Sennheiser Momentum Wireless: legenda w nowej odsłonie

18/03/2018, 10:00 · · · 14

Nidy nie darzyłem jakąś wyjątkową sympatią marki Sennheiser. Z ich produktami było w mojej opinii trochę tak, jak z posiadaniem budżetowego BMW. Kojarzyło się z przynależnością do pewnych grup społecznych i szczerze, nie kojarzyło mi się z produktami premium.

Do grudnia 2017. Wówczas do recenzji trafiły najnowsze słuchawki Momentum Wireless M2 AEBT. Bezprzewodowe, ze świetnie działającym mechanizmem parowania, wykonane z najwyższej jakości skóry i metalu. Nie ma jednak róży bez kolców.

Legendarna jakość

Gdy rozpakowywałem pudełko, od samego początku widać było i czuć (prawdziwa skóra pachnie tak, jak powinna), że producent zadbał o najmniejszy szczegół. W zestawie znajdziemy więc welurowy, twardy, zasuwany na zamek futerał w kolorze ciemnego brązu oraz przenośny, mały i wykonany z aksamitu sznurkowy woreczek. Te dwa elementy powinny stanowić wyposażenie każdych słuchawek z półki premium (drogi Bang & Olufsen – lubię Was, ale tutaj możecie się tylko uczyć). Oprócz tego zestaw zawiera także przewód micro USB do ładowania słuchawek (minus za brak USB-C) oraz przewód Jack–Jack, którym możemy podłączyć słuchawki do sprzętu, gdy w tym zabraknie energii. Co ciekawe i godne odnotowania, zachowują one pełną funkcjonalność i czerpią energię z urządzenia, nie ładują się jednak jednocześnie. Dodatkowo w zestawie znajduje się standardowa przejściówka do gniazda samolotowego i komplet dokumentacji.

Znany z produktów marki Bose kompaktowy mechanizm składania idealnie sprawdza się w podróży. Wykonanie Momentum Wireless jest dokładnie na takim poziomie, do którego producent przyzwyczaił nas w przypadku tej linii słuchawek. Nie pozostawia niedomówień. Skóra, przeszycia, spasowanie całej konstrukcji: przewodów, elementów metalowych, membran nauszników i mechanizmu regulacji jest po prostu wzorowe. Nic nie trzeszczy, nic nie jest zbyt delikatne i zbyt premium, jak to bywa u konkurencji. Jest po prostu solidnie.

Producent deklaruje, że słuchawki są w stanie pracować na jednym ładowaniu akumulatora przez dwadzieścia dwie godziny. Podczas ponad miesiąca testowania udało mi się osiągnąć wynik dziewiętnastu godzin. To i tak sporo w tej klasie słuchawek. Ładowanie akumulatora do pełna zajmuje około trzydziestu minut. Zawsze mogłoby być szybciej. Korzystając na co dzień z Bose QC35, nadal podtrzymuję opinię, że są to najwygodniejsze słuchawki na świecie, choć Momentum Wireless nie uwierają w głowę ani w uszy przez dobre cztery do pięciu godzin ciągłego użytkowania. Oczywiście to subiektywna sprawa i zależy od kształtu głowy każdego użytkownika, niemniej jednak wynik uważam za naprawdę dobry.

ANC jedno ma imię

Byłem bardzo ciekawy wbudowanego w ten model modułu aktywnej redukcji hałasu, który Sennheiser nazwał NoiseGard Hybrid. To ostatnie słowo ma tutaj szczególne znacznie. Nie byłem i nie będę zwolennikiem wszelkiej maści hybryd. Cztery wbudowane mikrofony nie wystarczyły i w tym przypadku, aby obronić testowane słuchawki. Po prostu albo coś jest ANC, albo nim nie jest. Podobne problemy miewa wspomniany Bang & Olufsen.

Docenić należy fakt, że Momentum Wireless są całkowicie pozbawione funkcji smart. Nie mamy aplikacji, co osobiście uznaję za plus do momentu, gdy nie mogę zrezygnować z działania ANC. Jest ono po prostu zawsze włączone. Szkoda tylko, że nie działa. Efektu wytłumienia dźwięków otoczenia, pomimo zamkniętej, okołousznej konstrukcji, po prostu nie słychać. Rozmowy i wszelkie dźwięki są całkowicie słyszalne. I ta jedna wtopa producenta według mnie powinna obniżać cenę tego modelu o jakieś trzysta złotych. Podkreślę raz jeszcze, że liderem rynku, jeśli chodzi o ANC, jest jego twórca, marka Bose. Tyle na ten temat.

W1 od Apple to nie wszystko

A jak brzmią Momentum Wireless? Jak zwykle, to zależy, czego słuchacie. Jeśli gustujecie w jazzowo-klasycznych brzmieniach, a od czasu do czasu słuchacie po prostu nowości (w tym popu), słuchawki te docenicie za trzy kwestie. Po pierwsze krystalicznie czystą górę i środek. Śmiem stwierdzić, że grają one porównywalnie z BeoPlay H6, które są w tych aspektach dla mnie wzorem. Po drugie miękki bas, który kompletnie nie poradzi sobie z rockiem czy muzyką klubową, ale świetnie spisze się w przypadku jazzu i popu. Nie za dużo, nie za mało. Tak jak oczekiwałem. Po trzecie świetnej jakości wbudowane mikrofony. Uważam, że są dużo lepsze niż u konkurencji.

Momentum Wireless mają w sobie jeszcze jeden pierwiastek magii, którego nie potrafię do końca wyjaśnić. Mechanizm parowania słuchawek i przełączania źródła dźwięku, który działa lepiej niż chip W1 od Apple. Co prawda Sennheisery nie parują się magicznie z urządzeniami z Cupertino, ale gdy już sparowane zostaną, to dzieją się cuda. Przedstawię to obrazowo. Słuchawki są sparowane z iMakiem, iPadem i iPhone’em. Połączone w danej chwili zostają tylko tym pierwszym. Korzystamy z nich, pracując na komputerze. Nadchodzi połączenie głosowe na iPhone’a. Słuchawki momentalnie wyciszają dźwięk z komputera i są gotowe odebrać połączenie z iPhone’a. Bez sekundy opóźnienia! Od razu. W czasie rzeczywistym. Bez ich wcześniejszego połączenia z iPhone’em. Nie do końca wiem, co za tym stoi, ale jest to bezapelacyjnie najlepszy, najstabilniejszy system łączności wykorzystujący protokół Bluetooth na rynku. Wielkie ukłony dla Sennheiser.

Podsumowując, Momentum Wireless to bardzo dobre słuchawki, ale nie dla wszystkich. Jeśli szukacie ANC, powtórzę jeszcze raz, mamy tylko jeden produkt na rynku: Bose QC 35. Jeśli szukacie produktu premium, wysokiej jakości wykonania i bezproblemowego, długiego działania, jak najbardziej możecie wybrać Sennheiser. Cieszę się, że zmieniłem swoje zdanie na temat tej marki i chętnie przyjrzę się kolejnym jej propozycjom.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 02/2018.

14

Krzysztof Kołacz

👨🏻‍💻 Piszę tutaj. 🎙 O technologii, biznesie i sporcie rozmawiam w podcaście: www.boczemunie.pl. 🏃🏻‍♂️ Biegam. Parzę i piję ☕️ specialty. 👉 krzysztofkolacz.pl