iMagazine

Wypalenie

25/04/2019, 20:00 · · · 1

Życie jest jak fala. Jak ocean z przypływami i odpływami. Pewnie tak by zaczął Paulo Coelho. Ja zresztą mam na półce jego felietony w książce „Być jak płynąca rzeka”. Lubiłem czytać jego felietony, gdy jeszcze tłumaczył je mój kolega.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 03/2019

Po dobrym okresie w życiu przychodzi ten gorszy. Już od kilku tygodni go wyczekiwałem. Nadszedł wraz z małą ikonką na wyświetlaczu mojego samochodu. Potem problemy w pracy przy wdrożeniu, które prowadzę.

Wypalanie się jest naturalną częścią procesu twórczego. Praca, jakakolwiek by nie była, jest procesem tworzenia, nawet masła na taśmie i nie ma w nim nic zdrożnego. Tworzymy podczas swojej pracy, ale i jesteśmy twórcami relacji, związków. Podczas tworzenia nowego życia jako owoc związków. Gdy udaje nam się wszystko, jesteśmy szczęśliwi. Panami świata, trochę zadufani w siebie. W sporcie tworzymy siebie, wyniki. Staramy się pokonać samego siebie i ciągle nam się to udaje. Wstaję rano i na pływalni poprawiam technikę i siłę. Rower już nie uwiera w tyłek po godzinie pedałowania. Jestem w tym okresie pewien, że wiele osiągnę. Już obliczam czas, jaki mi to zajmie na zawodach. Już widzę się jak ze sporym zapasem, pokonuję siebie i słabeuszy.

Potem przychodzi wypalenie, zwątpienie i lęk. Opamiętanie? Taki palec boski, który zawraca nas z samouwielbienia na właściwe tory. Jeśli ktoś nie wierzy w Allaha, Jahwe czy inne bóstwo. To nasz umysł upuszcza parę, przez zawór bezpieczeństwa naszego ego, by woda sodowa nie rozsadziła naszego mózgu.

Ten czas jest cenny. Ba, powiem więcej: ja uważam wypalanie się za rzecz ogromnie wartościową i wręcz niezbędną. Są pewnie ludzie, których jakimś cudem to nie dotyka. Nie wiem, kim są. Nie wiem, co czują, Nie znam ich. Bardzo mocno odczuwam wszystkie fale. Jestem bardzo emocjonalny i często mi to przeszkadza. Gdy się jednak nad tym zastanawiam, wolę być taki niż zimny i wyrachowany.

Wypalenie zawodowe dopada wszystkich. Nawet tych, co pracę zmieniają szybciej niż ja telefony. Ten marazm ich dopada, gdy widzą, że każda kolejna firma nie jest lepsza. Wszędzie są problemy, no, chyba że to Google z filmów. Wtedy trudno, moja teoria się nie sprawdza.

„American Beauty” z Kevinem Spacey. Ten film był przykładem na jednej z konferencji z wypalenia zawodowego. Tak każdy z nas może wpaść w rutynę. Znani blogerzy z Youtube’a – ile mogą opisać telefonów, by przestały ich interesować? Ile można tylko testować rowery? Ile można mieć kochanek czy dziewczyn, czy odhaczonych chłopaków?

Wielki wpływ na wypalenie ma nasza kondycja fizyczna i zdrowie. Gdy byłem grupy i otyły, nie czułem się dobrze. Widziałem wszędzie lepszych, bo szczuplejszych. Gdy poczułem wiatr w żaglach podczas biegania, nie było siły, by mnie coś pokonało. Gdy jestem chory, tak jak teraz, to wszystko jest nie tak. Pewnie wpływ ma na to, że facet, jak ma katar, to znaczy, że stoi prawie nad grobem.

Od dwudziestu kilku lat przechodzę to mniej więcej co pięć, sześć lat, ostatnio coraz częściej – co trzy, cztery lata. Zwykle wygląda to tak, że następuje pół roku totalnej depresji, zwątpienia w swoje umiejętności i ogólny No Future. Trzeba to przejść i się przemęczyć. Potem powoli człowiek zaczyna wychodzić z tej smoły, zwykle temu procesowi towarzyszy intensywne rozglądanie się za „czymś nowym”, za terra incognita, za dokonaniami przyjaciół, wrogów, mistrzów i konkurencji. Człowiek po takim półtorarocznym procesie „przeczołgania” niczym Feniks powstaje z popiołów – mocniejszy, z większą wiedzą na temat siebie itp. itd. Wiem, że brzmi to jak gadanie nawiedzonego dziada, ale ja nawiedzonym dziadem nie jestem.

Odkrywanie nowego. To jest ten kopniak. Przez wiele lat nadzorowałem korporacje. Przewinęło się przez ten czas wokoło mnie tysiące ludzi. Z wielką przewidywalnością widziałem jednak, gdy ktoś jest na „fali”. Nagle zmieniał się. Uśmiechał się. Zaczynał dbać o wygląd. Nagle znajdował czas, by umówić się na bieganie czy tenisa. Obstawiałem wtedy: kochanek/kochanka lub prawdziwa „fala surferów”. Przypomnijcie sobie, ten fragment filmu z Danutą Stenką „Nigdy w życiu”. Gdy aktorka idzie przez biuro w czerwonej sukience z różą. To jest być na fali. Przypomnijcie sobie mój ukochany film „Jerry Maguire”. Jedyny zawodnik i przyjaciel grającego tytułowego Jerry’ego, Toma Cruise’a – Rod Tidwell – wygrywa mecz i potem podpisuje kontrakt. Tak! To jest to. Poprzedzały to cierpienie, wyrzeczenia i ból.

Często wypaleniu towarzyszy zdrada. Gdy czujemy się niedoceniani w firmie, w domu, to szukamy potwierdzenia swojej wartości w obcych ramionach. To nie prowadzi do niczego dobrego. Nawet Apple stawia na odzysk starych komponentów, wprowadza do obiegu naprawiane urządzenia. Bierzmy z nich przykład, bo lepszy znany iPhone bez fajerwerków niż wybuch baterii Samsunga w kieszeni męskich spodni.

Jeśli możemy, zmieniajmy to, co podsyca ten ogień wypalenia. Wspaniale mieć kochającą i wspierającą osobę koło siebie, ale pamiętajmy, że mieć przyjaźnie, to nie zdrada. Ludzie nam są potrzebni, by sobie radzić, gdy jesteśmy pod wodą. Pozytywni ludzie – innych pozbywamy się szybko. Praca nie jest nam przypisana na całe życie. Jeśli jesteś w stanie, zmieniaj co kilka lat. Ja w jednej z korporacji co kilka miesięcy mam rewolucję, nie ma więc czasu, bo ciągle robię coś innego. Niestety, ludzie są ci sami i wpadam co jakiś czas w bagno.

Szukajmy nowych form dla siebie, Jak mi zabroniono biegać więcej niż 10 km, to wskoczyłem do basenu i na rower. Przecież świat jest taki różnorodny. Zresztą, po każdym felietonie nachodzą mnie wątpliwości. Czy warto to robić? Przecież nie dla sławy czy pieniędzy opisuję swoje doświadczenia. Po kilku dniach od publikacji zawsze mam jednak jakąś wiadomość. Ktoś mi podziękuje, wspiera. Róbmy to też w stosunku do innych. Ja, każdego dnia, jak mijam panią sprzątającą w moim biurze, dziękuję jej. Dziękuję swoim współpracownikom, jak coś dobrze zrobią. Nie tylko przelew z wynagrodzeniem się liczy. Dzięki takim małym gestom nie wszczynamy pożarów.

Wypalenie w nas jest jednak jak wypalanie trawy na wiosnę. Co prawda nie wolno tego robić, ja jednak pamiętam, gdy w ten sposób pozbywano się pozostałości z poprzedniego roku. Po jakimś czasie, nieśmiało, z czarnej spopielonej ziemi przedzierają się zielone źdźbła trawy. Na początku nieśmiało, a potem prawdziwy zalew soczystej zieleni. Wypalenie – dlatego ten termin tak dobrze pasuje do tego stanu. Gdy w nas jest jedynie popiół i zgliszcza, gdzieś tam rodzi się coś nowego. Szukajmy tego. Pielęgnujmy, anagle znowu będziemy biegać po pięknym trawniku.

1

Adalbert Freeman

Fotoreporter i dziennikarz. Zakochany w krajach arabskich i islamie. Użytkownik nadgryzionych jabłek.


1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Norbert Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Norbert
Gość
Norbert

„Ja, każdego dnia, jak mijam panią sprzątającą w moim biurze, dziękuję jej. Dziękuję swoim współpracownikom, jak coś dobrze zrobią”. Panie Adalbercie, należą się Panu wielkie wyrazy uznania za tę zdecydowanie najtrudniejszą, bo codzienną życzliwość dla drugiego człowieka. Chapeau bas! Przeczytałem kiedyś taką bardzo ładną poradę: „W związku trzeba codziennie coś dokładać. Drobne iskierki serdeczności podsycają płomień uczuć. Wystarczy, że przechodząc obok, przytulisz tę drugą osobę. Że zapytasz, czy by się nie napiła herbaty i jej tę herbatę zrobisz. Ocieplisz głos, jak rozmawiasz przez telefon. Takie proste gesty pokazujące, że ona lub on jest dla ciebie kimś wyjątkowym”. Dziękuję za inspirujący tekst i pozdrawiam!