjonująca do chwili, kiedy ujawniono, że trzeba do niego dokupić stand za 1000 dolarów i Vesę za kolejne 200. Obserwując dynamikę publiczności, można było poczuć na własnej skórze szok i niedowierzanie. Kpina, Panie! W konsekwencji wszystkie detale zostały przekazane bardzo szybko, tak, by uniknąć „wybuczenia” przez publiczność. O ile można to zrobić na scenie, o tyle internet nie był już tak wyrozumiały i bardzo szybko zaczęły w nim krążyć złośliwe memy. I tu, zapewne ku zdziwieniu wielu, muszę stanąć w obronie koncepcji.

Cena samego standu jest oczywiście kontrowersyjna, ale cóż. To Apple, więc obniżek i taniości trudno się spodziewać. Reakcję publiczności mógł amplifikować również fakt, że przystępne ceny Maca Pro i monitora były czymś, czego nie spodziewamy się ze strony Apple. Po chwili zdumienia i nadziei Apple przypomniało widzom, że jest jabłkiem, a nie gruszką, prezentując dodatkowe akcesoria.

Problem polega na tym, że użytkownicy traktują każdy sprzęt przedstawiany przez Apple jak urządzenia konsumenckie. Prawda jest jednak taka, że w przypadku sprzętu profesjonalnego zasady są nieco inne. Przede wszystkim, profesjonaliści często posiadają już własne standy albo montują monitory na ścianach. Idea rozdzielenia ekranu od standu jest w tym przypadku rozsądna, umożliwia bowiem zakup sprzętu po nieco niższej cenie i dostosowania go do własnych potrzeb. Gwarantuje również przenośność, jeśli istnieje taka konieczność. Cena samego standu jest oczywiście kontrowersyjna, ale cóż. To Apple, więc obniżek i taniości trudno się spodziewać. Reakcję publiczności mógł amplifikować również fakt, że przystępne ceny Maca Pro i monitora były czymś, czego nie spodziewamy się ze strony Apple. Po chwili zdumienia i nadziei Apple przypomniało widzom, że jest jabłkiem, a nie gruszką, prezentując dodatkowe akcesoria. Nie zmienia to jednak faktu, że całość sprawiła świetne wrażenie i Apple nie musiało uciekać się do zbyt wielu sztuczek manipulujących percepcją publiczności.

Generalny wydźwięk konferencji był bardzo pozytywny, co odbieram jako powiew świeżego powietrza po piwnicznym klimacie poprzednich prezentacji. W końcu chodzi nam wszystkim o to, żeby sprzętu używało się lepiej i efektywniej, przedstawione zmiany idą w dobrym kierunku.

Oby Apple jak najczęściej prezentowało wartościowy kontent, zamiast podnosić wartość prezentacji kolorowymi filmami.

Jesień zapowiada się interesująco.

0

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o