Czego brakuje mi w usługach Apple?

17/03/2022, 11:40 · · · 0

Kiedy w grudniu 2021 roku nagrywałem podsumowanie kolejnego roku mojego podcastu, w ramach kącika kulturalnego zwróciłem uwagę na usługę Apple One. Bo czemu nie? Sporo miejsc mówiących o technologii usługi traktuje po macoszemu, a to przecież dzięki nim ekosystem Apple jest tak cenny. Idąc za ciosem i mając na względzie perspektywę Polski, chciałbym przyjrzeć się temu segmentowi oferty Apple.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 1/2022


Wykluczeni?

Kiedy zadaję sobie tytułowe pytanie, pierwsze, co pojawia się przed moimi oczyma, to wielki napis „Siri”. A właściwie jej brak, czego konsekwencje są dla nas naprawdę dotkliwe. I to niesłusznie, bo o ile jestem w stanie zrozumieć fakt, iż Apple nie chce wprowadzać usług wymagających sterowania głosem do kraju, w którym ich asystent nie mówi w używanym tam języku – o tyle wiele z tego, co nam odebrano, Siri do niczego nie potrzebuje.

Jest to na przykład usługa Fitness+, która z powodzeniem wchodzi na kolejne (ale nie do Polski) rynki, korzystając z pomocy napisów. Jasne, HomePoda mini w taki sposób nie obsłużymy, ale czy inny głośnik wspierający AirPlay 2 obsługujecie głosem? No właśnie. Fitness+ to jeszcze coś więcej niż tylko interfejs. To przede wszystkim ludzie, skrupulatnie wybierani przez Apple, którzy treningi prowadzą z designerskiego studia i raczej tak już pozostanie. Trudno mi sobie wyobrazić, że firma otworzy platformę Fitness+ na każdego, kto będzie gotów podzielić się z nią prowizją i uzna siebie z trenera personalnego. To mogłoby skończyć się prawdziwą tragedią. Niemniej jednak w 2021 roku, ze wsparciem napisów lub nawet zakładając rozumienie języka angielskiego na poziomie podstawowym – wątpię, aby dla kogokolwiek problem stanowił brak polskojęzycznych treści tego typu, który spotykamy w Fitness+.

Wracając do głosu w roli interfejsu użytkownika, zgadzam się z tym, że o wiele naturalniej byłoby mówić do głośnika smart w naszym języku. Z drugiej strony patrząc na to, jak ograniczona jest anglojęzyczna Siri, to naprawdę nie będzie odczuwalna zmiana. Mam nawet wrażenie, że tuż po wprowadzeniu polskiej Siri i tak lepiej będzie używać angielskiej, bo zanim obsługa naszego języka dorówna poziomem choćby tej brytyjskiej wersji, miną długie lata. Ograniczanie dostępu do usług czy produktów, które nie wymagają wyłącznie głosowej obsługi, mija się w mojej opinii z celem. Na ten moment jedyną usługą, której brak w Polsce rozumiem w 100%, jest nowy Voice Plan w ramach Apple Music.

Brakujące elementy

Mamy też wiele brakujących elementów w ramach usług, które w Polsce są dostępne. Ba, które pokazują nawet samemu Apple, że nasz kraj na nie czekał i pod kątem korzystania z nich przoduje w Europie. Taką usługą jest u nas rzecz jasna Apple Pay. Polska jest liderem płatności zbliżeniowych w naszym regionie od lat. BLIK mamy już prawie 7 lat. Płacenie smartwatchami przyjęliśmy tak szybko, że aż samo Apple wspomniało o tym na jednej z konferencji. Tymczasem nadal nie możemy korzystać np. z łatwego przesyłania sobie gotówki w ramach Apple Cash. Dlaczego?

Podobnie sprawa ma się z transportem publicznym na Mapach. Jasne, tutaj potrzeba zgody wielu instytucji i ich współpracy, ale mam wrażenie, że gdyby nacisk ze strony firmy z Cupertino był większy, sprawa poszłaby nieco szybciej. No, ale nie wymagam aż tego. Sporo w temacie się ruszyło w ostatnich dwóch latach, a na ulicach naszego kraju pojawiły się nawet samochody Apple, które fotografowały ulice w ramach uzupełnienia street view.

Live text – kolejny brakujący puzzel. Rozpoznawanie tekstu z niemal każdego obiektu, który możemy uchwycić okiem, a które pojawiło się wraz z iOS/iPadOS 15, to jedna z mocno wyczekiwanych przez mnie funkcji. I choć przy braku obsługi polskich znaków i tak korzystam z niej często, to nie do końca rozumiem, jakim cudem tak wielka firma, posiadająca dostęp do ogromnej bazy danych, nie poradziła sobie z tym. Ba, liczba firm trzecich, które poprawnie rozpoznają odręczne pismo czy systemów OCR wspierających nasz język, jest ogromna.

Apple Wallet – tak, wiem – mamy go, a korzystając z dziesiątek aplikacji, możemy łatwo dodać właściwie dowolny dokument do cyfrowego portfela Apple. Nadal jednak wolałbym to robić natywnie. Nie łudzę się jednak, że dowód osobisty czy prawo jazdy zobaczę w nim w ciągu najbliższej dekady. Choćby patrząc na to, ile czekaliśmy i jak działa mObywatel, a tutaj akurat chęci Apple mają drugorzędne znaczenie.

Parasol

Wracając do początku tego tekstu i wspomnianego Apple One. Osobiście chciałbym, aby tak duże firmy jak Apple, częściej robiły porządki. Nie tylko w portfolio ich produktów, ale także usług.

Usługi parasolowe, takie jak Apple One, nie tylko znacząco redukują zbiorcze koszty, które ponosimy za wszystkie udogodnienia współczesnego, cyfrowego świata, ale także upraszczają ich wybór. Co więcej, gdy patrzę na wszystkie doniesienia o przyszłości pod znakiem Metaversum, AR i VR, to gdy już przeniesiemy się do cyfrowego świata, będziemy musieli szukać już nie Multisportów, ale multiusług właśnie, które zajmą się większością obszarów naszego cyfrowego życia. Jestem przekonany, że to, co widzimy do tej pory, to zaledwie mały wycinek potrzeb. Wśród nich są takie, o których nie mamy jeszcze pojęcia, a do których najwięksi gracze będą próbowali nas przekonać. To jednak temat na inny czas.

Pakiety usług, dostosowane do konkretnych grupy odbiorców wydają się mieć dużo większy sens, choć wymagają zmiany podejścia w kwestii ograniczeń terytorialnych. Bo jeśli nadal będziemy wykluczani, to takich porządków nie będzie jak zrobić.



0

Krzysztof Kołacz

👨🏻‍💻 Technologia, kawa i my sami. 🎙 W podcaście „Bo czemu nie?”. 📰 W newsletterze „The Menu Bar” oraz tutaj. Kocham 🏃🏻‍♂️ i ☕️ specialty.