Postpandemia?

15/08/2020, 07:00 · · · 0

Wielu mówi i pisze, że w ostatnich trzech miesiącach świat tak radykalnie się zmienił. A wiecie co? Niekoniecznie. Świat się zmienił, ale ten przede wszystkim ten świat nas samych. Idąc dalej – to ja i Ty zmieniliśmy siebie nawzajem, bo przecież my ten świat w dużej mierze tworzymy. Bo widzicie, pandemie były i będą jeszcze wracały. To nie jest tak, że koronawirus COVID-19 to była najstraszniejsza próba, z której wychodząc w mniejszym lub większym stopniu, możemy zapomnieć o jej podobnych przypadłościach na zawsze. I dlatego tak ważna jest w mojej ocenie perspektywa, którą przyjmujemy.

Nowy ja?

Czy na pewno? Droczę się nieco z Wami i ze sobą, bo kiedy koronawirus wybuchał, to jakoś tak automatycznie wielu dochodziło do podobnych wniosków: „Nie potrzebuję tak wiele.”, „Przejdę na weganizm”, „Sami to sobie zrobiliśmy”. Szybko jednak okazało się, że zakupy online są po prostu wygodniejsze; więc można kupować więcej, z weganizmem nam jednak nie po drodze, a izolacja w sumie tylko wzmacnia nasze poczucie zajebistości. Za ostro?

Ostatnio dywagowaliśmy sobie na ten temat ze znajomym. Sebastian zwrócił uwagę na dość istotny szczegół, który, mam wrażenie, umyka nam w społecznym dyskursie. Otóż wiele spraw stało się teraz superważnymi z jednego powodu – zwracamy mniejszą uwagę na sprawy błahe. A przynajmniej nauczyliśmy się je odfiltrowywać. Nie spotykamy się w biurach, przy ekspresach do kawy. Nie plotkujemy o wszystkim i wszystkich. Czytamy media rozważniej, bo przy okazji pandemii dobitnie do nas dotarło, że fake newsów nie wymyśliła grupa dziadków leśnych, stacjonujących w wysokich górach, ale że to my przepadliśmy w szumie informacyjnym ponad dekadę temu. I jeśli naszego podejścia do konsumpcji treści wszelakich nie zmieniliśmy w ostatnim czasie – to teraz prawdopodobnie siedzimy w fotelach w czapkach atronicznych, chroniąc się przed złowrogim 5G, które wpływa na wodę i już zamówiliśmy do niej syntezator. Wracając na Ziemię.

Przyczajony spokój

Czytamy, słuchamy mniej i uważamy na to, co do nas dociera. Sam widzę po sobie, że jedną z najbardziej pozytywnych i mam nadzieję trwałych zmian, jest radykalnie zmniejszony szum informacyjny. Z 9 podcastów technologicznych (zagranicznych), których słuchałem regularnie tydzień w tydzień, zostały 3. Doszło sporo nowych, o sporcie, fizjoterapii czy gotowaniu. Zorientowałem się także, że wyrobiłem 6 z 10 nawyków, które założyłem sobie jakiś czas temu. Nadal myślałem, że je wyrabiam, a już dawno stały się moją codziennością. Ze swojego programu do zarządzania czasem usunąłem kilka projektów i kilkadziesiąt zadań, które tak naprawdę zadaniami nigdy nie były. Dociera do mnie znacznie mniej bodźców niż wcześniej, ponieważ rzadziej bywam w centrach miast, a znacznie częściej w otoczeniu przyrody. Oczywiście zmieniła się percepcja pracy, ponieważ raz na zawsze skończyłem z tematem pracy z biura. Zmieniły się finanse osobiste, ponieważ nagle okazało się, że zaproszenie do siebie znajomych i poświęcenie kilku godzin na przygotowanie dobrej kolacji jest kapitalną rozrywką dla dwojga, a przy okazji koszty ponoszone na jedzenie na mieście drastycznie spadły. Skorzystali na tym wszyscy i od wielu osób słyszę podobne historie. Zmieniło się więc naprawdę sporo, ale wiecie co?

Cymes leży w tym, że to nie były zmiany, które ktokolwiek zaplanował. To były naturalne reakcje, które trafiły na odpowiednie okoliczności. Dlatego, choć to niepopularne stwierdzenie, uważam, że pandemia – przy całym jej tragizmie – w dużej mierze temu naszemu światu pomogła. Pomogła wielu z nas po prostu zacząć żyć, zamiast to życie planować, próbując do końca opisać najbardziej wyszukanymi słowami. Paradoksalnie, choć nastały bardziej niespokojne czasy, wielu zaczęło żyć spokojniej. Dla mnie to trochę drwina z nas samych.

Kiedy już jakiś temat zyska sobie naszą uwagę, momentalnie urasta dziś do rangi globalnego problemu numer (wstawcie dowolną cyfrę). Sam się na tym parę razy złapałem. Dlatego nie uważam, że obecnie żyjemy w czasach postpandemii. Tak nie jest. Żyjemy zmienieni, bardziej skupieni na tym, co nas otacza. Zachowanie uważności stało się nagle ważne. I teraz największą sztuką jest chyba, by w tym wszystkich zachować siebie i zdrowy rozsądek. Bo takie życiowe przyczajenie może prowadzić do tego, że stracimy trzeźwość umysłu, ale może też wyostrzyć ten umysł i pobudzić nas do kreatywnego działania każdego dnia. I dzisiaj nie śmieszy mnie już zadanie sobie o poranku pytania, którego trochę się wszyscy boimy, bo przez lata obrosło wieloma mitami, które wypowiadali rozmaici szarlatani i trenerzy motywacyjni. A jest ono potrzebne i proste: Gdzie i jako kto dziś jestem?

Dobrego dnia.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 7/2020

0

Krzysztof Kołacz

👨🏻‍💻 Piszę tutaj. 🎙 O technologii, biznesie i sporcie rozmawiam w podcaście: www.boczemunie.pl. 🏃🏻‍♂️ Biegam. Parzę i piję ☕️ specialty. 👉 krzysztofkolacz.pl