Felieton o Huawei P40 Pro i wolności

02/08/2020, 08:00 · · · 1

Od momentu, gdy zobaczyłem napis Leica na telefonie od Huawei, kibicowałem tej firmie. Byłem za każdym razem pod wrażeniem jakości telefonów, a szczególnie tego, jakie zdjęcia można było nimi robić. Czasy się jednak zmieniają. Przyszedł obecny rok i wirus. Dla Huaweia raczej dwa wirusy. Jeden pod postacią prezydenta USA, drugi – ten prawdziwy.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 5/2020


Huawei na dziwnej prezentacji z wirtualną publicznością pokazał model P40 Pro. Zaraz po na Twitterze zapowiedziałem, że kupię ten telefon. Szczególnie Dominik, nasz naczelny, stwierdził, że to prawie samobójstwo, odcięcie od świata i sprzedanie swoich danych Chińczykom. Co niektórzy nawet stwierdzili, że Huawei sprzeda mi pierwszego P40 Pro z partii przewidzianej dla Polski, czyli 100 sztuk. 

Huawei Polska nie śmiał się z tego. Ogólnie chyba nas nie lubi. W dniu premiery porozsyłał do wielu recenzentów skrzyneczki z telefonami do testów. Powstało wiele reklam. Sporo materiałów na Youtubie i w necie. Raczej wszyscy, co nie jest dziwne, są zachwyceni tym telefonem. 

Ja postanowiłem wydać swoje uzbierane dzięki ciężkiej pracy pieniądze. Co jest lepsze, gdy chce się napisać coś o telefonie? Darmowy „prezent” od producenta czy własny zakup? Raczej to drugie – ja mam jedynie poczucie niesmaku, gdy wtopię. Jednak decydując się na taki ruch, kalkuluję ryzyko straty. Gdy dostajesz coś, czujesz tylko zobowiązanie w stosunku do firmy, która Ci przekazuje produkt. 

Nie chcę pisać recenzji, ale będą to moje przemyślenia po kilku dniach używania tego telefonu. Bo przy tej okazji jest nad czym się zastanowić.

Jaki jest ten telefon? Nie wyróżnia się niczym od starszego P30 Pro czy od Samsunga Galaxy S20+, który też mam. Też go kupiłem. P40 Pro jest świetnie wykonany, ale dosyć gruby i ciężki. Nie jakoś przesadnie, ale zauważalnie w stosunku do Samsunga. Wygląda świetnie i, co ważne, w komplecie jest naklejona folia i etui. Oczywiście zwykły „gumiak”, ale jest i nie trzeba szukać ochrony zaraz po zakupie. Bo telefon, jak wszystkie obecnie, jest śliski. Bardzo śliski. Ma świetny ekran i jest piekielnie szybki. Mam wrażenie, że dużo szybszy i bardziej płynny niż Samsung Galaxy S20+. 

Oczywiście robi genialne zdjęcia. Dla tych zdjęć kupuję te telefony. Od dłuższego czasu nie fotografuję już zwykłymi aparatami. Nie chce mi się ich nosić, szczególnie gdy jeżdżę rowerem. Tu Huawei jest świetny. Jako że mam porównanie z innymi telefonami z topowej półki, twierdzę, że to najlepszy fotograficzny telefon na rynku. Tyle o samym telefonie.

Tak, jest to najlepszy telefon. Jednak nie polecam kupowania go. No, chyba że stać Cię. Jednak nie na wydanie pokaźnej kwoty, ale na ogromną liczbę ograniczeń. Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo ten telefon jest ograniczony. Z drugiej strony nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo dwie firmy nas od siebie uzależniają. To, co robi Google i Apple, jest dla mnie tym, z czym od zawsze chciałem walczyć: dominacją na rynku oraz uzależnianiem produktów innych firm od siebie.

Ktoś, kto nie ma wiedzy, nie wie, że większość aplikacji niezwiązanych z Google nie będzie działało. Przykładem niech będzie fajna aplikacja InPost, gdzie śledzimy paczki, a potem możemy sobie bez wklepywania kodu odbioru otwierać skrytki. Ta aplikacja nie działa, bo nie ma poświadczeń Google. Nawet aplikacje sklepów, gdzie mamy zapisane nasze karty, przestają działać. Przecież nie są to aplikacje, które takie poświadczenia muszą mieć w ten sposób realizowane. Co ciekawsze, aplikacja bankowa mojego banku działała bez problemu. Tak samo aplikacja mObywatel, gdzie mamy swój dokument tożsamości, e-recepty czy dane naszych pojazdów. Dokumenty spokojnie przechodzą weryfikację profilem zaufanym. 

Bardzo uzależniamy się od czegoś i próba przejścia na coś innego nas przeraża. Spora część znajomych ciągle mi mówi, że moje wszystkie dane teraz są już w Chinach. O wszystkim, co robię, Azjaci już wiedzą. Tak się zastanawiam: kogo bardziej bym się bał? Azjatów czy Amerykanów? Przecież nasi „bracia” z Ameryki nawet się już nie kryją z tym, że nas szpiegują. Nie ma potrzeby, skoro wszystkie aplikacje i tak są na ich łasce i niełasce. Skoro nasze auta mają nawigację Google lub Apple, mają nasze zakupy i podgląd na karty kredytowe. Bo przecież wygodnie płaci się telefonem. 

Niestety, musiałem się poddać. Usiadłem w jedno popołudnie i po obejrzeniu poradników wgrałem do telefonu usługi Google. Wszystko mi działa. Nawet Android Auto, mapy czy asystent głosowy. Nie przechodzi jedynie weryfikacji karta kredytowa w Google Pay. Nie mam z tym jednak problemu, bo używam do płacenia zegarka Garmin. Cała procedura nie jest skomplikowana, ale i nie jest banalna. Spokojnie można ją wykonać, jeśli się choć w niewielkim sposób ogarnia podstawowe funkcje telefonu.

Telefon, tak jak mówiłem, jest świetny, jednak dla normalnie używającej go osoby – bezużyteczny. Nie dajcie się zwieść reklamom i wspaniałym recenzjom. Tak, wiem, że Youtube można oglądać przez przeglądarkę, ale nie jest to wygodne. Nie wmówi mi tego nikt. Jeśli USA dogadają się z Chinami i przestaną blokować Huawei, to będę pierwszym, który będzie ten telefon polecał każdemu. Teraz to telefon, który może robić furorę w Chinach czy w Iranie, gdzie większość usług amerykańskich gigantów i tak jest blokowana.

Gdyby Huawei pompował kasę jednak dalej w budowanie swojego systemu i nagle podpisał umowy z bankami na płatności zbliżeniowe i potrafiłby zastąpić amerykańskie usługi swoimi, to nie wiadomo, jak będzie to wyglądało za kilka lat. Jestem na razie z Huawei i nie zamierzam, przynajmniej przez kilka tygodni, sprzedawać tego telefonu. Za bardzo mi się podoba. Najbardziej to, że jest inny. Z nutką ryzyka, że za chwilę przestanie mi działać (w rezerwie jest jednak Samsung). Nie lubię iść z prądem i dlatego kibicuję wszystkim tego typu działaniom.

Miałem sen, że powstaje niezależny Android czy iOS. Otwarty kod. Mogę nawet wtedy za to zapłacić. Wszystko, co wychodzi z telefonu i do niego wchodzi, mogę kontrolować. Jest to jednak nierealne. Przecież nie można by było w ten sposób kontrolować ludzi, czego i korporacje, i rządy nie chcą. My teraz coraz chętniej pozbywamy się naszej wolności. Za chwilę nie trzeba będzie dyktatorów czy państw policyjnych. Wystarczy odcinanie nas od usług, do których nas przyzwyczajono. Przy obecnej pandemii jakoś tak łatwo rezygnujemy z własnych praw. Nikt nie protestuje jak przy ACTA, nikt nie podskakuje. Teraz cieszymy się z możliwości wejścia do lasu. 

1

Adalbert Freeman

Fotoreporter i dziennikarz. Zakochany w krajach arabskich i islamie. Użytkownik nadgryzionych jabłek.