Renesans według Altmana, czyli jak dobrowolnie fundujemy sobie „Idiocracy” [felieton]
Sam Altman na tegorocznym DevDay zaserwował publiczności zgrabną figurę retoryczną: rozwój sztucznej inteligencji nie powinien przypominać brutalnej, zadymionej rewolucji przemysłowej, lecz renesans.
Humanistyczny zryw, odblokowanie potencjału, rozkwit jednostki. Brzmi szlachetnie, wręcz poetycko. Problem w tym, że narzędzia, którymi szef OpenAI zamierza ten renesans budować, prowadzą nas wprost w realia filmowego „Idiocracy”. I to na własne życzenie.
Punktem wyjścia do tej opowieści jest Dots – zaprezentowany przez OpenAI osobisty, autonomiczny agent działający w tle. Altman bez zażenowania przyznał na scenie, że sam używa go na co dzień, by „leczyć się z uzależnienia od telefonu”. Poranne sprawdzanie powiadomień i wiadomości sprawiało rzekomo, że jego mózg czuł się „zanieczyszczony”. Teraz brudną robotę wykonuje za niego algorytm: filtruje, selekcjonuje, decyduje, co zasługuje na uwagę prezesa, a co należy bezszelestnie zutylizować.
W ustach miliardera z Doliny Krzemowej brzmi to jak triumf higieny cyfrowej. W rzeczywistości to zaproszenie do bezprecedensowej atrofii poznawczej.
Zdejmowanie z ludzi resztek myślenia
Oddanie algorytmowi prawa do zarządzania naszą uwagą to krok znacznie dalej niż bezmyślne przewijanie rolek na TikToku czy Facebooku. Tam przynajmniej wciąż sami podejmujemy mikro-decyzję: przesunąć palcem czy zatrzymać wzrok. Agent typu „always-on” odbiera nam nawet to. Tworzy sterylny, syntetyczny kokon, w którym człowiek przestaje konfrontować się z surowym światem.
Trudny mail od klienta? Zniecierpliwiona wiadomość od wspólnika? Wielostronicowa, nudna, ale kluczowa umowa? Agent wypluje trzy beznamiętne punkty, odbierając komunikatowi emocjonalny kontekst, podtekst i niuans. Stajemy się biologicznym przyciskiem „Zatwierdź” – zewnętrznym procesorem do autoryzacji decyzji, których przesłanek nawet nie poznaliśmy. Human-in-the-loop? Jasne, tylko ten humanizm gdzieś ulatuje.
Mięsień nieużywany zanika. Najpierw oddaliśmy pamięć numerów telefonów notesom w komórkach (szybko, czy pamiętasz numery telefonów do trzech najbliższych Ci osób?). Potem orientację w terenie bezwzględnie zdominowało Google Maps. Teraz Altman proponuje outsourcing krytycznego myślenia i syntezy bodźców, nazywając to „odzyskiwaniem uwagi”. Pytanie tylko: na co tę odzyskaną uwagę mamy przeznaczyć, skoro odzwyczajamy mózg od jakiegokolwiek wysiłku?
Cynizm zamaskowany coachingiem
W tym samym wystąpieniu Altman, zapytany przez młodego człowieka o rynek pracy, z rozbrajającą szczerością wypalił: to najlepszy moment w historii na start kariery zawodowej. Oczywiście z małą gwiazdką – o ile jesteś osobą wybitnie ambitną, bo całe kategorie zawodów po prostu wyparują.
Zestawienie tych dwóch wątków obnaża porażający cynizm. Z jednej strony technologia OpenAI bezlitośnie odcina najniższe szczeble kariery: juniorskie stanowiska w programowaniu, analityce, copywritingu czy prawie, na których absolwenci przez dekady uczyli się rzemiosła, popełniając błędy i konfrontując się z chaosem. Z drugiej – wciska im się do rąk narzędzie, które zwalnia z konieczności samodzielnego przedzierania się przez nieuporządkowane dane.
Hodujesz pokolenie, które nie potrafi skonfrontować się z surowym, nieprzefiltrowanym tekstem, a potem wmawiasz im, że będą „architektami renesansu”. Jaki renesans? W renesansie trzeba było zasuwać, mieszać farby, uczyć się anatomii przez sekcje zwłok i trawić trudne traktaty. To nie jest renesans, to jest czyste, wygodne Idiocracy w luksusowym opakowaniu z Doliny Krzemowej – gdzie elita, która to koduje, zarządza światem, a reszta dostaje papkę z Dotsa, żeby broń Boże nie bolała ich głowa od myślenia.
Cena świętego spokoju
Prawdziwy renesans wymagał intelektualnego potu, błędu, tarcia i frustracji. Cywilizacja nie rozwijała się dlatego, że ktoś chronił umysły myślicieli przed „zanieczyszczeniem” trudnymi bodźcami, tylko dlatego, że potrafili oni ten informacyjny szum przetworzyć w nową wartość.
Wizja, którą roztacza dziś OpenAI pod płaszczykiem cyfrowego dobrostanu, to prosta droga do społeczeństwa kastowego nowej ery. Na szczycie znajdzie się garstka inżynierów i architektów systemów, którzy zachowali zdolność syntezy i głębokiego, nieprzefiltrowanego myślenia. Na dole – rzesza użytkowników żyjących w błogim, zalgorytmizowanym letargu, którym asystent zoptymalizuje dzień tak idealnie, że nawet nie zauważą, kiedy przestali rozumieć otaczający ich świat.
Jeśli tak ma wyglądać nowoczesny humanizm, to rewolucja przemysłowa – ze wszystkimi swoimi dymiącymi kominami i bezdusznymi maszynami parowymi – była przynajmniej brutalnie szczera.
![Zdjęcie okładkowe wpisu Renesans według Altmana, czyli jak dobrowolnie fundujemy sobie „Idiocracy” [felieton]](https://imagazine.pl/wp-content/uploads/2026/10/Altman-OpenAI-obraz-wygenerowany-przez-AI.jpg)


