Czy jesteśmy gotowi na update?

30/03/2022, 10:00 · · · 0

Edukacja, rozrywka, kultura czy praca. Tego wszystkiego nas kiedyś nauczono. Pokazano nam, że z A wynika B, ale tylko, gdy pamiętamy o C. Nawiązywanie w rozmowach do trylogii „Matrix” personifikującej system, w którym żyjemy, jest częste, ale nawet bez tego wszyscy mamy zainstalowany jakąś własną jego wersję.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2022


Łatka szmatka

Ta refleksja przyszła do mnie podczas jednej z noworocznych przebieżek po zaśnieżonej podkrakowskiej wsi. Słuchałem wówczas kilku podcastów, których autorzy, jak to bywa u progu Nowego Roku, snuli własne przewidywania na temat tego, co ten rok może nam przynieść. W pewnym momencie padło pytanie, które gdzieś do teraz wybrzmiewa jeszcze czasami w pamięci.

Czy jesteś gotowy na aktualizację swojego własnego, osobowego systemu operacyjnego?

I co tu na tak postawione pytanie odpowiedzieć? Trochę nad tym myślałem i doszedłem do wniosku, że bardzo często łatwo popadamy w noworoczne planowanie, stawianie celów o z góry podniesionej poprzeczce albo porównywanie się do tych, którzy przecież „osiągnęli więcej” – trzeba więc nadgonić.

Przypomina mi to czasy instalowania rozmaitych łatek naprawiających błędy w Windowsie, z których każda mniej lub bardziej (przy okazji owego naprawiania) coś psuła. Mocno opierałem się, aby instalować system od zera, aż do dnia, w którym działać nie chciało już prawie nic. Ot, nagle okazywało się, że przecierając coś, co pokryła już rdza, szmatką nie możemy jej usunąć.

Ta analogia ma jedną pułapkę. Wtedy mogliśmy zdecydować, czy klikniemy „Instaluj dodatek”, czy nie. Jeśli spojrzymy na tempo rozwoju dzisiejszego świata, takie aktualizacje dzieją się non stop, a przycisku wyboru często po prostu nie ma. Czy na pewno?

Wartości remanentu warte

Jeśli miałbym wskazać na jedną, absolutnie wartą zachodu czynność, którą należy z samym sobą przeprowadzać raz na jakiś czas, to postawiłbym na przyjrzenie się swoim wartościom. Remanent w tym obszarze naszego systemu operacyjnego to po prostu nic innego, jak zajrzenie pod maskę.

Może się okazać, że to nie ów „zły system” nieustannie wgrywa nam aktualizacje, ale to my wyraziliśmy na to zgodę, w pewnym momencie zaznaczając w głowach przełącznik „Instaluj automatycznie”. Tak jest przecież szybciej, prawda?

Zderzenie się ze swoimi wartościami, a idąc jeszcze o krok wstecz – ich określenie – jest najlepszym prezentem, jaki możemy sobie zafundować. Sami budujemy kompas, który potem niesamowicie upraszcza nam podejmowanie decyzji. Bez względu na ich skalę.

Jasne, że niektóre aktualizacje bywają krytyczne i po prostu trzeba na nie przystać, ale zdecydowana większość wnosi po prostu dodatkowe bajery, których możemy w ogóle nie potrzebować.

Aktualizacja w trybie ciągłym

Nie każdy będzie gotów na zainstalowanie potężnej aktualizacji do nowego świata, nazywanego dziś Metaverse (bo jakoś ktoś musiał go nazwać). Niektóre „wtyczki” w ogóle nie będą z nim kompatybilne.

W świecie, w którym system, czy jakkolwiek to sobie nazwiemy, pompuje w nasze życia cały strumień aktualizacji, nie ma żadnych szans, aby zadziałały u każdego. Myślę, że jeśli odpowiednio dbamy o naszą maszynę, a na nią składa się nie tylko ciało, ale i nasze wartości właśnie, to może ona służyć nam jak Mac – jeszcze wiele, wiele lat.

Zatem odpowiadając na pytanie: Nie, nie jesteśmy gotowi na update, o ile sami nie uznamy, że faktycznie przydałoby się coś zmienić. Naiwne, bo i tak system sam zainstaluje aktualizację w najmniej spodziewanym momencie.

Poszukaj odpowiedniego przełącznika w ustawieniach!



0

Krzysztof Kołacz

👨🏻‍💻 Technologia, kawa i my sami. 🎙 W podcaście „Bo czemu nie?”. 📰 W newsletterze „The Menu Bar” oraz tutaj. Kocham 🏃🏻‍♂️ i ☕️ specialty.