Na złość babci

28/12/2020, 12:58 · · · 16

Jeśli nie potrafimy pogodzić się z tak niewielkim dyskomfortem, jak założenie na twarz maseczki, to kiepsko widzę przyszłość rasy ludzkiej.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 7/2020


W Polsce zakażeń koronawirusem jest stosunkowo niewiele. Prawdę mówiąc, gdy zaglądam do gazet, to rozczula mnie wyliczanie 15 czy 20 przypadków w poszczególnych regionach. W Anglii umierało więcej osób dziennie, niż w Polsce zmarło od początku epidemii i do tej pory mamy około 1000 nowych przypadków dziennie. Zmarło ponad 50 tysięcy ludzi – potraficie to sobie wyobrazić? 50 tysięcy i to jeszcze nie koniec! Aktualne prognozy mówią, że powinniśmy się spodziewać kolejnych 30 tysięcy, o ile oczywiście pozytywny trend się utrzyma. Prawie słychać ironiczny chichot, gdy mowa o pozytywnych trendach i kolejnych 30 tysiącach skazanych. Czy można było tego uniknąć? Pewnie tak, jednak zarządzanie kryzysowe to przede wszystkim polityka, a ta nigdy nie idzie w parze z interesem obywateli.

Czy wprowadzono jakieś nowe prawo, zwalniające z obowiązku myślenia?

Są rzeczy, których nie powinno się musieć wyjaśniać, jednak najwyraźniej trzeba. Tak przynajmniej wynika z artykułów prasowych, w których dziennikarze twierdzą, że społeczeństwo zostało skonfundowane i nie wie, czy ma nosić maseczki, czy nie. Bo raz im mówią tak, a raz siak. Poza tym każdy ma swoje prawa i nikt mu nie będzie mówił, że ma twarz zasłaniać, nie żyjemy w państwie policyjnym. To ja nieśmiało zapytam: a społeczeństwo to własnego rozumu nie ma? Czy wprowadzono jakieś nowe prawo, zwalniające z obowiązku myślenia? Możliwe, że tak, bo nie jestem na bieżąco. W takim razie wyjaśnię tak, jak dziennikarze nie wyjaśniają, chociaż powinni.

Przede wszystkim nikt nie wie, ile jest w Polsce przypadków. Żeby wiedzieć, trzeba robić testy – dużo, dużo testów. Jeśli testy są dla obywateli niedostępne, to statystyki są, grzecznie mówiąc, do niczego. Internet donosi, że w Polsce wykonuje się około 20 tysięcy testów dziennie. W porównaniu z UK, ze 150 tysiącami dziennie, wypada to raczej blado i można spokojnie założyć, że jeszcze kilka przypadków by się znalazło, tu czy tam.

Gdyby od razu nakazano noszenie maseczek, stałoby się dokładnie to samo, co z makaronem, papierem toaletowym i drożdżami, a lekarze i pielęgniarki musieliby zasłać twarz chusteczkami do nosa.

Kolejną kwestią jest sprawa konfundujących maseczek – nosić, nie nosić, nosić, nie nosić. Tutaj nie ma specjalnej tajemnicy. Noszenie maseczek nie było powszechnie rekomendowane w większości krajów, by zapewnić środki ochronne dla pracowników służby zdrowia. Gdyby od razu nakazano noszenie maseczek, stałoby się dokładnie to samo, co z makaronem, papierem toaletowym i drożdżami, a lekarze i pielęgniarki musieliby zasłać twarz chusteczkami do nosa. Taka już ludzka natura. Czy zaś maseczki zmniejszają ryzyko zarażenia wirusem? Owszem, zmniejszają. Pod warunkiem, że wszyscy je noszą oraz że noszą je prawidłowo, czyli zasłaniając nos i usta.

Dziwi mnie egoistyczna postawa tych, którzy twierdzą, że nie są chorzy, więc nosić niczego na twarzy nie zamierzają. Po pierwsze, skąd wiedzą, że nie są chorzy, skoro testów robi się tyle, co na lekarstwo a ogromna liczba chorych przechodzi zakażenie bezobjawowo? Po drugie, w społeczeństwie obowiązuje zasada wzajemności – ja noszę maseczkę, żeby nie zarazić ciebie, ty nosisz maseczkę, żeby nie zarazić mnie. Jeśli nie wszyscy podporządkowują się takiej logice, to rzeczywiście noszenie czegokolwiek staje się bez sensu. Mam nadzieję, że takim delikwentom, którzy na złość babci odmrożą sobie uszy, plunie ktoś prosto w oko.

Niektórzy twierdzą, że jest bezpiecznie, bo przecież wszystko się otwiera – można iść do fryzjera i do IKEI, więc to całe gadanie o wirusie to para w gwizdek. Otóż guzik prawda. Państwa nie otwierają się dlatego, że jest bezpiecznie, ale dlatego, że nie są w stanie dłużej zapewnić wsparcia zamrożonej gospodarce. Pierwszym odruchem każdego społeczeństwa jest ochrona życia i zdrowia, jednak nawet najlepsze chęci nie wystarczą, jeśli nie ma środków i zasobów, żeby wprowadzić w życie mechanizmy ochronne. Większość europejskich gospodarek osiągnęła poziom krytyczny i muszą pozwolić na otwarcie biznesów – włączając w to nie tylko systemy wewnętrzne, ale również turystykę. To naprawdę nie znaczy, że jest bezpiecznie i można spokojnie pojechać na wakacje do Włoch czy Hiszpanii. Oznacza to tylko, że państwa nie są w stanie nas – obywateli – wspierać. Mogą tylko mocno zacisnąć oczy i mieć nadzieję, że jakoś uda nam się wywinąć.

Gospodarki europejskie nie wytrzymają kolejnej kwarantanny, co do tego nie ma żadnych złudzeń.

W takiej sytuacji musimy zadbać o siebie sami, stosując metody, które są dla nas dostępne – mycie rąk, unikanie niepotrzebnego odwiedzania miejsc publicznych i… noszenie maseczek.

Gospodarki europejskie nie wytrzymają kolejnej kwarantanny, co do tego nie ma żadnych złudzeń. Jeśli więc liczba zakażeń zacznie znowu wzrastać, nie będą miały innego wyboru, jak pozwolić działać mechanizmowi doboru naturalnego – lepiej dostosowane osobniki przetrwają, reszta – no cóż. Będziemy wtedy tłumaczyć się, że honor nam nie pozwolił zakrywać twarzy i że koledzy się z nas śmiali? Każdy przyzna, że brzmi to po prostu idiotycznie.

Wiadomo, że nasi przodkowie dzielili się na tych, którzy uciekali na widok patyka podobnego do węża i tych niedowiarków, którzy musieli na węża nadepnąć, żeby w niego uwierzyć. Zgadnijcie, czyimi potomkami jesteśmy?

Miejmy nadzieję, że następnym razem zareagujemy tak, jak powinniśmy (…)

Założenie maseczki w miejscu publicznym to naprawdę niewielki dyskomfort i jedna z niewielu rzeczy, które możemy zrobić, żeby odzyskać nieco kontroli nad sytuacją. Chociażby po to, żeby móc ze spokojnym sumieniem powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby zapewnić bezpieczeństwo naszej rodzinie i bliskim.

W zasadzie powinniśmy się cieszyć, że to koronawirus, a nie ebola, bo pandemia jasno pokazała, że najsłabszym ogniwem w instytucji państwa są wcale nie rządzący, ale obywatele. Miejmy nadzieję, że następnym razem zareagujemy tak, jak powinniśmy – z poszanowaniem nie tylko dla własnego zdrowa, ale również bezpieczeństwa wszystkich wokół nas.

Bo że będzie następny raz, to pewne.



16

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.