iMagazine

BikeFinder – lokalizator dla roweru

21/12/2019, 12:02 · · · 1

Rowerów coraz więcej na ulicach i DDR, Polska jeszcze nie jest Holandią, a Kraków – Amsterdamem. Może kiedyś. Popularność jednośladów niestety generuje popyt na ich nielegalne pozyskiwanie. Nie ma tygodnia, żebym nie słyszał od znajomych czy nie czytał na forum rowerowym o kradzieży. Jakoś trzeba się zabezpieczać, a GPS Tracker jest jedną z ciekawszych opcji.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 9/2019


Możemy jeździć rowerem za około 300 złotych, a możemy np. Urban Arrow za jakieś 20 000 złotych. Bez względu na wartość, każdego roweru szkoda, jak zmieni właściciela w nieautoryzowany sposób. Podstawą zabezpieczenia naszego jednośladu jest zapięcie, łańcuch, u-lock itp. Niepisana zasada mówi, że zabezpieczenie powinno kosztować minimum 10% wartości roweru, co nie jest do końca prawdą. Nawet starego roweru wartego jakieś trzy stówki bym nie zapinał linką za pięć dych, szczególnie w centrum miasta. Dostępne zapięcia w cenie poniżej 100 złotych można zazwyczaj bardzo łatwo i szybko przeciąć. Z doświadczenia wiem, że jeżeli nie chcemy stracić naszego pojazdu, korzystajmy z trochę droższych zabezpieczeń i unikajmy tanich linek i tzw. żmijek. Dobrze się sprawdzają łańcuchy i u-locki. Niestety, nawet najdroższe zabezpieczenia da się pokonać, co pokazują filmiki na YouTube. Wszystko jest kwestią czasu, sprzętu i determinacji złodzieja.

Rower zniknął i szanse na odnalezienie małe. Możemy je znacząco zwiększyć za pomocą GPS Trackera. Rozwiązanie to jest już wykorzystywane w samochodach i motocyklach, tam jest ono łatwe do zaimplementowania – nie ma ograniczenia wielkości i problemu z zasilaniem – w przypadku roweru nie jest to takie proste. Dochodzą kwestie związane z łącznością GPS/GSM/BT, antena nie może być zbyt mocno zasłonięta etc. Doskonale wiemy, że włączenie śledzenia GPS w smartfonie sprawia, że czas działania baterii znacznie się skraca. Stworzenie sensownego rozwiązania śledzenia GPS dla roweru nie jest takie banalne, jakby się mogło wydawać.

Norweski Bikefinder, podobny do rurki z kremem, trafił do mnie jakiś czas temu. Urządzenie ukrywa się w kierownicy, dzięki giętkości będzie pasowało do większości kierownic, również kolarskich „baranków”. Standardowo zdejmujemy zaślepkę znajdującą się na końcu kierownicy, wkładamy tracker, za pomocą śrubek zakręcamy zacisk i już. Dla bezpieczeństwa w drugim uchwycie możemy zamontować „fałszywą” zaślepkę, żeby trochę inne zakończenie kierownicy nie wzbudzało podejrzeń. Taki montaż sprawdza się w rowerach szosowych z barankiem czy górskich.

Niestety, w mojej Gazelle sprawa nie była taka prosta. Mój model ma zintegrowane uchwyty z zaślepkami rury kierownicy i podpórkami pod nadgarstki. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie i nie chciałem z niego rezygnować. Znalezienie podobnego uchwytu bez zintegrowanej zaślepki utrudnia dodatkowo niestandardowa długość. Z lewej strony mam zintegrowany dzwonek, z prawej obrotową manetkę od przerzutki Nexus. Jedyne uchwyty, które spełniały wymaganie, to skórzane Brooksy, ale są sprzedawane w wersji długiej lub krótkiej, nie ma kompletów mieszanych, długi i krótki, a taki bym potrzebował. Nie chcąc przedłużać, zdecydowałem się na małe działania destrukcyjne – wywiercenie dziury w posiadanym uchwycie. Plastik okazał się twardszy, niż myślałem – legendarna jakość Gazelle. Efekt nie jest niestety najlepszy – tracker za bardzo wystaje, na szczęście wygląda po prostu na uszkodzoną kierownicę, ogólna estetyka też pozostawia trochę do życzenia, ale na potrzeby testów musi wystarczyć.

Pierwsze ładowanie zrobiłem jeszcze przed instalacją. Bikefinder ładujemy za pomocą dołączonego kabla USB-C. Port ładowania jest ukryty pod zaślepką, ładowanie od około 20% do 100% zajmuje około 3 godziny. Nie mogłem użyć ładowarki z zestawu, bo nie jest przystosowana do gniazdek z bolcem uziemiającym, a tylko takie mam w domu. Będzie pasowała do gniazd bez i gniazd z uziemieniem schuko.
Tak spreparowanym rowerem jeżdżę od ponad miesiąca. Brudna robota wykonana, urządzenie aktywowane, zainstalowane, naładowane. Dostęp LTE zapłacony. Bikefinder ma wbudowany e-SIM, który wymaga subskrypcji danych, żeby wysyłać informację o położeniu. Dostępne są plany: miesięczny za 6 euro, półroczny w cenie 34 euro i roczny w wysokości 59 euro + cena urządzenia 113 euro.

Tracker obsługujemy z →aplikacji. Appka jest bardzo prosta i zaryzykowałbym, że wykonana w idei Apple Way. Po uruchomieniu widzimy na mapie położenie nasze i położenie roweru. Mamy do dyspozycji tryby:

  • Passive – urządzenie nie wysyła pozycji. Służy oszczędzaniu energii, kiedy nie używamy roweru.
  • Standard – urządzenie wysyła pozycję co 10 minut.
  • Security – urządzenie wysyła pozycję co 10 minut i powiadomienie, kiedy wykryje ruch
  • Tracking – powiadomienia o ruchu i aktualizacja pozycji co 1 minutę.

Oprócz tego w appce znajdziemy dostęp do historii lokalizacji, miejsce do wprowadzenia informacji o rowerze, łącznie ze skanem/zdjęciem rachunku oraz funkcję zgłoszenia kradzieży.

W praktyce używam dwóch trybów: Passive, kiedy rower stoi w domu lub jadę, i Security, kiedy go przypinam gdzieś w mieście. Rowerem poruszam się codziennie, czasem przypinam gdzieś w mieście na kwadrans, ale zdarza się na cztery godziny lub dłużej. Przy takim użyciu bateria wystarcza na prawie trzy tygodnie. Bikefindera ładowałem do tej pory dwa razy, przy czym rower tydzień stał nieruszany w trybie Passive, kiedy byłem na krótkich wakacjach.

Uzbrojenie trackera wykonujemy za pomocą aplikacji, zmieniając tryb na Security. Nawet jeżeli ktoś poruszy lekko nasz rower, przypinając się do tego samego stojaka, dostaniemy powiadomienie od aplikacji. Powiadomienia przychodzą niemal natychmiast, opóźnienie nie jest większe niż około 20 sekund. Jeżeli rower nie zaczął się przemieszczać, urządzenie przestaje wysyłać powiadomienia i sprawdza pozycję co 10 min. Jeżeli zaczął się poruszać, dostajemy następne powiadomienia i pozycja jest uaktualniana, póki rower jest w ruchu. Jeżeli odjechał bez naszej autoryzacji, należy wtedy włączyć tryb Tracking – pozycja będzie uaktualniana co minutę. Można wtedy za pomocą aplikacji zaraportować kradzież, a na pewno należy powiadomić policję. Symulację doprowadziłem do momentu włączenia trybu częstego ustalania pozycji. Działa bardzo dobrze. Jeżeli urządzenie straci zasięg GPS/GSM dostaniemy ostatnią znaną pozycję. Po odzyskaniu zasięgu urządzenie wysyła aktualną pozycję.

BikeFinder nie uchroni nas przed kradzieżą roweru, ale na pewno może pomóc go odnaleźć. Nie jest jeszcze rozwiązaniem powszechnym, więc poprawnie zamontowany raczej nie zostanie szybko odkryty. Koszt całkowity – 113 euro i abonament 59 euro za roczny plan dla karty e-SIM – nie jest małą kwotą. Czy taki wydatek się kalkuluje? Zależy to od wartości naszego roweru i naszego przywiązania do niego. Mając rower cargo czy rower elektryczny, na pewno bym się zdecydował na takie zabezpieczenie. Ponieważ polubiłem się z moją Gazelle i często zostawiam ją gdzieś w mieście samą, to chyba zdecyduję się na stałe korzystanie z Bikefinder.

1