O kocie, który chodził na spacer

25/10/2020, 14:11 · · · 1

Normalność jest pojęciem względnym i przereklamowanym. Próbowałam jej kilka razy i nie wyszło. Wynika z tego, że nie pozostaje mi nic innego, jak pogodzić się z odchyleniem standardowym.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 8/2020


Wrzuciłam ostatnio na Twitterze krótki filmik, pokazujący mojego standardowo odchylonego kota. Wojtek Pietrusiewicz stwierdził, że byłby z tego niezły felieton, z czym się nie zgodziłam, mówiąc, że byłby to najkrótszy tekst na świecie. Ale wyzwanie jest wyzwaniem, więc tak oto wylądowaliśmy w świecie zwierząt domowych.

Podstawowych zwierząt w domu mamy trójkę: dziewczynkę husky o wdzięcznym imieniu Yoko, czarną kotkę Midnight i białego kota, który oficjalnie nazywa się Icarus, a na co dzień po prostu Boykot. Od tego, że chłopiec i kot. Wszyscy wiedzą, że Yoko jest odchylona zdrowo, bo czasami myśli, że jest kotem, czasami człowiekiem, a wtedy, kiedy jej wygodnie – psem. Objawia się to na różne sposoby – kiedy staje się kotem, poluje z resztą stada na różnorakie insekty. Kiedy ma fazę ludzką, siada na krześle przy stole i oczekuje na poczęstunek, gdy zaś wygodnie jej być psem, wycina ósemki w ogrodzie. Bo może. Jak to pies.

Midnight to czarny charakter, bez dwóch zdań – robi, co chce i kiedy chce. Również jak chce. Anektuje każdą powierzchnię jak swoją – na przykład łóżko czy sofę. Czasem schody, stół w kuchni albo wykuszowy parapet. Czasem po prostu siada i obserwuje koi w stawie, ale nigdy nie próbuje ich łowić.

Boykot to inna sprawa. Prawdopodobnie ma w sobie coś z Ikara, bo próbuje latać wysoko, zwłaszcza gdy w okolicy pojawiają się ptaki. Na przykład gruby gołąb. Gruby gołąb to prawie część rodziny. Przylatuje do ogrodu, siada na wiśni i po prostu siedzi. A Boykot obserwuje, poluje i czasem uszczknie mu jakieś pióro z ogona. Tak po przyjacielsku. Generalnie zwierzęta rozumieją jedną podstawową zasadę – jeśli państwo coś karmią, to nie wolno tego zjadać.

Poza namiętnością do polowania Boykot jest spacerowiczem. To znaczy, spaceruje z nami i z Yoko. Na początku wzbudzało to wśród sąsiadów sensację. Oto idzie wielki husky, a za nim drepcze, pobrzękując dzwoneczkami, słodki biały kotek. Idzie sobie, wącha kwiatki, przygniecie łapkami muszkę. A potem goni psa i truchta obok niego jakby nigdy nic. Teraz większość ludzi już się przyzwyczaiła i po prostu spoglądają na niego z uśmiechem. Ot – odchylenie standardowe, lokalne kuriozum.

Okazuje się jednak, że nawet drobne odchylenie można spotęgować.

Dwa tygodnie temu wybrałam się z Yoko na wrzosowiska. Wrzosowiska ciągną się niedaleko za moim domem, więc nic w tym niezwykłego. Wzgórza i wrzosy, wrzosy i wzgórza. Idziemy sobie spokojnie, jak mamy to w zwyczaju, nagle za nami odzywa się Boykotowy dzwoneczek: dzyń, dzyń, dzyń. Kot postanowił się do na przyłączyć. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że do tej pory spacerował z nami po chodnikach i nie zapuszczał się w dzikie ostępy. Założyłam więc, że odłączy się, kiedy uzna to za stosowne i zaczęłam wspinać się pod górę. Dzyń, dzyń dzyń – dźwięczy dzwoneczek i dzielnie podąża za nami. Jedno wzniesienie, potem kolejne, zbocze poorane gniazdami ziemnych os i oto znajdujemy się na równinie. Ja, Yoko i dzwoneczek. Naprzeciwko para z psem przygląda się nam z niedowierzaniem, obrzucając wzrokiem wielkiego psa i białego kotka. Pies nic sobie z tego nie robi, kotek obchodzi ich ostrożnie i truchta za Yoko. Dzyń, dzyń, dzyń.

Podobną minę miało tego dnia jeszcze kilku wędrowców. Za każdym razem przecierali oczy ze zdumienia, bo Boykot poza tym, że ładnie dzwoni, to również świetnie reaguje na komendy głosowe, przybiega posłusznie i ociera się o nogi. Albo o Yoko. O ile sama kocia obecność na wrzosowiskach jest jednokrotnie zdumiewająca, o tyle kot, który zachowuje się jak pies, jest zdumiewający po wielokroć. Zwłaszcza mały, biały i słodki. Zakładam, że mieli o czym opowiadać przy obiedzie.

Koniec końców Boykot przetruchtał z nami kilka kilometrów, następnie tuż przed furtką padł pod samochodem i już tak został. Przyniosłam mu jedzenie i picie, bo wyglądał, jakby nie zamierzał się stamtąd ruszać w ciągu najbliższej pięciolatki.

Z mojej, nieco skrzywionej perspektywy, nie ma w tym nic dziwnego. Ot kot, który naprawdę lubi psa. Możliwe, że również nas i kilku sąsiadów. Jasno więc z tego wynika, że normalność to kwestia bardzo abstrakcyjna. Co normalne dla nas, niekoniecznie musi być normalne dla wszystkich i wzajemnie. Podejrzewam, że czasem wystarczy pozwolić żywym istotom być tym, czym chcą być, niekoniecznie zmuszając je do zamykania się w standardach. Może się wtedy okazać, że są bardzo fajne i wywołują szczery uśmiech na ustach.

I chyba niczego więcej nie muszą udowadniać.

W gruncie rzeczy powyższe można przekazać w jednym zdaniu: nasz kot bardzo lubi wyprowadzać psa na spacer. Specjalnie dla Wojtka powstało kilka dodatkowych zdań złożonych, które urozmaiciły tę zgrzebną konstrukcję.

Mam nadzieję, że czuje się usatysfakcjonowany.



1

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.