iMagazine

HK Center

Niepotrzebne umiejętności

21/03/2018, 19:03 · · · 4

Wiele lat temu tata powiedział mi, że komputery to przyszłość. Miał rację, co do tego nie ma żadnych wątpliwości.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 01/2018


Miałam kilkanaście lat, gdy komputery zaczęły powoli pojawiać się pod strzechami zwykłych obywateli. Biorąc pod uwagę to, że w większości były niefirmowymi składakami, użytkowanie ich wymagało szczególnych umiejętności. Umówmy się, że nie była to w żadnym stopniu fizyka atomowa, ale trzeba było posiadać podstawową wiedzę dotyczącą dostępnych na rynku części, trzeba było umieć posługiwać się śrubokrętem i miernikiem napięcia, a na wyższym poziomie zaawansowania – trzeba było zapoznać się z możliwościami programowymi naszego sprzętu. Systemy chodziły, jak chodziły, nikt nie narzekał, że jedno z drugim zabugowane jak sadzonki ziemniaków toczone stonką. Wszyscy cieszyli się, że udało im się zdobyć to fantastyczne osiągnięcie współczesnej techniki. Siedzieliśmy więc przed świecącymi ekranami i poświęcaliśmy każdy strzęp wolnego czasu na rozwiązywanie realnych i potencjalnych problemów, uruchamianie opornych programów i marzenia o tym, co w przyszłości będziemy mogli zrobić z naszym wspaniałym sprzętem. Problem polegał na tym, że ponieważ spędzaliśmy cały ten czas na naprawianiu błędów popełnionych przez programistów, nie mieliśmy specjalnie czasu na realne korzystanie z posiadanego sprzętu. Mówiąc krótko, nic nie wytwarzaliśmy za pomocą naszych komputerów. Grzebaliśmy w nich dla samego grzebania, dla wyzwania, by sprawić, że zadziała coś, co działać nie chciało.

Gdyby się nad tym dobrze zastanowić, na tym właśnie polega różnica pomiędzy nami 20 lat temu a dzisiejszymi użytkownikami komputerów. Kiedyś komputerowy specjalista charakteryzował się tym, że wiedział wszystko lub prawie wszystko o dostępnym na rynku sprzęcie. Wiedział, które części będą kompatybilne, jaką komendę dodać do pliku .bat lub .exe, którego patcha zainstalować, żeby uruchomić grę i jak crackować programy z Zachodu, kupione na warszawskiej giełdzie komputerowej. Dzisiaj jest to wiedza najzupełniej bezużyteczna, bo komputerów się nie naprawia, tylko wymienia. Jeśli jakiś program nie działa na naszej konfiguracji sprzętowej, to z dużym prawdopodobieństwem nie zadziała wcale, nawet jak komputerowy spec zniesie złote jajko w czasie bezsennej nocy spędzonej nad linijkami zagmatwanego kodu. Co z tego, że ludzie z mojego pokolenia doskonale pamiętają komendy DOS i instrukcję wymiany świetlówki w ekranie, skoro jest to wiedza, której nigdy już nie będą w stanie wykorzystać. No chyba, że założą muzeum starszego sprzętu. Świat komputerów zmienił się nie do poznania. W dzisiejszych czasach nie ma już „speców od komputerów”. Mamy za to zaawansowanych użytkowników, pierwszy rząd na trybunach, który testuje i opisuje funkcje i możliwości programów oraz sprzętu. Nie jest to czynność tak aktywna i tak fizyczna, jak dokonanie operacji na otwartym organizmie komputera, jednak innych operacji nie sposób już wykonać. Jeśli zajrzycie do wnętrza jakiegokolwiek nowoczesnego urządzenia, dostrzeżecie kilka niewielkich podzespołów i delikatną pajęczynę łączącą je ze sobą w jedną, spójną całość. Najwięcej miejsca zajmuje zazwyczaj bateria – cała reszta to w zasadzie wagowy dodatek do tego, o czego zmniejszenie walczy cały rynek nowoczesnych technologii – źródła energii.

Kiedy wiele lat temu noc za nocą zdobywaliśmy wiedzę o tym, w jaki sposób działają i funkcjonują poszczególne komponenty, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że skok technologiczny, który wkrótce nastąpi, całą tę wiedzę uczyni zupełnie bezużyteczną. Nie wiedzieliśmy, że wartością konsumencką stanie się recenzja tego, jak dobrze z problemem poradzili sobie konstruktorzy i programiści, tworzący urządzenie czy software. Rynek nie potrzebuje już ludzi naszego pokroju, którzy dla zabawy czynili wyścigi, kto prędzej rozłoży i złoży szarą skrzynkę komputera. Byliśmy bowiem pośrednim ogniwem pomiędzy prawdziwymi inżynierami, ślęczącymi nad fizyczną konstrukcją chipów a użytkownikami, nabywającymi sprzęt po to, by ułatwił nam wykonywanie codziennych czynności. Nie byliśmy ani jednym, ani drugim. Nie byliśmy wynalazcami ani innowatorami, nie byliśmy też użytkownikami. Staliśmy się tworem, który został usunięty z przestrzeni rynkowej, zastąpionym przez recenzentów i beta testerów, którzy nie sprawią bezpośrednio, że wadliwe urządzenie w magiczny sposób obudzi się do życia. Przez tych, którzy konstruktorom i programistom wytkną błędy i wydając wyrok, zabiją albo zagwarantują szczęśliwy rozwój nowego, wkraczającego na rynek sprzętu.

Trochę żal tego świata, którego nic już nie przywróci. O ile nie planujemy zatrudnić się w Dolinie Krzemowej, nie ma tu już dla nas miejsca, chyba że zasiedlimy niszę DIY i przedmiotem naszego zainteresowania uczynimy komputery klasy Raspberry Pi. Z drugiej strony zaś, zdejmuje nam to z pleców konieczność popychani sprzętu patykiem tylko po to, żeby sprawić, że zacznie działać. Możemy spokojnie zająć się używaniem komputerów tak, jak powinny być używane – by wykonywały sprawnie powierzone im zadania. Często zdarza się jednak, że gdy znika wyzwanie, znika również pasja. To częste w świecie moich rówieśników, których życie potoczyło się w tym samym kierunku. Samo używanie sprzętu, jakkolwiek bardzo satysfakcjonujące i ułatwiające życie, pozostawia pustkę, którą trudno wypełnić. Jednocześnie, ze specjalisty stając się użytkownikiem, tracimy intensywny i stały kontakt ze światem, zdominowanym przez bezpłciowe media społecznościowe, w których brak tego, co stanowiło esencje naszej rzeczywistości – konkretnych informacji i porad, które pozwolą nam pracować lepiej i bardziej efektywnie.

Blablalogia i ogólniki sprawiają, że powszechnie dostępne obszary internetu stają się coraz mniej interesujące i po początkowej tendencji do sprowadzania wszystkich w jedno miejsce, pojawia się nurt separatystyczny, warunkujący powstawanie wyspecjalizowanych grup, gdzie użytkownicy dzielą się praktyczną i prawie magiczną wiedzą na temat wybranych przedmiotów i zagadnień.

Czasy, gdy pomiędzy inżynierami a użytkownikami znajdował się bufor specjalistów, już nie wrócą. Należy pożegnać je, zdejmując czapki z głów i zachowując tradycyjną minutę ciszy, tak jak wtedy, gdy na prezentacji Jobsa na scenie pojawiła się trumna, zawierająca zwłoki systemu 9.

Teraz kontrolę sprawować będą recenzenci, a drobne problemy techniczne rozwiążemy w wyspecjalizowanych serwisach, które prowadzą Ci, którzy wyrośli w tej innej, dziwnej, pełnej bezużytecznych umiejętności rzeczywistości.

Serdeczne pozdrowienia dla tych kolegów, którzy po latach istnienia w makowym środowisku pozostali mu na tyle wierni, że otworzyli ostanie technologiczne bastiony, do których zanosimy nasze jabłka.

Czapki z głów, Panowie.

Po Was nikt już nie będzie zaplatał koniom grzyw.

4

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.


4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
MikolajHenryMikołajrybak17 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
rybak17
Gość
rybak17

Podobnie było z samochodami w latach 60-70. Trzeba było potrafić zmienić skrzynie lub wyremontować silnik pod blokiem żeby posiadać samochód.

Mikołaj
Gość
Mikołaj

Chyba nie jest dokładnie tak, jak piszesz. Na szczęście :)

Nauczyłem córkę, że w starym laptopie można samodzielnie wymienić procesor na lepszy, dołożyć pamięć, wymienić dysk na SSD, przenieść dane, wymienić zalaną klawiaturę, i mieć sprzęt działający „jak burza”, lepszy niż nowe.

Wie, że procedura „wyrzuć i kup nowe” nie jest jedyną dostępną.

Wie, że można kupić i samodzielnie wymienić baterię w 2 letnim tablecie na nową, rozbierając go bez narzędzi, używając tylko kostki do gry na gitarze :)

Nie jest tak źle, jeszcze, trzeba tylko chcieć… :)

Henry
Gość
Henry

Mikołaj, naucz ją jeszcze, że gdy będzie komuś sprzedawać ów sprzęt to uprzedzi kupującego lub w opisie sprzedaży umieści stosowną adnotację „rozbierałam go z użyciem wyłącznie kostki gry na gitarze, resztę profesjonalnych narzędzi uważam za zbędne”. Moja córka wie, że do konkretnych zadań wymagane są nie tylko konkretne umiejętności oraz wiedza ale i narzędzia. Kostka… przydaje się ale nie jest ani jedynym ani najlepszym rozwiązaniem.

Mikolaj
Gość
Mikolaj

https://m.youtube.com/watch?v=IeeskQYBORE

Pozdrawiam Cię i więcej odwagi w rozbieraniu urządzeń życzę. To nie Święty Gral :)

Gdybyś się na tym znał, to byś wiedział ze kostka do gru na gitarze jest tożsama z PROFESJONALNYM plastikiem do podważania, rozłączania elementów dzisiejszych urządzeń :)