Bose Noise Cancelling Headphones 700 – mój obecny wokółuszny ulubieniec

10/03/2020, 13:35 · · · 21

Na Bose NC700, których pełna nazwa brzmi Bose Noise Cancelling Headphones 700 i uważam, że jest zdecydowanie zbyt długa, czekałem nieznośną ilość czasu. To było w okresie, w którym Krzysztof Kołacz zdążył je otrzymać i napisać swoją recenzję. W odróżnieniu jednak od Krzyśka, NC700 przypadły mi do gustu. Nie są to najlepsze pod każdym względem słuchawki w tej kategorii, ale kilka istotnych rzeczy robią lepiej od konkurencji i to wystarczyło, aby wygrać moje serce.

Po pierwsze, wygląd tych słuchawek wyjątkowo mi odpowiada. Mają niesamowicie płynne linie, a całość jest bardzo harmonijna. Trafią w moje gusta idealnie i to pomimo, że mają powierzchnię dotykową do sterowania niektórymi funkcjami – nie przepadam za takimi rozwiązaniami. Bose jednak rozwiązał ją na tyle dobrze, że działa tak, że mnie nie irytuje i mi nie przeszkadza. Zresztą do najważniejszych czynności korzysta się z niesamowicie miłych w dotyku przycisków.

Drugą kwestią jest wygoda. W dniu, w którym kurier dowiózł mi NC700, czekałem na nie niecierpliwie, bo tego po południu miałem lot do Niemiec i liczyłem na to, że będę miał je okazję sprawdzić w środowisku, do których zostały stworzone. Słuchawki na szczęście dojechały, a ja zdążyłem wpaść do gate’a, zanim go zamknęli. Niestety, zaraz po wystartowaniu i założeniu słuchawek, niesamowicie rozbolała mnie głowa, a ja, jak to ja, nie wziąłem ze sobą żadnych prochów. Nie wiem czy to była kwestia zmiany ciśnienia czy po prostu gorzej się tego dnia poczułem, ale jeśli dodamy do tego fakt, że NC700 mocno ściskają nam głowę, aby dodatkowo mechanicznie odizolować nas od świata zewnętrznego, to nie ukryję faktu, że częściowo za nieszczęśliwe samopoczucie winiłem same słuchawki. Ból głowy towarzyszył mi do chwili zaśnięcia w nieznajomym mi łóżku w hotelu w Berlinie. Przez najbliższe dwa dni nie odważyłem się z nich korzystać i dopiero założyłem je w drodze powrotnej. Tym razem obyło się bez sensacji, a wrażenie uciskania głowy zniknęło. Czyli jednak kwestia ciśnienia, a nie słuchawek! Od tamtej pory, czyli od września 2019, minęło blisko pół roku i NC700 albo się wyrobiły (lub ułożyły) na tyle, że teraz przywierają mi do czaszki wzorowo, albo przestałem na to zwracać uwagę. Nieprzyjemności z tego tytułu w każdym razie brak.

Potem nadeszła zima, którą ciężko w sumie tak nazwać, a ja w międzyczasie nabyłem AirPods Pro, które są zdecydowanie wygodniejsze w korzystaniu, gdy przemieszczamy się po mieście. Zresztą wszystkie moje poprzednie słuchawki wokółuszne rzadko kiedy opuszczały mieszkanie. Korzystałem z nich niemal codziennie, gdy chciałem się odizolować od świata i hałasu, szczególnie podczas takich czynności, jak odkurzanie, które zwykle uważam za niesamowicie nudne. Słuchanie podcastu jednak powoduje, że mogę się poświęcać tym mechanicznym czynnościom niemal bez końca, pod warunkiem, że coś ciekawego sączy mi się do uszu. To właśnie w tym środowisku, podobnie zresztą jak we wspomnianym samolocie, najbardziej cenię sobie ANC w tym modelu Bose. Hałas otoczenia wycina prawie tak dobrze, jak Sony WH-1000XM3, o których na początku 2019 roku napisałem, że to „prawdopodobnie najlepsze słuchawki z ANC na rynku”. Odkurzacz nagle milknie, woda przestaje szumieć, a dzieci na placu zabaw stają się duchami.

Wracając jeszcze do designu samych słuchawek, wiele osób obawia się, że ten model nie jest tak pancerny, jak poprzednik QC 35 – nie bardziej mylnego. Widziałem na własne oczy, jak NC700 były wyginane w sposób przeczący prawom fizyki (zresztą podobnie jak QC 35) i nic kompletnie im się nie stało. Dzisiaj, po wspomnianym pół rocznym teście długodystansowym, nadal wyglądają jak nowe, nic nie skrzypi i nic nie trzeszczy. Bose spisało się tutaj na medal. Czas pracy na baterii zresztą również na to zasługuje – ładuję je rzadziej niż raz w tygodniu, a korzystam z nich przynajmniej godzinę dziennie.

Nadal nie rozumiem, dlaczego inni producenci nie rozwiązali tego problemu, w tym Sony i Apple (…)

Na koniec zostaje temat dla mnie najważniejszy – możliwość łączenia się z więcej niż jednym urządzeniem Bluetooth bez żadnej ingerencji z mojej strony. Nawet AirPods nie mają tej funkcji! NC700 mam sparowane z iPhone i iPad, i wystarczy, że na którymkolwiek z nich uruchomię muzykę lub podcast (oczywiście po włączeniu słuchawek), to słuchawki zaczynają dostarczać dźwięk do moich uszu. Mogę dać pauzę na iPhone i natychmiast puścić np. YouTube’a z iPada, z te bez zająknięcia się przełączą. Idealnie. Nadal nie rozumiem, dlaczego inni producenci nie rozwiązali tego problemu, w tym Sony i Apple (aby przełączyć AirPods, trzeba je wybrać jako źródło dźwięku na wybranym urządzeniu, jeśli były wykorzystywane z innym wcześniej).

Zatem podsumowując, nie są to najlepiej grające słuchawki na rynku, ani nie składają się specjalnie finezyjnie, aby je upakować wygodnie w podróży. Nie mają też najlepszego ANC! Wystarczy jednak, że pod każdym względem spisują się b.db. lub b.db z plusem i nagle okazuje się, że średnią arytmetyczną wyprzedzają (przynajmniej dla mnie) konkurencję.

21

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.