iMagazine

Ślepota

22/04/2018, 10:00 · · · 6

Tak sobie co jakiś czas rozmyślam nad kwestią naszego podejścia do tego upierdliwego „chcę”. Wielokrotnie zwracaliście mi uwagę w komentarzach, że kwestia podążania za pragnieniami działa w Polsce jak płachta na byka. Dawno też pogodziłem się z tym faktem, wszak najtrudniej jest słuchać i czytać o sobie. Dziś jednak nie o tym, więc spokojnie, nie denerwujcie się.

Ślepota, w którą często popadamy kuszeni sloganami pokroju: „Rób to, co kochasz”, serwowanymi nie tylko przez Kościół, ale także setki osób, które nazywają siebie „trenerami X”, gdzie w miejsce „X” możecie wstawić, co chcecie. Dziś chcę Ci powiedzieć dwa słowa o sobie. Czy kogoś to obchodzi? Zarówno „tak”, jak i „nie” to dobre odpowiedzi. Możesz przeczytać, jeśli chcesz.

Pasja

Pierwsza klatka.

Dziesięć lat temu zrozumiałem, że nie zdołam uciec od pisania. Od podstawówki sprawiało mi niesamowitą przyjemność układanie opowiadań, kreowanie świata przedstawionego czy w końcu opisywanie zastanej rzeczywistości. Była też młodzieńcza, romantyczna przygoda z poezją, próba pisania utworów muzycznych czy większych form. Zostały felietony. Wolne, zawsze chętne przyjąć pod swe skrzydła to, co drzemie głęboko we mnie.

Było lato, upalne. Takie, jakich dziś już niewiele, podobnie jak śniegu zimą. Otoczony osobami, których sposobu na życie totalnie nie rozumiałem, zacząłem się zastanawiać, czego tak naprawdę od tego życia chcę. Siedemnastolatek popadający w dywagacje zaprawione hasłowymi wytrychami początkujących guru od motywacji szybko pogubił się między swoim „chcę”, ich „powinieneś”, a świata „tak wypada”.

Dewaluacja postępowała szybko. Najpierw w cień zostali odsunięci rodzice, potem znajomi, których i tak już było wystarczająco mało, a na końcu moje „jestem”. O działaniu nie było mowy, za to mówienia do innych było tyle, co wody w człowieku.Misja pt. „Zmienić myślenie innych” stanowiła nawet nie cel, co obsesję. Zacząć od siebie? Ostatnie, o czym byłbym w stanie pomyśleć.

Kochając pisać, przestawałem sklejać słowa. Chcąc podążać za marzeniem bycia jak oni – ludzie żyjący „bardziej”, spędzałem całe dnie, czytając rozmaite tomiszcza, biografie i snując senne marzenia o tym, jaki będę. Potem marzenia nie wystarczały. Kanapa, wino, jazz. Prywatna szklarnia, w której hodowałem obrzmiałe od tłuszczu ciało pozornego szczęśliwca, który uwierzył w może i prawdziwą pasję, lecz nie wykonał nawet kroku, by nią żyć.

Pojawiły się problemy. Studia. Pieniądze, których nie było, a później zawsze było za mało. Spryt i zaradność pozwalały je generować. Bierność i egoizm szybciej jednak były w stanie je palić.

Rozsądek

Druga klatka.

Nie podam dokładnej przyczyny, bo jej nie znam. Pojawili się nagle. Jedna z nich miała już dość ciągłego wysłuchiwania mądralińskiego tonu. Bierności krzyczącej na innych, próbując ich wezwać do działania. To tak, jakby ktoś ubrał Ci na nos ciemne okulary, całkowicie nieprzepuszczające światła i mówił: „Czyż to nie jest wspaniałe!? Widzisz, jak świeci?”.

Drugi powiedział wprost, że nie może już patrzeć na to, jak pod płaszczykiem wzniosłych hasełek niszczę siebie, ciągle wszystko odkładając na później. Dlaczego ciągle gadasz? – zapytał mocno poddenerwowany. Jobs, Einstein, Chrystus i kto tam jeszcze. Wszystko w porządku? Bo o nich przeczytać mogę w Wikipedii. Chcę zobaczyć co Ci dali, słyszeć już nie chcę. – dodał.

Trzeci pojawił się nie wprost. Spotkaliśmy się dopiero po dwóch latach. Kwestionował wszystko. Uratował wszystko. Pokazał, co znaczy mieć „dla czegoś”, a nie „na coś”. Wierzył w doświadczenie. Swoje. Nie tych, którzy za czymkolwiek podążali. Wyciągał wnioski, badał, porzucał idee, które go niszczyły. Mało mówił. Nikim nie tłumaczył swoich porażek. Miał ich sporo. Porażki nie biorą się z mówienia.Przychodziły z działań, które podejmował. Jedna. Druga. Dziesiąta. Dziewięć wywrotek. Jeden udany skok.

Żadne z nich nie mówiło w trzeciej osobie. „Ekspert od […]”, „Certyfikowany Pan”, „Nieznośny typ”. Jestem, badam, robię, szukam. Tak było.

Czterdzieści milionów

Trzecia klatka.

Podążał za tym, co kochał. Był. Zginął. Jego śmierć śledziły miliony osób. Przyszła sama. Odeszli we dwoje.

Czterdzieści milionów osób po krótkim szlochaniu zakasało rękawy i zaczęło wyliczać grzechy. Jeden za drugim. Pasja kontra rozsądek. Rozsądek kontra marzenia. Marzenia kontra życie. Każdy tylko mówił. Mówić wcale nie jest trudno. Milczenie nigdy nie było modne.

Być może nie chciał, by go nazwano. Bohaterem, głupcem, bucem, złym ojcem, idolem. Trzy ostatnie klatki, które oglądał. Skąd wiesz, co widział?


Krzysztof Kołacz

Pasjonat Apple. Redaktor iMagazine.pl. Test Manager w Miquido. 🎙 Podcaster: www.boczemunie.pl. Mówca publiczny Toastmasters International. Perfekcjonista. 👉 www.krzysztofkolacz.pl.


Dodaj komentarz

Mak napisał(a):

Paulo Coelho?

ebs2008 napisał(a):

A co to ma wspólnego z Apple / technologią/ lajfstajlem?

Ślep e porządnie za Apple, czyli fanboyostwo? (lapki na oczach) Marudzenie, że Apple drogie, czyli ciągłe gadanie, a nic nie robienie? itp itd

Do deva/ów: nue działa zaznaczenie opcji powiadomień. Klikam i nie działa.

W podkomentarzach już działa, ale jako komentrz nadal nie działa 🤔

Nie można edytować, więc muszą następny podkomentarz napisać.
Otóż świetny wpis 👍
I czy moglibyście dodać logowanie do yahoo id czy line czy yahoo.com i edytowanie komentarzy przez określony czas? Byłoby super 🙂

Mako napisał(a):

Styl tekstu nieznośnie pretensjonalny. Tak specjalnie? Warto? Sztuką jest prostota.