iMagazine

B&O PLAY – E4

28/11/2017, 12:24 · · · 3
fot. Jarosław Cała

Model E4 to poprawiona wersja dobrze przyjętych słuchawek H3 ANC. Widać, że B&O wierzy w sukces połączenia najmniejszych konstrukcji z ANC, skoro tak szybko zdecydowało się wydać kolejną odsłonę takich słuchawek.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 07/2017

Kocham douszne słuchawki, a jeśli w grę wchodzi duńska firma Bang & Olufsen, to czuję się jak w Wigilię, rozpakowując z niecierpliwością prezent. Właśnie na takie produkty czekam zdecydowanie najbardziej. Po wyprowadzce na wieś, gdzie nie ma komunikacji miejskiej, bardzo brakuje mi słuchania muzyki w takiej formie. W domu jest wygodniej w dużych słuchawkach albo z klasycznym stereo. Dlatego rozumiecie, jak duży uśmiech na mojej twarzy spowodowało pudełeczko z logo B&O.

Moją ciekawość podsycał jeszcze jeden fakt: chodzi o napis widniejący na tym pudełku. „Active Noise Cancellation”. Wiecie, jak sceptycznie podchodzę do wszelakich systemów elektronicznych? Tym bardziej, jeśli do czynienia mam ze słuchawkami dousznymi. Po zastanowieniu jednak dochodzę do wniosku, że douszne słuchawki i system redukcji hałasu pasują do siebie idealnie. Przyzwyczailiśmy się do tego, że systemy wycinające dźwięk z zewnątrz przeznaczone są raczej do większych słuchawek. To te najmniejsze douszne słuchawki są jednak najbardziej praktyczne w podróży – dokładnie tak samo, jak redukcja hałasu. Dlatego uważam, że połączenie tych dwóch sił może okazać się najlepszym przyjacielem podróżnika.

Po ciężkim dniu w pracy E4 są naszym prezentem. Słuchając w nich muzyki, wiemy, na co tak ciężko pracujemy.

Model E4 to poprawiona wersja dobrze przyjętych słuchawek H3 ANC. Widać, że B&O wierzy w sukces połączenia najmniejszych konstrukcji z ANC, skoro tak szybko zdecydowało się wydać kolejną odsłonę takich słuchawek. Pamiętam, jak w 2014 roku trafił do mnie model H3, który był początkiem nowej linii dousznych słuchawek B&O. Byłem nimi zachwycony, ale miałem jakieś zastrzeżenia. Odkopałem dla was takie zdanie: „Gdy pierwszy raz miałem je na uszach, wracając z pracy do domu, miejska dżungla nie pozwoliła mi docenić tego, co prezentują. Dopiero po dotarciu do domu, w ciszy i spokoju usłyszałem, jak niebywale potrafią odzwierciedlić każdy dźwięk”. Rozumiecie, o co mi chodzi? Teraz włączenie systemu ANC pozwala nam cieszyć się tą jakością, a nawet lepszą, już w autobusie. Po ciężkim dniu w pracy E4 są naszym prezentem. Słuchając w nich muzyki, wiemy, na co tak ciężko pracujemy.

Przeczytałem ten stary tekst w całości i niesamowite jest to, jak duński producent poprawia każdy detal, do którego można było się wtedy przyczepić. Sam dizajn, za który odpowiedzialny jest genialny i legendarny już projektant Jakob Wagner, nie zmienił się za dużo. B&O słynie z tego, że jak coś zostanie zaprojektowane, to jest ponadczasowe i perfekcyjne, dzięki czemu nie wymaga zbyt częstych zmian. Słuchawki E4 być może na pierwszy rzut oka z daleka nie przykuwają specjalnie uwagi. Nie wyróżniamy się w nich w tłumie, ten producent nie musi stosować takich trików, żeby przekonać klienta do swoich produktów. W tym przypadku liczy się praktyczność, jakość i prostota, która często jest po prostu sama w sobie najładniejsza. Gdy przyjrzymy się słuchawkom z bliska, dostrzeżemy wiele szczegółów i wielkich zalet. Na początku na pewno zwrócimy uwagę na ich wagę, oj, przepraszam, raczej na brak tej wagi. Ultralekka konstrukcja to same plusy przy użytkowaniu. Nawet konieczny w przypadku ANC moduł znajdujący się na przewodzie nie jest czymś, co w znacznym stopniu przeszkadza. Na wspomnianym module znajduje się przełącznik do uruchamiania systemu wyciszenia i złącze USB do ładowania baterii, która wystarczy nawet na 20 godzin słuchania w próżni. Na przewodzie, bliżej samych słuchawek, został umiejscowiony pilot do sterowania głośnością i przyciskiem play/stop. Pilot zaskoczył mnie swoją integracją, działa nawet w MacBooku i z aplikacją TIDAL, co nie zdarza się często. Takie dopracowanie strasznie sobie cenię: ujawnia się perfekcja i doświadczenie B&O.

Na początku na pewno zwrócimy uwagę na ich wagę, oj, przepraszam, raczej na brak tej wagi. Ultralekka konstrukcja to same plusy przy użytkowaniu.

W kwestii wygody i spraw użytkowych pozwolę sobie na jeszcze jeden cytat ze starego tekstu, który potwierdza, jak bardzo Duńczycy dostrzegają swoje błędy z poprzednich modeli. „Trochę czasu zajęło mi dostosowanie idealnych wkładek dousznych. Takich, które dobrze i wygodnie leżą w uchu, a zarazem najlepiej przekazują muzykę. W jednych nie czułem się wystarczająco komfortowo, w innych z kolei miałem wrażenie, że nie słyszę wszystkiego tak, jak powinienem”. Możecie już wykreślić ten cytat. W modelu E4 zastosowano najwygodniejsze pianki, z jakimi kiedykolwiek miałem do czynienia. Od zawsze uważałem, że ugniatane pianki, które dostosowują się do ucha, to najlepsze rozwiązanie. Tak przyjemnych i wygodnych jak te w E4 do tej pory nie spotkałem. Trzeba pamiętać, że to właśnie sposób utrzymania słuchawek w naszych uszach, czyli wkładki, odgrywają jedną z najważniejszych ról w słuchawkach dousznych. W tym przypadku nie musiałem szukać i eksperymentować: pianki są cudownie komfortowe, idealnie leżą w uchu i świetnie izolują nas od świata zewnętrznego.

Nawet przed włączeniem systemu ANC czułem się wystarczająco wyciszony. Przez chwilę pomyślałem, że niepotrzebne mi żadne cyfrowe wycinanie dźwięku. Tak było do momentu przełączenia magicznego przycisku. Pamiętacie, jak na początku pisałem o moim sceptycznym podejściu do takich rzeczy? Kolejne zdanie do wykreślenia. Poprawiony system o 15 dB wydajniej tłumi hałas niż w poprzednim modelu H3 ANC. Wszystko za sprawą rozwiązania opartego na dwóch mikrofonach – tak jak w najwyższym modelu H9. ANC jest rewelacyjnie zbalansowane, w dużym stopniu czujemy odcięcie wszystkiego, ale przy tym nie słyszymy znaczących zmian w charakterystyce dźwięku. Często takie systemy powodują kompletną masakrę w częstotliwościach i nadmierną cyfrową obróbkę tego, co nagrał dla nas artysta. W E4 włączenie ANC w wielu przypadkach powodowało, że nawet bardziej podobał mi się dźwięk z wycięciem hałasu.

Niesamowite jest to, jak B&O potrafi przenieść swoje klimatyczne brzmienie na absolutnie każdy sprzęt, który produkuje. E4 grają dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem.

W ten sposób płynnie możemy przejść do tego, jak te słuchawki grają. Niesamowite jest to, jak B&O potrafi przenieść swoje klimatyczne brzmienie na absolutnie każdy sprzęt, który produkuje. E4 grają dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem. Nie będę ukrywał, że ten klimat przenoszenia dźwięku bardzo mi odpowiada. Ciepły, nieco podbity dół, wyraźne wokale i kontrolowana góra. Taka specyfikacja sprawdza się najlepiej w czarnej muzyce, ale jest też bardzo uniwersalna. Być może fanom gitarowych brzmień zabraknie dynamiki, a góra nie będzie wystarczająco ostra.
Jeśli jeszcze Was nie przekonałem do nowego dzieła B&O, to napiszę o detalach, które pominąłem. W pudełku znajdziemy dowody na to, jak kompletnym produktem są słuchawki B&O E4. Dowód nr 1: bardzo praktyczny i śliczny pokrowiec z gumką i ściągaczem, na którym znajduje się logo firmy. Dowód nr 2: często pomijana przez innych producentów, a zbawienna, przejściówka samolotowa. Teraz już musicie być przekonani, prawda?

Ocena 6:6

Dane techniczne:

Częstotliwość: 20–16000 Hz
Impedancja: 16 Ohm
Typ przetwornika: dynamiczny 6,4 mm
Wymiary: 20×30×26 mm
Waga: 50 g
Bateria: 330 mAh 20 h


Dodaj komentarz

WojtekB napisał(a):

Mnie na te słuchawki ciężko by było namówić – używałem jakiś czas Audio Technica z ANC w pudełeczku na kabelku – plątanie się z tym na lotnisku, dyndające pudełeczko, które trzeba gdzieś przypiąć – koszmar. I jeszcze przejściówka na lightning. Jak B&O to rozwiązało? Obecnie używam dousznych JBL z ANC, które nie mają pudełeczka, bo zasilane są z lightning i to jest właściwa droga – brak dodatkowej baterii i dyndającego pudełeczka. Te JBL nie są bardzo dobre (ani dźwięk, ani ANC), ale dopóki BT nie będzie dozwolone we wszystkich samolotach to jako słuchawki ANC nie wymagające ładowania wygrywają – dla mnie. Liczę, że B&O zaskoczy nas jeszcze czymś lepszym. Michał Śliwiński przekonał mnie do Bose…

Norbert Cała napisał(a):

A są samoloty w których BT jest zabronione?

WojtekB napisał(a):

KLM Air Canada i Emirates jasno zabraniają więc takie samoloty są. AirBerlin (R.I.P.) pozwalał poza startem i lądowaniem. Od niedawna Lufthansa i BA pozwalają, także Quatar. LOT – niejasne, ogólnie zabraniają urządzeń emitujących fale radiowe – napisałem maila, może coś się dowiem.