Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu 12 dni w Azji – część druga

12 dni w Azji – część druga

2
Dodane: 9 lat temu

W poprzednim wydaniu iMagazine opowiedziałem wam o pierwszej części wyprawy na Wschód, podczas której odwiedziłem Singapur i Bangkok. Tym razem skoncentruję się na Hongkongu, w którym spędziłem cztery  dni, a także krótkim zwiedzaniu Dubaju w drodze powrotnej do Polski.

Podróż do Azji to część projektu PełneKlatki, który tworzę wraz z Kubą Mrozem. W ramach naszej działalności realizujemy nietypowe wyprawy, podczas których przybliżamy odwiedzane miejsca poprzez wpisy, zdjęcia i wideo publikowane na profilach projektu. Więcej informacji na ten temat znajdziecie na www.PelneKlatki.pl.

Hong-Kong-1

Hong Kong

Jak wspomniałem w pierwszej części relacji, do Hongkongu udaliśmy się po kilkudniowym pobycie w Singapurze oraz krótkim wypadzie do Bangkoku. Dotarliśmy tam po czterogodzinnym locie na pokładzie Dreamlinera tanich linii lotniczych Scoot. Nie ukrywam, że wybór właśnie tego samolotu wymagał podróży w późnych godzinach nocnych – zaledwie 22 godziny po powrocie z Bangkoku. Z perspektywy czasu wygląda to dosyć niesamowicie – w ciągu zaledwie doby odwiedziliśmy 3 Azjatyckie kraje (Tajlandia, Singapur, Chiny), podróżowaliśmy na pokładzie dwóch samolotów oraz oglądaliśmy sesje treningowe przed GP Formuły 1 w Singapurze. Niewiele brakowało, by cały plan legł w gruzach, gdy z powodu korków w Bangkoku podróż na lotnisko zajęła nam ponad dwie godziny, przez co na stanowisku odprawy zjawiliśmy się zaledwie kilka minut przed jej zamknięciem.

Hong-Kong-2

Późny wylot wiązał się z kolejną bezsenną nocą w podróży. Po wylądowaniu w Hongkongu udaliśmy się na lotniskową stację kolejową, z której odjeżdżał superszybki pociąg łączący port lotniczy z centrum miasta. Dystans 40 km pokonuje on w zaledwie 20 min, zatrzymując się w tym czasie na kilku stacjach. W tym miejscu warto wspomnieć również o samym lotnisku, które należy do najbardziej znanych na świecie. Zbudowano je w latach 90. na sztucznej wyspie, by zastąpić pękający w szwach port Kai Tak, którego lokalizacja pośród zabudowań metropolii wymagała od pilotów wykonywania karkołomnych manewrów podczas końcowego etapu podejścia do lądowania. Zainteresowanym polecam wyszukanie filmów z tego miejsca na YouTube – robią one ogromne wrażenie.

Hong-Kong-3

Po dotarciu do centrum miasta udaliśmy się do naszego zakwaterowania – około dwa kilometry od dzielnicy finansowej na wyspie Hongkong. Ceny noclegów w tym mieście są stosunkowo wysokie – noc w przeciętnym hostelu kosztowała tyle, ile w niektórych pięciogwiazdkowych hotelach w Bangkoku. Z racji wczesnego przybycia musieliśmy zagospodarować kilka godzin, które dzieliły nas od możliwości zameldowania się. W tym czasie udaliśmy się w najbardziej uczęszczany rejon wyspy, czyli jej północne wybrzeże.

Hong-Kong-4

Czytacie ten artykuł na łamach magazynu poświęconemu przede wszystkim Apple, interesującym zagadnieniem będzie więc Apple Store przy stacji kolejowej w Hongkongu, jeden z największych na świecie sklepów giganta z Cupertino. Korzystny kurs lokalnego dolara względem innych walut sprawia, że produkty Apple kupione w tym miejscu należą do najtańszych na świecie. Dobrym przykładem jest stalowy Apple Watch 42 mm, który kosztował mnie równowartość około 2300 złotych, czyli 700 złotych mniej niż w polskim sklepie online. Różnice na innych produktach są podobne i wynoszą około 25% względem cen europejskich. Warto o tym pamiętać, planując wizytę w Hongkongu. Jest to o tyle ciekawe, że miasto to można uznać za drogie – odnosi się to nie tylko do wspomnianego wcześniej zakwaterowania, ale również cen jedzenia, napojów itd.

Hong-Kong-5

Wracając do relacji, kilkugodzinny spacer był dobrą okazją do poznania najważniejszych punktów Hongkongu. Po zameldowaniu w hostelu dało jednak o sobie znać zmęczenie. Należę do osób, dla których brak snu przez więcej niż dobę nie stanowi wielkiego problemu, sytuacja wyglądała jednak nieco inaczej w południowo-wschodniej Azji, gdzie dodatkowym czynnikiem jest pogoda. Niezwykle wysoka wilgotność, upał i palące słońce potęgowały odczuwanie trudów podróży, przez co jedynym rozwiązaniem była kilkugodzinna przerwa na sen. Najciekawszą częścią pierwszego dnia były z całą pewnością godziny nocne – około północy opuściliśmy hostel, by udać się na długą wędrówkę po otaczającej nas dzielnicy. Zaowocowało to między innymi znalezieniem ciekawego baru, który serwował przysmaki kuchni chińskiej, do którego wracaliśmy również w kolejnych dniach.

Hong-Kong-6

Drugi dzień upłynął przede wszystkim pod znakiem wycieczki na Wzgórze Wiktorii (ang. Victoria Peak), czyli najwyższe wzniesienie wyspy. Jego strome zbocza znajdują się w niewielkiej odległości od gęstych, wysokich zabudowań finansowej stolicy regionu. Dotarcie na szczyt ułatwia zabytkowa kolejka, która momentami pokonuje nachylenia bliskie 45 stopniom. W drodze do tego miejsca odwiedziliśmy piękny Hongkong Park, a także niewielkie muzeum herbaty. Widok roztaczający się z Victoria Peak zapiera dech – muszę przyznać, że zrobił on na mnie o wiele większe wrażenie niż jakikolwiek inny odwiedzony wcześniej taras widokowy, w tym CN Tower w Toronto, Empire State Building w Nowym Jorku czy Burj Khalifa w Dubaju, o którym opowiadam w dalszych akapitach. Dodatkowym atutem jest rozległa przestrzeń spacerowa na szczycie wzniesienia – rozciąga się ona równolegle do głównych dzielnic Hongkongu, które powstały u jego podnóża. Na górze zlokalizowano wiele barów, sklepów, muzeum figur woskowych, a także liczne trasy spacerowe.

Hong-Kong-7

Po kilkugodzinnej wycieczce ponownie skierowaliśmy się w rejon północnego wybrzeża wyspy. Miejscem, które niezwykle przypadło nam do gustu, była promenada wzdłuż zatoki prowadząca w pobliże miejsca naszego zakwaterowania. Niezwykle intensywny dzień wymagał kilkugodzinnej przerwy, po której ponownie wyruszyliśmy na poszukiwanie przysmaków lokalnej kuchni. Tym razem wybraliśmy bar serwujący Congee, czyli niezwykle smaczny kleik ryżowy z dodatkiem mięsa, orzechów i ziół. Późnym powrotom do hostelu sprzyjała pogoda – noce były tylko trochę chłodniejsze i mniej wilgotne od dni, zwiedzanie bez palącego słońca było jednak znacznie łatwiejsze i przyjemniejsze.

Trzeciego dnia po raz pierwszy od przejazdu z lotniska udaliśmy się na kontynentalną część miasta. Niezwykle wygodnym i ciekawym rozwiązaniem jest prom, który kursuje w niewielkich odstępach czasowych między wyspą Hongkong a dzielnicą Tsim Sha Tsui. Podróż zajęła kilka minut, a cena biletu to jedynie 2,50 HKD, czyli 1,20 złotych. W północnej części metropolii odwiedziliśmy chińskie muzeum nauki, muzeum historii, a także rozległe dzielnice handlowe położone wzdłuż najważniejszych ulic. Zainteresował nas wielopiętrowy market z elektroniką – chociaż dominowały tam „podróbki”, to i tak udało nam się kupić kilka akcesoriów w dobrej cenie. Rejon Tsim Sha Tsui to mieszanka wszystkich  interesujących elementów, które znajdziemy w Hongkongu – wysokich budynków oraz małych sklepów i lokali; kultury zachodu, która kontrastuje z typowo chińskimi elementami.

Hong-Kong-8

Ostatniego dnia pobytu w Hongkongu zdecydowaliśmy się odwiedzić miejsce, które polecało nam wiele osób – Tim Ho Wan, czyli najtańszą na świecie restaurację, która otrzymała gwiazdkę w prestiżowym przewodniku Michelin. Przypomina ona zwykły bar ze specjałami kuchni chińskiej – duży wpływ ma na to lokalizacja na głównym dworcu kolejowym miasta. Kilkudaniowy posiłek kosztował równowartość zaledwie 50 złotych, a jakość i smak podawanego tam jedzenia bardzo przypadły nam do gustu. Właściwie jedynym minusem był długi czas oczekiwania na stolik – kolejka przed restauracją wymagała około 45 min stania. W tym czasie należało wypełnić papierową kartę z wybranymi dla siebie daniami.

dubaj 2

Dubaj

Wizyta w najbardziej znanym mieście Zjednoczonych Emiratów Arabskich była urozmaiceniem podróży powrotnej z Hongkongu do Warszawy. Pozwala na to system rezerwacyjny linii lotniczych Emirates, dzięki któremu mogłem wybrać połączenie z 20-godzinnym oczekiwaniem między dwoma odcinkami podróży. Skorzystaliśmy również z faktu, iż Polska od kilku miesięcy znajduje się na liście państw, których obywatele nie potrzebują wiz turystycznych do Z.E.A.

dubaj 3

Pierwsze wrażenia z Dubaju? Gąszcz wieżowców, wielki przepych i bogactwo, nowoczesny system nadziemnego metra, wielokulturowe społeczeństwo, wszechobecne przeszklone, klimatyzowane korytarze łączące ze sobą budynki. Całość sprawia dosyć osobliwe wrażenie, zwłaszcza dla osoby, która dotychczas postrzegała kulturę arabską przez pryzmat nieco biedniejszych państw Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.

dubaj 4

Stosunkowo krótki czas na miejscu przeznaczyliśmy na kąpiel w Zatoce Perskiej, spacer wzdłuż wybrzeża i wokół centrum miasta, wjazd na punkt widokowy najwyższego budynku świata – Burj Khalifa, a także relaks w Dubai Mall – jednym z największych centrów handlowych na świecie. W późnych godzinach wieczornych wróciliśmy na lotnisko, gdzie oczekiwaliśmy na poranny, sześciogodzinny lot do Warszawy.

dubaj 1

Chociaż wizyta była krótka, Dubaj zrobił na nas duże wrażenie. Muszę przyznać, że miasto to nie znajdowało się w czołówce miejsc, które chciałbym odwiedzić – jednak możliwość wyboru połączenia z długą przesiadką w Zjednoczonych Emiratach Arabskich była idealną okazją, by to zrobić i stanowiła doskonałe zwieńczenie dwutygodniowej wyprawy do Azji, podczas której w krótkim czasie odwiedziliśmy także Singapur, Bangkok i Hongkong.

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 12/2015

Tomasz Szykulski

Fotografia, technologie i dalekie podróże. Więcej na mojej stronie - szykulski.com.

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .

Komentarze: 2