Miara sukcesu

26/12/2020, 16:30 · · · 2

iPhone’a SE drugiej generacji kliknęłam bez zastanowienia. Miarą sukcesu nie jest to, czy telefon ma większy ekran i lepszy aparat, ale to, że użytkownicy chcą go kupować.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 5/2020


Myślę, że wszyscy już wiedzą, że nie kupuję niepotrzebnego sprzętu. Mój iPhone 7 od dawna prosił się o upgrade, ale gdy odwiedzałam stoiska Apple, czułam, że nowe telefony nie są dla mnie. Były śliczne, jak to Apple, ale za każdym razem nieco cięższe i nieco większe. Lata użytkowania smartfona zweryfikowały moje potrzeby – najlepiej czuję się z niewielkim telefonem, który swobodnie chowam do kieszeni. Wolę zainwestować w tablet albo laptop niż w duży telefon, bo tego ostatniego i tak używam głównie do udostępniania internetu oraz słuchania książek i podcastów, a w takiej sytuacji najlepiej jak jest niewielki i nie rozciąga kieszeni. Nie przeszkadza mi również brak FaceID, natomiast irytuje brak fizycznego przycisku. W moim Huawei, z większym ekranem i bez przycisku, ten element wywołuje wieczną frustrację. Prawie zdecydowałam się na iPhone’a 11 Pro, trochę z przekory, bo skoro już ma być duży, to niech będzie naprawdę duży, a trochę przez piękny zielony kolor. Ciągle odraczałam zakup, mając nadzieję, że w iPhonie 12 wprowadzą design z iPada Pro i może to mnie w końcu jakoś przekona. I wtedy pojawił się iPhone SE.

(…) dla tych, którzy znają swoje potrzeby i mają ugruntowane preferencje, nowy SE jest manną z nieba.

Dawno nie odczuwałam takiej ekscytacji, jak wtedy, gdy otworzyłam Apple Store i przeczytałam specyfikację. Oto Apple w końcu wypuściło mój nowy telefon – taki sam jak stary, za to z najnowszym chipem, w cenie, o której nawet wstyd wspominać, a do tego procent ze sprzedaży product (RED) wspiera globalny fundusz walki z Covid-19. Nie ma się nad czym zastanawiać.

Nie będę rozpisywać się nad techniczną specyfikacją, redakcyjni koledzy przeprowadzili już testy i opublikowali opinie, które są raczej przychylne. Oczywiście widziałam głosy, że ten model nie zdobędzie wielkiej popularności przez starszą konstrukcję, ale śmiem się z nimi nie zgodzić. Dla ludzi żyjących technologią konstrukcja i mniejszy ekran są dużymi minusami. Natomiast dla tych, którzy znają swoje potrzeby i mają ugruntowane preferencje, nowy SE jest manną z nieba. U mnie manna spłynęła podwójnie, bo kupiliśmy dwa – czarny i product (RED), kończąc tym samym upgrade wszystkich domowych telefonów.

Warto też wspomnieć o genialnym posunięciu Apple w zakresie cenowego pozycjonowania iPhone’a SE. Półka cenowa, w porównaniu z oferowanym hardware, jest niezwykle intrygująca, zwłaszcza w czasach pandemii, gdy ludzie ostrożniej planują swoje zakupy. 2000 zł to cena, która w przypadku Apple wywołuje szczere zdumienie, pokazując jednocześnie, że firma nadal potrafi zaskoczyć. Śmiem twierdzić, że model SE zdumpinguje rynek telefonów i wielu użytkowników zdecyduje się właśnie na niego – jednocześnie oszczędzając pieniądze i korzystając z możliwości najnowszego chipa. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że jeśli Apple zmieni design 12-ki, nie będzie mnie bolało wydanie na niego dodatkowych pieniędzy i pozostawienie SE jako drugiego, zapasowego telefonu. I to jest właśnie miarą sukcesu. Zakładam, że nie jestem w tym podejściu odosobniona i podejście to sprawdzi się nie tylko na rynku UK. Wielu Amerykanów wyda swoje czeki pomocowe na zakupy w sklepie Apple, darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.

2000 zł to cena, która w przypadku Apple wywołuje szczere zdumienie, pokazując jednocześnie, że firma nadal potrafi zaskoczyć.

Dodatkowym bonusem oszczędności jest to, że już patrzę w kierunku iPada Pro i nowej klawiatury. Wymieniając telefon na SE, nie tylko dostałam to, czego potrzebuję, ale również uwolniłam środki finansowe na kolejny zakup, który zdecydowanie usprawni mój workflow. Potencjalnie będę mogła zrezygnować z laptopa i pracować iPadOnly, chociaż muszę przyznać, że podchodzę do tego z niejaką niepewnością, bo mój MacBook Air sprawuje się wzorowo, a skoro wszystko działa, jak trzeba, to motywacja do dokonywania zmian jest niewielka. 

Na koniec wspomnę jeszcze o tym, że dzięki starej konstrukcji wszystkie pokrowce i bumpery z modeli 7 i 8 będą również pasowały do SE, co jest dodatkowym plusem, jako że mam specyficzny gust i przywiązuję się do ochraniaczy. To trochę jak z paskami do Apple Watch, które pasują do wszystkich modeli. Niby mała rzecz, a cieszy.

Podsumowując, bardzo podoba mi się ruch Apple i to na wszystkich frontach. Dobra specyfikacja, niska cena i przekazywanie środków na walkę z Covid-19 – to wszystko sprawia, że wizerunek Apple, jako firmy zadzierającej nosa i niezwracającej uwagi na okoliczności zdecydowanie się ocieplił. Oczywiście nie jest to działanie bezinteresowne – chińskie fabryki ucierpiały z powodu pandemii, linie produkcyjne zostały zaburzone i żeby wyjść z kryzysu obronną ręką firma musi pokazać, że sprzedaż produktów nie spada. I nie spadnie – co prawda sprzedadzą się za połowę ceny, ale liczba sztuk będzie powalająca. 

A jak wiadomo, marketing to sztuka interpretacji danych.

Ja iPhone’a SE szczerze polecam i myślę, że zaspokoi on potrzeby szerokiej rzeszy użytkowników.



2

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.