Dziennik MacBook Air (early 2020) – problemy z benchmarkami, klawiatura, trackpad i wideo rozmowy

29/04/2020, 15:03 · · · 16

Od rana dzisiaj siedzę na MacBooku Air i przygotowuję go pod własne benchmarki, ale napotkałem kilka przeszkód na trasie, więc odłożyłem je na później i postanowiłem poruszyć kilka innych kwestii.


Bardzo dziękuję Cortlandowi za dostarczenie do testów MacBooka Air, co umożliwiło mi dogłębne przetestowanie najnowszego modelu.


Najpierw zainstalowałem iStat Menus od Bjango, ale szybko okazało się, że ta aplikacja nie została jeszcze uaktualniona o konfigurację dla Aira, przez co nie pokazuje tego, co mnie najbardziej interesowało – prędkości obrotowej wiatraka. To z kolei pchnęło mnie do zainstalowania Turbo Boost Switcher, bo jedną z cech programu jest to, że pokazuje ładny wykres pracy procesora. Spojrzałem na temperaturę CPU i złapałem się za głowę…

Przecież to niemożliwe! Komputer jest skonfigurowany z moim kontem iCloud od wielu dni i powinien był już się ustabilizować. Wiadomo, że przez pierwszych kilka dni trwa sync i analiza zdjęć w Zdjęciach dla Mac, szczególnie jeśli ma się bibliotekę blisko 40 tys. zdjęć. Po chwili jednak skojarzyłem, że pracowałem cały czas na baterii, kiedy proces photolibraryd nie działa, aby nie zżerać nam elektronów. Dzisiaj pracowałem od rana podłączony do prądu, bo nie chciałem, aby bateria wpływała na wynik benchmarków i właśnie ten moment wykorzystały Zdjęcia dla Mac…

iStat Menus i Monitor Aktywności od razu potwierdziły winowajcę. Nie pozostało mi zatem nic innego, jak wyłączyć synchronizację moich zdjęć z tym Makiem, aby nie fałszować wyników benchmarków. Przy okazji dowiedziałem się, że proces ich usuwania przez macOS zajmuje ładnych kilkanaście minut, więc zamiast robić benchmarki, postanowiłem skupić się na tym, co tak wielu nie interesuje, a co jest najważniejsze dla mnie – na klawiaturze i trackpadzie. To w końcu podstawowe metody do wprowadzania danych i interkacji z OS-em.

Magiczny trackpad

Apple od paru lat sukcesywnie powiększa powierzchnię Trackpada, co ładnie widać na przykładzie MacBooka Pro z 2018 roku powyżej1. Ten w nowym MacBooku Air early 2020 również wypełnia szczelnie przestrzeń pomiędzy klawiaturą, a dolną krawędzią obudowy. Czy aby trochę nie przesadzają?

Korzystam z tego dużego trackpada od wielu lat – mam podobnego w swoim MacBooku Pro 13″ – i uważam, że jest ciut za duży. Gdy piszę na klawiaturze, to moja prawa dłoń opiera się o niego i pomimo ciągle usprawnianych algorytmów odrzucania niechcących pacnięć, nadal od czasu do czas rejestruje przypadkowy dotyk. Prawdopodobnie powrót do mniejszego byłby bolesny, więc liczę na to, że w końcu wyeliminuję 100% takich sytuacji.

Jak już jednak korzystam z samego trackpada, to satysfakcja płynąca z precyzji jego pracy, jest ogromna. Windowsowe touchpady w najdroższych laptopach od paru lat zbliżają się zachowaniem do Apple’owego rozwiązania, ale to nadal nie jest to samo. Trudno te wrażenia przełożyć na słowa, ale jak raz się skorzysta z Magic Trackpada, to nie ma odwrotu bez frustracji.

MacBook Air, podobnie jak inne mobilne Maki, wyposażony jest Force Touch Trackpad, czyli taki, którego fizycznie się nie klika, ale jeśli mocniej na niego naciśniemy, to moglibyśmy przysiąc, że wywołany klik był fizycznym zdarzeniem. W rzeczywistości pod trackpadem siedzi silniczek, który symuluje wibracjami jego fizyczne naciśnięcie. Jego praca tak niesamowicie rzeczywiście odzwierciedla prawdziwy klik, że nadal nie wierzę, że coś takiego jest możliwe. To są te detale, z których Apple słynie i momentami żałuję, że odpuścili dbanie o nie w innych aspektach – brak oddychającej diody na kablu od zasilacza, brak przedłużacza do zasilacza w zestawie czy brak ściereczki do czyszczenia ekranu w komplecie.

Pamiętajcie, że jeśli korzystacie z desktopa, to również możecie doświadczyć pracy z trackpadem – Apple ma w ofercie Magic Trackpada w bieli i Gwiezdnej Szarości. Zresztą sam niedawno takowego zamówiłem, ponieważ korzystałem z tego pierwszej generacji, który zaczynał mnie wkurzać swoim zachowaniem. Z Magic Trackpada korzystam dosyć nietypowo, bo po prawej stronie od klawiatury mam myszkę, a Magic Trackpada po lewej, co pozwala mi na korzystanie z tego narzędzia, które lepiej nadaje się do danego zadania.

Magiczna klawiatura

Apple w 2015 roku zaczęło montować klawiatury oparte o mechanizm motylkowy w MacBookach. Te charakteryzowały się bardzo niewielkim skokiem klawisza, co negatywnie wpływa na stawy w palcach, oraz tym, że lubiły się popsuć. Wymiana klawiatury nie była tania, bo jest ona scalona z top case’em, który jest scalony z baterią i głośnikami, a całość kosztuje w rejonie 2400 zł. Dla kontrastu, wymiana klawiatury w Dellu kosztuje jakieś 40 zł i zajmuje kilka minut. Apple w końcu uruchomiło program wymiany klawiatur, ale trwa on zaledwie cztery lata od daty zakupu komputera, a nie od daty ostatniej wymiany klawiatury.

To z kolei oznacza, że mój MacBook Pro (late 2016), kupiony na początku 2017 roku, ma już trzecią klawiaturę (była wymieniana na nową dwukrotnie) i już niedługo nie będzie się do tego programu łapał. To problem, bo (1) Apple obecnie nie ma w ofercie MacBooka, na którego chciałbym go wymienić, (2) nie czuję potrzeby jego wymiany, gdyż nadal robi wszystko to, co potrzebuję i (3) ostatnio w ramach wymiany klawiatury, wymieniono mi również cały topcase wraz z ekranem, więc mam w zasadzie nowy komputer.

Teoretycznie testowany MacBook Air early 2020, w ciut wyższej konfiguracji, mógłby moje potrzeby zaspokoić, ale skoro od lat korzystam z ekranu wspierającego Display P3, to nie chcę wracać do sRGB, tym bardziej, że ten gamut wspiera również mój iPhone i iPad, i właśnie z profilem P3 eksportuję zdjęcia z Lightrooma do Photos dla Mac. Autentycznie zapłaciłbym ciut więcej, żeby Air wspierał P3…

Wracając jednak do nowej-starej klawiatury, której Apple montaż rozpoczął w 16-calowym MacBooku Pro – napisałem już o niej wiele słów pod koniec zeszłego roku, więc gorąco do nich zapraszam. Jest to więc moje drugie zderzenie z nią, po paru miesiącach korzystania z motylkowej. Przypomnę, że jej konstrukcja oparta jest o mechanizm nożycowy, znany chociażby z MacBooków Pro z lat 2012-2015 czy Magic Keyboard dla desktopowych Maców. W praktyce jest ciut usprawniona, chociaż Apple nie zdradza dokładnych szczegółów. Korzystanie z niej to jednak czysta przyjemność. Przez ostatni dni popełniłem na niej wiele słów, m.in. do nachodzącego wydania iMagazine, i muszę przyznać, że unikałem otwierania mojego MBP13.

Jak zapewne zauważyliście na zdjęciu z początku pod nagłówkiem „Magiczna klawiatura” (to zdjęcie 16-calowego MacBooka Pro), Apple też wróciło do strzałek w kształcie odwróconej litery T, która zniknęła z klawiatur w latach 2015-2019.

Korzystając ze strzałek bez tej pustej przestrzeni, co widać na zdjęciu 13-calowego Pro powyżej, non-stop myliłem strzałkę do góry z tą do dołu. Non-stop. Korzystam z tej klawiatury praktycznie codziennie od grudnia 2016 roku, czyli mniej więcej od 1245 dni, i nadal się nie nauczyłem wyczuwać, którą naciskam, bez patrzenia.

To był po prostu zły design.

Tymczasem, na klawiaturze 16-calowego MacBooka Pro i opisywanego MacBooka Air early 2020 napisałem już kilkadziesiąt tysięcy słów, czyli setki tysięcy znaków i wiecie co?

Ani. Razu. Się. Nie. Pomyliłem.

Nie powinienem ich chwalić za to, że Apple wróciło do poprzedniego, lepszego designu klawiatury, a wręcz powinienem dać im naganę za to, że zajęło im to tak długo, ale ten powrót do normalności jest dla mnie szalenie istotny.

Klawiatura w Airze, w odróżnieniu od tej w 16-calowym MacBooku Pro (zdjęcie powyżej), charakteryzuje się identycznym czytnikiem Touch ID, który spisuje się tak, jak powinien. Jednak w odróżnieniu od Pro, Air nie ma Touch Bara, co mnie ogromnie cieszy. Moja produktywność natychmiast wzrosła, a każda interakcja z klawiaturą z Touch Barem i późniejszy powrót do klawiatury bez niego, uświadamia mi, jak bardzo mi ten gadżet nie odpowiada.

Oczywiście musimy pamiętać, że są też ludzie, którzy sobie bardzo cenią jego funkcjonalność oraz niewielka grupa ludzi, którym jest obojętny. Ze względu na fakt, że temat Touch Bara jest bardzo zero-jedynkowy, to uważam, że Apple powinno wprowadzić opcję konfigurowania MacBooka podczas zakupu, aby móc wyspecyfikować, czy chcemy mieć Touch Bara, czy wolimy tradycyjne rząd fizycznych przycisków.

Podsumowując

Klawiatura i trackpad w nowym MacBooku Air zasługują na najwyższe noty. Jest oczywiście niewielka szansa, że coś w tej pierwszej będzie się psuło z czasem, ale nic obecnie takiego scenariusza nie zapowiada.

Cała reszta konstrukcji zresztą też wydaje się być solidna i nie mam do niczego obecnie żadnych zastrzeżeń. Zobaczymy czy coś się w tej kwestii zmieni, gdy zacznę go mocno obciążać. Jednocześnie powinniśmy pamiętać, że to nie jest komputer przeznaczony do ciężkiej pracy, wymagającej mocnego i szybkiego procesora. Jest zoptymalizowany dla niewielkich gabarytów, niskiej wagi oraz stosunkowo niskiej ceny. Nie oczekuję więc od niego, że będzie potrafił renderować wideo w FCPX z wydajnością porównywalną do MacBooków Pro, o desktopach nie wspominając.

Tymczasem, do „pracy biurowej”, składającej się z lekkiej obróbki grafik czy zdjęć (Preview/Podgląd i Affinity Photo), pisania, edytowania oraz czytania w Ulysses i Safari (do 10-12 otwartych zakładek), całość pracuje lekko i bez żadnego stresu (co ilustruje powyższy wykres). Temperatura procesora – przypominam, że na pokładzie mam najwolniejszego Core i3 – nie przekracza 60°C i utrzymuje się przeważnie w przedziale 50-56°C.

Wideorozmowa

Kilka osób prosiło mnie o testy wideorozmów przez Microsoft Teams, Skype’a lub Zooma. Tego ostatniego nie zainstaluję dla zasady, bo polityka tej firmy i jakość tego produktu jest jednym z największych clusterfucków, jaki w życiu widziałem. Próbowałem natomiast zainstalować Skype’a, ale gdzieś na trasie między mną, a serwerami Microsoftu, napotkałem na przeszkodę, co ilustruje czas potrzebny na jego pobranie.

Discord

Zdecydowałem się więc na testy używając Discorda, którego napisano w Electronie, co oznacza, że będzie źle zoptymalizowany dla macOS, co powinno jeszcze bardziej obciążyć procesor.

Kilkuminutowa rozmowa nie zrobiła zupełnie wrażenia na wiatrakach, który pozostał w swoim najwolniejszym stanie, a procesor wskoczył na 79°C, co jednak nie przełożyło się ani na zauważalny wzrost temperatury spodu komputera, ani na zauważalne spowolnienie jego pracy, jeśli macie potrzebę wykonywania innych czynności podczas prowadzenia wideokonferencji. Być może rozmowa z większą ilością osób miałaby inny wynik, ale obecnie nie mam możliwości przeprowadzenia takiego testu.

FaceTime

Zaraz po testach w Discordzie z jedną osobą, przeniosłem się na FaceTime z dwoma. Jak widać powyżej, temperatura się nie zmieniła specjalnie i całość pracowała stabilnie przy ~78°C, a wiatraki nadal się nie rozkręcały. Fakt, że FaceTime jest prawdopodobnie najbardziej zoptymalizowany pod macOS ze wszystkich platform dostępnych na rynku, ale mam nadzieję, że brak optymalizacji testu z Discordem stanowi odpowiednią kontrę dla rozwiązania Apple.


Jestem szczerze zaskoczony, że tak sprawnie sobie ten maleńki CPU radzi z całością. Jutro postaram się opublikować kilka cięższych testów, abyście mieli pogląd na to, czy ten komputer się do takich zadań nadaje.

  1. Wykorzystałem zdjęcie MBP, bo Apple obecnie nie oferuje przeźroczystych PNG z MacBookiem Air w widoku z lotu ptaka.


16

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.