Innogy Go i Traficar – krótkie wrażenia z carsharingu

08/04/2019, 12:59 · · · 22

W zeszłym tygodniu wystartował w Polsce nowy carsharing, w postaci Innogy Go. Niedawno też zacząłem własne testy Traficar więc mam możliwość bardzo ograniczonego porównania tych dwóch podobnych usług, ich cen oraz jak to się sprawuje w codziennym życiu.

Traficar, Innogy Go i inni, proponują prostą usługę – wynajem samochodów na minuty. Wszystko robimy za pomocą aplikacji na smartfona, a całość jest banalnie prosta. Wystarczy znaleźć interesujący nas samochód, zarezerwować go (na 15 minut, z opcją przedłużenia o 5 minut), podejść do niego i zeskanować kod QR. Ta ostatnia czynność otwiera samochód, więc pozostaje już tylko wsiąść i ruszyć. W Traficarze (Renault Clio) trzeba dodatkowo wyjąć kluczyk ze schowka, ale nie stanowi to większego problemu względem po prostu ruszenia BMW i3 w Innogy Go.

Cena przejazdu tego kursu w Innogy (po lewej) zawierała darmowe 15 minut jazdy, więc rzeczywista cena przejazdu wyniosła 35,69 PLN.

Ciekawostką jest różny sposób rozliczania przejazdów w obu tych usługach. W Traficar płacimy stawkę za pokonany dystans oraz za czas. Powyżej, po prawej możecie zobaczyć, ile kosztowały mnie dwa różne kursy w warszawskich korkach. Dla porównania, w Innogy Go płacimy stawkę tylko za czas wynajmu, różny dla podstawowego BMW i3 oraz „lepszego” i3s. Chciałbym zwrócić uwagę, tylko na fakt, że skorzystałem z kuponu na pierwszy przejazd Innogy Go, dzięki czemu 15 minut miałem za darmo. Koszt tego konkretnego przejazdu wyniósłby 35,69 PLN, gdybym nie miał kuponu (każdy taki otrzymuje na pierwszy przejazd).

Aplikacje obu usług są bardzo podobne. Na tyle, że wręcz podejrzewam, że odpowiada za nie ten sam deweloper. Nie ma to jednak większego znaczenia – nie są idealne, ale działają tak, jak powinny. Różni je nowa funkcja, wprowadzona przez Traficara – 10% zapłaconych kwot za przejazdy wraca na nasze konto i (zakładam, że) ta kwota zostanie odjęta od następnego wynajmu (nie miałem jeszcze okazji tego sprawdzić). W każdym razie, w przypadku tych dwóch firm, taniej jest jeździć Traficarem, ale to nie dziwne – Renault Clio kosztuje o grubo ponad 100 tysięcy złotych taniej niż BMW i3 w zakupie.

Jako osoba, która jeździ nieznacznie droższym samochodem, niż Renault Clio, nie ukrywam, że czuć gorszą jakość tego samochodu względem innych producentów – tutaj nie miałem żadnych złudzeń przed pierwszą jazdą Traficarem. Zaskoczeniem dla mnie był natomiast fakt, że niedawno jeździłem wypożyczonym Clio po okolicach Jeziora Como i był on zdecydowanie lepiej wyposażony niż wersje dostępne w tej usłudze – spodziewam się, że „wersja podstawowa” w przypadku tego auta różni się bardziej pomiędzy tymi dwoma krajami, niż w przypadku droższych marek. Dla kontrastu, BMW i3, do którego wsiadłem, miał zaledwie 53 km na liczniku i, pomimo że nie jestem fanem wykończenia wnętrza tego modelu (odstaje jakością od auta wartego około 200 tys., PLN), to różnica względem Clio jest przepastna, oczywiście in plus. Same doświadczenia z jazdy są skrajnie różne, ale to nie dziwi, bo Traficar obecnie oferuje samochody spalinowe, a Innogy elektryczne.

Najciekawszym doświadczeniem dla mnie było jednak co innego. Samochody elektryczne mają prawo poruszać się po buspasach i biorąc i3, wykorzystałem ten fakt, całkowicie świadomie. Normalnie, w godzinach szczytu, w rejonie 17:00 nigdy nie wybieram się na Trasę Łazienkowską z centrum w kierunku prawej strony Wisły, bo oba pasy stoją, ale tym razem z pełną premedytacją zjechałem na trasę z Ronda Jazdy Polskiej, aby przebić się do Wisłostrady. Zamiast stać w korku, zająłem prawy buspas i w prawdziwie błyskawicznym tempie, nie przekraczając 60-70 km/h (ograniczenie tam wynosi 80 km/h), dojechałem do Czerniakowskiej (możliwe, że w tym miejscu to jeszcze Solec). Dziwnie się czułem, jadąc pasem dla komunikacji zbiorowej i nie ukrywam, że tylko czekałem, aż jakiś szeryf mi zajedzie drogę, ale nic takiego się nie wydarzyło. Policji również udało im się uniknąć (strata czasu tłumaczeniem, że jedzie się samochodem elektrycznym, byłaby większa niż zysk z ominięcia korka).

(…) trzeba zapisać się do wszystkich carsharingów, dostępnych w mieście, bo znalezienie samochodu graniczy z cudem.

Niestety, w przypadku obu usług nie jest różowo. Realnie rzecz biorąc, wygląda na to, że trzeba zapisać się do wszystkich carsharingów, dostępnych w mieście, bo znalezienie samochodu graniczy z cudem. Na kilka kursów, tylko dwa razy udało mi się znaleźć samochód w promieniu 10 minut spacerem od miejsca, w którym zacząłem go szukać. W kolejnych musiałem korzystać z opcji wydłużenia czasu rezerwacji do 20 minut, a i tak ledwo zdążyłem, idąc szybkim marszem. 20 minut. Tyle średnio zajmuje mi dojazd autobusem w korkach z mieszkania do redakcji, a nie muszę się martwić o miejsce do parkowania (raz pod biurem na miejsce musiałem czekać 40 minut). Z przykrością muszę też powiedzieć, że czynnik ludzki bardzo zniechęca do korzystania z aut na minuty. Wszystkie autam, które brałem z Traficara, były brudne w środku i na zewnątrz, a w jednym przypadku ktoś nie posprzątał sierści swojego psa, które było dosłownie wszędzie, przy okazji zostawiając pustą butelkę na podłodze i zużyte chusteczki do nosa w kieszeni drzwi. Nie moje, więc mogę śmiecić, prawda? Błagam – zostawiajcie samochód w takim stanie, w jakim sami chcielibyście go odebrać. i3-ki w Innogy Go chyba też cieszą się sporą popularnością, bo w Warszawie jest ich ponoć 250 sztuk (docelowo ma być 500), ale doliczyłem się tylko 15 egzemplarzy na terenie całego miasta, stojących i czekających na wypożyczenie. W takiej sytuacji wygodniej mi po prostu skorzystać z usługi Mytaxi Lite, która kosztuje podobnie lub mniej, też może korzystać z buspasów, a przy okazji nie trzeba martwić się o parkowanie.

Osobiście znam ludzi, którzy zrezygnowali z drugiego samochodu w rodzinie, całkowicie polecając na tej usłudze carsharingu (…)

Carsharing jest bardzo ciekawą formą i nie wątpię, że zostanie z nami na dłużej. Osobiście znam ludzi, którzy zrezygnowali z drugiego samochodu w rodzinie, całkowicie polecając na tej usłudze (na Vozilli we Wrocławiu), bo wychodzi im nie tylko taniej, w skali rocznej, ale również odpada wiele kwestii, jak robienie przeglądów, wymiana opon, płacenie ubezpieczenia itp. Sam być może korzystałbym z niej częściej, ale realnie chciałbym w takiej sytuacji mieć do dyspozycji samochód elektrycznych (ze względu na dodatkowe przywileje na drogach) i pewność, że znajdę auto w odległości nie większej niż 10 minut spacerem od mojego miejsca zamieszkania (zakładam, że z czasem będzie lepiej).



22

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.