iMagazine

Zmienić świat

25/10/2019, 10:27 · · · 3

iPod nie był pierwszym odtwarzaczem muzycznym na rynku, ale rozwiązał problemy tych, które były na rynku. Sam hardware był oczywiście świetny, ale to tylko część obrazu – odtwarzacz był częścią ekosystemu, składającego się z aplikacji iTunes i sklepu z muzyką.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 5/2019


Patrząc na to z dłuższej perspektywy, można nie zauważyć istoty tych trzech elementów układanki: hardware’u, software’u i sklepu dostarczającego odpowiednie treści. To były czasy, kiedy muzyki szukało się po serwerach FTP, Napsterach, Limewire’ach czy eMule’ach. Przeciętny użytkownik nie potrafił ich sprawnie obsługiwać, był to więc temat raczej dla osób wtajemniczonych. Alternatywnie można było zripować własną płytę CD, opisać odpowiednio pliki, dodać stosowne tagi ID3, znaleźć okładkę płyty, a potem ręcznie ją przerzucić na odtwarzacz MP3. iPod to zmienił. Wystarczyło kupić piosenkę, opcjonalnie dodać ją do playlisty i wcisnąć przycisk synchronizacji, aby wszystko automagicznie trafiło na iPoda, wraz z prawidłowymi metadanymi zawierającymi okładkę. Prostota wygrała z piractwem, a iPod stał się jednym z najpopularniejszych urządzeń elektronicznych na świecie.

Apple, wprowadzając nowy produkt na rynek, kierowało się przeważnie kilkoma prostymi zasadami. Dany produkt niekoniecznie był pierwszy na rynku, ale zazwyczaj był znacznie lepszy od tego, co oferowała konkurencja. W ostatnich latach to się niestety zmieniło i nic lepiej tego nie demonstruje niż ostatni keynote firmy. Po pierwsze, poza Apple News+, żaden z nowych produktów nie będzie dostępny w najbliższym czasie. Po drugie, taki produkt jak Apple Card naprawdę niewiele wnosi do świata kart kredytowych, a dodatkowo argumentem przeciwko Apple jest fakt, że ich partnerem jest Goldman Sachs – firma zamieszana w korupcję, międzynarodowe skandale finansowe i więcej. Nic nie zmieni też faktu, że na Apple Card skorzysta przede wszystkim Apple, dokładając sobie jeszcze więcej do swojej skarbonki. A Apple TV+? Nie wiemy, jak dokładnie będzie finalnie wyglądał, ale z prezentacji Apple wynika, że będzie to kolejny VOD, podobny do wielu istniejących. Nadzieję mam jedynie w Apple Arcade, który być może zlikwiduje problem mikropłatności, tak wszechobecny w dzisiejszych grach.

Steve Jobs w 1983 roku, próbując ściągnąć Johna Sculley’ego do Apple’a, powiedział:

Do you want to sell sugar water for the rest of your life, or do you want to come with me and change the world?

Nie da się ukryć, że to właśnie robili swoimi produktami. Najpierw z Macintoshem. Potem OS X. iPod niewątpliwie miał dla świata ogromne znaczenie, a iPhone jeszcze większe, bo świat dzięki niemu odszedł od telefonów komórkowych na rzecz kieszonkowych komputerów wyposażonych w funkcję dzwonienia. iPad sprzedawał się jeszcze lepiej, a Apple Watch powoli kształtuje się jako urządzenie, które bezinwazyjnie monitoruje nasze zdrowie. Zaryzykuję również twierdzenie, że wygoda korzystania z AirPods, od sposobu parowania do ich rozmiaru i komfortu noszenia, idealnie demonstruje to, co Apple robi najlepiej. Sam ekosystem, choć daleki od ideału, pięknie integruje cały ten hardware.

Apple jednak od paru lat zaczyna podejmować coraz więcej niezrozumiałych decyzji.

Nie dość, że wprowadzają coraz więcej produktów, których celem nie jest zmienienie świata, ale podbicie kategorii „Usługi” w kwartalnych wynikach finansowych, to ostatnimi laty ich polityka cenowa ewidentnie celuje w swoich klientów. Ceny pamięci w ostatnich miesiącach dramatycznie spadły. Dla przykładu 512 GB SSD na PCIe w hurcie kosztuje o 11% mniej w pierwszym kwartale 2019 roku niż pod koniec 2018 i niemal dokładnie tyle, ile przed rokiem kosztował model 256 GB. Ceny pamięci RAM spadają w nieznacznie mniejszym tempie, ale spadają. Dzisiaj, jeśli producent taki jak Apple zamawia pamięć flash w fabryce, to płaci około 0,15 dolarów za gigabajt, czyli niecałe 160 dolarów za 1 TB (biorąc pod uwagę skalę Apple, to jestem przekonany, że płacą jeszcze mniej). Najnowszy Samsung 970 EVO Plus 1 TB (M.2, NVMe) kosztuje około 250 dolarów (0,24 USD za gigabajt), podobnie jak jego konkurencja. Tymczasem Apple życzy sobie 600 dolarów dopłaty do 1 TB (z 256 GB) – de facto więc za 600 dolarów otrzymujemy 768 GB (zakładając, że 1 TB to 1024 GB), co można przeliczyć na 0,78 dolarów za gigabajt. Apple dodatkowo zarabia na nas, względem wspomnianego SSD od Samsunga 0,54 USD, czyli są ponad trzykrotnie drożsi. Wyobraźcie sobie, o ile niższe ceny miałyby wszystkie ich iPhone’y, iPady czy Maki, gdyby tylko ograniczyli swoją chciwość. Wyobraźcie sobie, o ile więcej by ich sprzedali.

Jeszcze nie tak dawno, jak przeliczyło się koszt podzespołów montowanych chociażby w Macach, to łatwo było się zorientować, że wcale nie są drogie w stosunku do tego, co oferują użytkownikowi. Problem w tym, że to są czasy, które były i minęły. Dzisiaj większość konkurencji oferuje więcej za znacznie mniej. Tak, nadal nie mają tak dobrego trackpada i zamiast macOS otrzymujemy Windows, ale obiektywnie rzecz biorąc, te dwie rzeczy nie są warte różnicy w cenie. Realnie spodziewałbym się, że klienci za te wysokie ceny powinni otrzymać największą dostępną pojemność w iCloudzie (np. przez dwa–trzy lata), dostęp do Apple Music oraz pełny pakiet subskrypcji na Apple Arcade i TV+. Ale go nie otrzymują, bo kolumna „Usługi” nie będzie się zgadzała.

Nie wiem, ile znaczenia w tym wszystkim ma fakt, że pensja i bonusy Tima Cooka zależą od wyników finansowych firmy, a Steve’a Jobsa nie zależały (zarabiał 1 dolara rocznie, niezależnie od wyników Apple’a), ale mam nieodparte wrażenie, że obecny CEO steruje firmą na rzecz swoich inwestorów, a nie swoich klientów.

Steve Jobs kiedyś powiedział, że ich celem zarabiania pieniędzy, był fakt, że dawało im to możliwość tworzenia najlepszych komputerów na świecie. Gdy jednak John Sculley przejął kontrolę nad firmą, zaczęli skupiać się na zyskach, a tworzenie dobrych komputerów stało się sposobem na te zyski. Ta subtelna różnica w podejściu definiowała, czy firma jest stworzona do sukcesu, czy skazana na porażkę. Dzisiaj nie da się ocenić, czy tak jest rzeczywiście, ale patrząc na obecną ofertę Apple, trudno nie odnieść takiego wrażenia. Ceny rosną, jakość spada lub pozostaje bez zmian, a użytkownik ma z tego wszystkiego coraz mniej bonusów.

Kiedyś sądziłem, że Tim Cook będzie dobrym następcą Steve’a Jobsa na stanowisku CEO. Dzisiaj uważam, że to miejsce powinien był zająć ktoś zupełnie inny i po głowie chodzi mi tylko jedna osoba.

Scott Forstall.

3

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki i zwinne samochody. Niedawno rozpocząłem prowadzenie kursów Lightrooma i fotografii na Pikselowe.pl – zapraszam.


3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
4 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
SebastianPaweł NyczajMiL Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
MiL
Gość
MiL

Dobrze powiedziane. Cook to księgowy i nic więcej.

Paweł Nyczaj
Gość
Paweł Nyczaj

Z tego, co pamiętam pierwszym odtwarzaczem MP3 opartym jedynie na nośniku półprzewodnikowym był odtwarzacz firmy iRiver. To był początek i praktycznie jedynym źródłem plików MP3 były nielegalne serwisy wymiany plików. Koncerny muzyczne próbowały więc oskarżyć iRiver o wspieranie piractwa. Dopiero iPod przyzwyczaił do pobierania cyfrowej muzyki z legalnego oficjalnego sklepu. Zresztą po premierze iPoda nie po raz pierwszy produkt firmy Apple choć nie był pierwszy na rynku, to jednak spopularyzował daną usługę lub sposób konsumpcji treści. Sam iPhone, czyli początkowo w zasadzie iPod z modułem GSM nie był przecież pierwszym na rynku smartfonem. Ale był rewolucyjny jeśli chodzi o sposób instalowania aplikacji z oficjalnego sklepu, a nie z różnych, nie zawsze legalnych źródeł

Sebastian
Gość
Sebastian

Windows nie jest warty różnicy w cenie? ojojojoj…