iMagazine

I nie zostanie po nas nic

12/04/2014, 11:28 · · · 1

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 03/2014

Cywilizacje starożytne zapisywały swoją historię na kamiennych ścianach budynków. Do naszych czasów przetrwały również jeszcze starsze malowidła naścienne, nie wspominając już o widocznych z powietrza rysunkach na płaskowyżu Nazca. A co pozostanie po nas, przedstawicielach okresu komputerowego boomu?

Przeglądałam ostatnio swoje pudełko z płytami. Nie zaglądam do niego zbyt często, ale przechowywane w nim informacje mają wartość sentymentalną. W czasie szperania zauważyłam, że niektóre płyty zaczęły się… rozwarstwiać. Większość danych udało się uratować, przegrywając je na zewnętrzne, pojemne dyski twarde, ale przy okazji naszła mnie niewesoła refleksja, dotycząca trwałości naszych cyfrowych osiągnięć.

Dawne cywilizacje doskonale zdawały sobie sprawę z konieczności przekazywania zgromadzonej wiedzy z pokolenia na pokolenie. O ile u Indian na przykład szamani wkuwali wszystko na pamięć, od najmłodszych lat, o tyle bardziej zaawansowane cywilizacje inwestowały w trwałe środki przekazu. Oczywiście nie wiadomo, czym kierowali się nasi przodkowie, wykonując na ścianach jaskiń rysunki, o tyle świątynie, monumenty, piramidy i płaskowyże pokryte liniami widocznymi z powietrza miały widoczny cel – utrwalanie istotnej informacji przyszłym pokoleniom. I trudno zaprzeczyć – nasi przodkowie robili to wyjątkowo skutecznie, skoro ich wiadomości przetrwały do dzisiaj, czyli kilka tysięcy lat. Może dużo czasu zajmuje nam ich odczytanie i nie wiemy do końca, czy nie zgubiliśmy się po drodze, ale informacja zachowała się w stanie umożliwiającym przynajmniej jej odczytanie. Nieco gorzej mają się inne przekazy, które wraz z upływem wieków stawały się coraz mniej trwałe. Weźmy na przykład takich Majów – wynaleźli swoją wersję papieru, spisali na niej swoją historię, stworzyli biblioteki, które następnie zostały spalone doszczętnie przez Hiszpanów. Do naszych czasów przetrwały zaledwie cztery niekompletne kodeksy. Zdecydowanie lepiej mają się inskrypcje na piramidach. Kamień jest dużo trwalszy niż papier.

I w końcu my. Kultura cyfrowa, zapisująca swoją historię w najbardziej nietrwały możliwy sposób. W czymś, co nie ma fizycznego, wymiernego kształtu. W bitach i bajtach. Na nośnikach, których nie można odczytać ludzkim okiem. No dobrze – używamy też odrobiny papieru, ale papier ten nijak się ma do historycznego tworzywa – w coraz mniejszym stopniu możemy mu zaufać. Wystarczy spojrzeć na dawne manuskrypty, które przetrwały do naszych czasów. Wytrzymały papier, mocne, intensywne kolory barwników. I dla porównania – dzisiejsze długopisy, które blakną po kilku latach i papier – żółknący szybko i rozpadający się w dłoniach. Jakość wytworów nie jest naszą najmocniejszą stroną.

Wracając jednak do zapisów cyfrowych. Pierwsza kwestia to nośnik. Komu nigdy w życiu nie padł dysk, pendrive albo nie porysowała się płyta? Co wtedy dzieje się z danymi? Znikają bezpowrotnie. Oczywiście można spróbować je odzyskać, domowym sposobem lub profesjonalnie, korzystając z usług specjalistów, ale są to zazwyczaj usługi drogie, nie na kieszeń przeciętnego zapisywacza danych. Tracimy je więc na każdym kroku. Wyjściem może być przechowywanie informacji na zewnętrznych serwerach czy w popularnych ostatnio „chmurach”. Pamiętać jednak musimy, że zewnętrzny serwer to w gruncie rzeczy taki sam komputer, jaki stoi w naszym domu. Tak samo podatny na uszkodzenia, awarie prądu czy wpływy pola magnetycznego. A jeśli to nas nie przekonuje, pozostaje jeszcze kwestia zawodnej, ludzkiej pamięci. „Zapomniałem hasła!” to jedna z rzeczy, którą usłyszeć możemy codziennie, zwłaszcza jeśli konto nie było często użytkowane.

Jakby tego było mało, pojawia się kolejna kwestia, czyli programy, dzięki którym zapisujemy i odczytujemy nasze dane. Format plików to rzecz wyjątkowo zmienna i często zdarza się, że wersje tego samego programu są nie do końca kompatybilne ze sobą. Wystarczy, że program lub format zostaje porzucony, a po kilku latach nie możemy już odczytać zachowanych przez nas danych. Ci z Was, którzy przebywają w cyfrowym świecie kilkanaście lub więcej lat z pewnością mogą to potwierdzić. Od momentu, kiedy komputery domowe zaczęły się upowszechniać, porzuciliśmy wiele programów i sposobów zapisywania informacji. Zniknęły dyskietki 5,25 i 3,5 cala, w zapomnienie odeszły stacje dyskietek, a obecnie rezygnujemy z wbudowanych napędów płyt. Wiele programów zostało zarzuconych i danych przy ich pomocy zapisanych nie odczytamy przy pomocy współczesnych programów. A rozwój technologii się przecież nie zatrzymał – prze do przodu coraz szybciej. Niedługo porzucimy zewnętrzne dyski i pendrive’y na korzyść innych, bardziej zaawansowanych rozwiązań. Zapewne zdalnych. I tak na przestrzeni kilku lub kilkunastu lat tracimy więcej danych niż nasi przodkowie. Wygląda na to, że zupełnie nie myślimy o przyszłości.

Z drugiej strony ktoś jednak rozumie, jak nietrwałe są nasze metody przekazywania wiedzy przyszłym pokoleniom. Budując składy odpadów atomowych na Islandii postanowiono, że oznaczone zostaną nie przy pomocy nowoczesnych metod zapisów, ale przy pomocy jasnych i zrozumiałych… piktogramów. Wygląda na to, że rysunkowe przekazy naszych przodków miały większy sens niż komputery i ich wirtualne znaki. Piktogramy na ścianie jaskini w dobie komputeryzacji? Poważnie? A jednak!

Jeśli rozejrzymy się wokół nas, zobaczymy, jak bardzo ulotna staje się nasza wiedza. Na przestrzeni tysiącleci, wraz z rozwojem cywilizacji, metody przekazywania informacji stają się coraz bardziej niewiarygodne. Co pozostanie z naszej cywilizacji dla przyszłych pokoleń? Od kamienia, przez glinę, ziemię, papier, aż po coś, co nie istnieje w świecie fizycznym. Może się okazać, że dla przyszłych pokoleń problemem nie będą prymitywne metody zapisu, ale brak materiału do analizy.

Już dzisiaj współczuję archeologom z dalekiej przyszłości. Mogę sobie wyobrazić, jak w skupieniu analizują pozostawione przez nas resztki kultury. Okazać się może, że te najtrwalsze, wyryte w kamieniu wcale nie będą odzwierciedlać naszego życia i intencji. A to, co chcemy zachować, zniknie gdzieś w brzuchu złomowiska – nasze zdjęcia, muzyka, filmy, książki – bezużyteczne i przestarzałe.

Czy możemy coś na to poradzić? Nie wiemy, co stanie się w przyszłości. Powinniśmy więc postarać się o bardziej trwałe środki przekazu. Może właściwą drogą okażą się formaty uniwersalne? Jeden format dla dokumentów, jeden dla grafiki, jeden dla muzyki i jeden dla materiałów wideo. Może wtedy do czasów odległych przetrwają dane, które ktoś kiedyś będzie mógł odczytać? Jednak kiedy myślę o okresie kilku tysięcy lat, nabieram wątpliwości. Kiedyś nawet stół był stołem i trwał przekazywany z pokolenia na pokolenie. Dziś wszystko jest jednorazowe, żeby rynek się kręcił. Nasze komputery, nośniki, przedmioty codziennego użytku za kilka lat, nie kilka tysięcy, zakwalifikują się do śmieci.

I kiedy myślę o naszych następcach, robi mi się trochę smutno. Bo prędzej odczytają egipskie hieroglify niż nasze dyski i płyty. O ile, oczywiście, nie popsujemy piramid.

Przetrwały parę tysięcy lat, ale czy przetrwają nas?

1

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.


1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
MDW2 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
MDW2
Gość
MDW2

Zostanie po nas dużo, może nawet zbyt dużo. Cyfrowe nośniki faktycznie są dosyć nietrwałe. Ale każdy poważnie myślący człowiek o tym wie i robi kopie. Wadą cyfrowych nośników jest ich nietrwałość ale ogromną (niespotykaną nigdy wcześniej) zaletą niezwykła wręcz łatwość BEZSTRATNEGO kopiowania. W świecie cyfrowym nie ma pojęć oryginał i kopia, bo kopia nie różni się niczym od oryginału. Kopiowanie pliku jest przedłużaniem jego życia. Nie ma bardziej trwałego sposobu na przechowanie jakichkolwiek danych niż rozproszone w setkach tysięcy sztuk kopie. Trwałość indiańskich rysunków na ścianach jaskiń może się przy tym schować. :) Jak coś raz wpadnie w sieć to koniec. Nie zniknie nigdy.

A co do martwych formatów to myślę, że nie ma się czym przejmować. Którego pliku niby dzisiaj nie można odczytać? To wszystko są stare udokumentowane (często całkiem proste) formaty plików i nawet gdyby nie było konwertera do czegoś bardziej „dzisiejszego” to zawsze można uruchomić emulator platformy na której był to popularny format. Emulatory są coraz bardziej popularne, świetnie się rozwijają i nie ma chyba żadnej platformy z dawnych lat, której nie można dzisiaj zaemulować.

Problem mają tylko ci nieświadomi, którzy trzymają swoje (cenne często dla nich) dane na jednym chińskim dysku. Takie dane na pewno prędzej czy później znikną i będzie płacz. No ale to już problem nieświadomych, nie mój. :)