Jak wygląda ładowanie samochodu elektrycznego w domu, na przykładzie Audi Q4 e-tron

10/11/2022, 10:34 · · · 0

Posiadanie elektrycznego samochodu w praktyce wymaga też posiadania miejsca do jego ładowania, a przynajmniej samego gniazdka, czy to w garażu podziemnym w naszym bloku, czy w garażu przeznaczonym tylko dla nas. Ładowarki publiczne są pewnym rozwiązaniem tymczasowym, ale realnie korzystanie z nich wyłącznie jest niepraktyczne i drogie.

Kilka tygodni temu, przy rozmowie z naszym elektrykiem na nieistotne dla tego artykułu tematy, dowiedzieliśmy się, że ceny instalacji elektrycznego dla samochodu elektrycznej wzrosną znacząco, więc czym prędzej wystąpiliśmy o dwa przyłącza 11 kW. Pierwsze z nich odebraliśmy przed tygodniem, więc czym prędzej chciałem je przetestować w praktyce. Dzięki bardzo szybkiej reakcji Audi, do testów przyjechał przepięknie zestawiony Q4 50 e-tron Sportback, który ma napęd na wszystkie koła, 300 KM i 460 Nm, przyspiesza w 6,2 s do setki oraz zapewnia zasięg w rejonie 485 km (WLTP) oraz około 440-450 km realnie przy moim stylu jazdy w ciepłym okresie jesiennym (temperatury zewnętrzne w ciągu dnia w rejonie 10-16° C). Osobom zainteresowanym jeszcze większym zasięgiem odsyłam do tylnonapędowego Q4 40 e-tron, który zapewnia do 520 km (WLTP).

Elektryk zamontował nam odpowiednie gniazdo na ścianie, z własnym licznikiem, które będzie początkowo rozliczane kwartalnie, z taryfą płaską niezależną od pory dnia. Finalnie będziemy to zmieniać, aby ładować auto tylko nocą, żeby było jeszcze taniej.

Q4 w zestawie miało podstawową ładowarkę 11 kW Audi, która spełnia swoje zadanie – dostarcza albo 100% prądu z gniazdka do samochodu, albo 50%. Resztę można ustawić bezpośrednio w samochodzie, poprzez MMI, tj. kiedy ma się ładować (np. między 23:00 a 5:00), do jakiej wartości (np. do 80%, aby wydłużyć żywotność akumulatorów) i jak ma zachować się wtyczka po osiągnięciu zaplanowanego poziomu. Q4 umożliwia albo zachowanie blokady na niej, żeby ktoś postronny nie mógł jej wyciągnąć, albo automatyczne zwolnienie po zakończeniu ładowania. Ta druga opcja ma sens w garażach zamkniętych lub przy publicznych ładowarkach, jeśli nie będzie Was obok auta, kiedy skończy się ładować i kiedy jednocześnie nie blokujecie możliwości ładowania innym. W ogóle blokowanie miejsc ładowania zasługuje na osobny temat i kierowcy elektryków powinni być na to szczególnie wrażliwi.

Samochód, zgodnie z prośbą, otrzymaliśmy rozładowany, więc do testów mogliśmy przystąpić natychmiast. Jak się okazało, gniazdko działało, ładowarka uruchomiła się prawidłowo, a Audi Q4 e-tron się naładował. Całość była wręcz rozczarowująca. Nic się nie popsuło, fajerwerków brak… nawet tortu nie przygotowaliśmy, ale to już nasza wina.

Przed pierwszym podłączeniem mieliśmy jeszcze z 40% ładunku w samochodzie i postanowiłem go naładować do 100%, aby sprawdzić całkowity czas ładowania. Wyświetlacz w Q4-ce pokazał 8 godzin z hakiem i rzeczywiście tyle się ładował. Podłączyliśmy go jakoś późnym wieczorem, a rano był naładowany do zadanej wartości. Na co dzień to więcej niż wystarczające wartości, bo auto i tak najcześciej w nocy stoi i nic nie robi, więc czas ładowania nie ma większego znaczenia.

A do ilu ładować auto elektryczne? Osobiście decydowałbym się na ładowanie do 100% tylko przed długą wycieczką, kiedy potrzebuję maksymalny zasięg, ale jak się okazuje (wg statystyk), przez 99% roku, szwendamy się samochodami tylko po mieście i jego okolicach, robiąc średnio 23,5 km dziennie (8607 km rocznie). Jeśli doliczymy fakt, że nie jeździmy 7 dni w tygodniu oraz weźmiemy pod uwagę jakiś wyjazd wakacyjny, to ta wartość spada jeszcze bardziej. Na co dzień więc ładowałbym samochód do optymalnych 80% i starał się nie schodzić poniżej 20%.

A jaką ładowarkę wybrać? To zależy od potrzeb i to mocno. Osobiście wolałbym ładowarkę mobilną, którą mogę zostawiać na co dzień na ścianie, albo zabierać ze sobą na wyjazdy. Ładowarki nie są tanie, więc raczej posiadałbym tylko jedną. Producenci aut oferują ciekawe wallboxy, które można na stałe zamontować do ściany, albo wallboxy specjalnie zaprojektowane dla ich ładowarek mobilnych. Rozwiązań jest sporo…

Osobiście prawdopodobnie zdecydowałbym się na austriacką EVSE NRGkick, która kosztuje w rejonie 6000 PLN i ma funkcje, które mnie interesują1. Nad researchem EVSE2 dla siebie spędziłem jakieś 2-3 dni i rozmawiałem z paroma osobami. NRGkick przekonała mnie przede wszystkim kontrolą temperatury wszystkich wtyczek na pinach z fazą (bezpieczeństwo), IP67, możliwością ładowania do 22 kW (co może mieć znaczenie gdzieś w podróży) oraz dodatkowymi funkcjami, jak Wi-Fi oraz Bluetooth i dedykowaną aplikacją oraz wszelkimi potrzebnymi adapterami, no i torbą na całość, w zestawie. Do tego doszły też sensowne wymiary zewnętrzne urządzenia.

Jeśli macie jakieś lepsze sugestie, to nie krępujcie się je rekomendować – chętnie popatrzę na to, co polecacie (lub nie!).

Teraz brakuje nam już tylko elektrycznego samochodu… tutaj też chętnie posłucham sugestii.

  1. To nie jest reklama, nic z tego nie mamy, nie mam kontaktu z tą firmą.
  2. Skrót od Electric Vehicle Supply Equipment.


0

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.