„Zwykły tempomat na naszych drogach niestety się praktycznie nie sprawdza” →

21/05/2020, 10:46 · · · 8

Paweł Okopień, w felietonie na temat aktywnych tempomatów, dzisiaj napisał…

Zwykły tempomat na naszych drogach niestety się praktycznie nie sprawdza. Duży ruch sprawia, że nawet na autostradach i ekspresówkach musimy często interweniować. Natomiast przy aktywnym tempomacie można z dużym spokojem jeździć i w trasach po wielu miastach, jak i poza nim.

Od blisko 20 lat korzystam regularnie ze zwykłego tempomatu i od paru lat mam od czasu do czasu okazję jeździć autami z najprzeróżniejszymi technologiami, która zapowiadają, jak będzie wyglądała w pełni autonomiczna przyszłość. Czytając przed chwilą opinię Pawła, zostałem całkowicie zaskoczony, bo mam skrajnie odmienne zdanie na ten sam temat.

Obecnie, biorąc pod uwagę zachowanie tempomatów wyposażonych w radar, który automatycznie spowalnia auto, gdy widzi przeszkodę na swojej drodze, wolę tę opcję wyłączyć. Nie spotkałem jeszcze samochodu, w którym działałaby ona tak dobrze, jak człowiek. Tak, dotyczy to również Tesli. Auto przeważnie zwalnia zbyt wcześnie i zbyt nieprzewidywalnie lub gwałtownie. Jeśli przed nami jedzie samochód, którego doganiamy, a różnica prędkości jest mniejsza niż 30 km/h, to jest prawidłowo, ale jeśli jedziemy 140 km/h, a przed nami jedzie 40-tonowy zestaw z prędkością 92 km/h, to tempomat reaguje wręcz niebezpiecznie, hamując nagle i bez wyraźnego powodu, a do „przeszkody” przecież nadal mamy ponad 50 metrów. Na pustej drodze to może nie jest problemem (chociaż niezmiernie mnie irytuje), ale w większym ruchu powoduje nagłe hamowanie aut z tyłu, co z kolei znacząco wpływa na płynność ruchu. Poniżej, na filmie możecie zobaczyć efekt, o którym piszę.

Finalnie będzie to miało większy sens, kiedy precyzja tych systemów się zwiększy i każde auto będzie w nie wyposażone.

Kwestia tempomatu predykcyjnego, który obecnie jest w swojej pierwszej odsłonie, też jest ciekawa i ogólnie ją popieram. Trzeba jednak uważać i to bardzo! Ostatnio, testując 600-konne Audi, jechałem 50 km/h przez wioskę. Na odcinku wolnym od skrzyżowań i jakichkolwiek znaków drogowych, auto nagle na wyświetlaczu centralnym pokazało mi znak ograniczenia prędkości do 100 km/h, zamiast 50-tki, która chwilę wcześniej tam widniała, i zaczęło żwawo przyspieszać do nowego ograniczenia. Jak możecie sobie wyobrazić, RS6 potrafi przyspieszać dosyć szybko, więc zanim zdążyłem zareagować, wskazówka już zbliżała się do 70 km/h. To ewidentny błąd software’owy w odczycie lub interpretacji odczytanych znaków, lub skrzyżowań (tempomat predykcyjny przyspiesza, do ograniczenia na drodze, jeśli za skrzyżowaniem, na terenie niezabudowanym, nie jest powtórzone ograniczenie), ale zaskoczył mnie całkowicie. Dla formalności jeszcze dodam, że z tempomatem predykcyjnym przejechałem już w sumie kilka tysięcy kilometrów w trzech różnych samochodach i to była pierwsza tego typu sytuacja.

Regulujemy prędkość tylko przy kierownicy, a nasze nogi nie mają nic do roboty. Oczywiście wciąż trzeba zachować pewną czujność. Natomiast podróż staje się przyjemniejsza. Nie musimy hamować, gdy ktoś przed nami jedzie znacznie wolniej, utrzymujemy stałą prędkość.

Paweł kontynuuje w swoim artykule wątek o tempomacie i to właśnie ta część mnie najbardziej zaszokowała i przypomniała, że wszyscy jesteśmy różni. Dla mnie podróż z tempomatem, kiedy nogi nie mają nic do robienia, kiedy mam automat zamiast ręcznej skrzyni, jest zdecydowanie mniej przyjemna! Gdybym mógł, to wzdłuż każdej autostrady wybudowałbym krętą i równoległą drogę, na którą można by było zjechać podczas dłuższej podróży, aby zaczerpnąć trochę więcej przyjemności z jazdy.

The Stelvio Pass, fot. Amcs1983

Niezależnie od tego, co Wam sprawia frajdę w jeździe autem, czy to jazda po krętych górskich serpentynach czy po autostradach na „autopilocie”, pamiętajcie proszę o podstawach kultury na drodze. Nie siadamy komuś na zderzaku. Nie zganiamy go światłami, jeśli jedzie zgodnie z przepisami, bo to nie jego problem, że ktoś jedzie więcej niż wolno. Nie wymuszamy pierwszeństwa. Pod to łapie się wyjeżdżanie komuś przed nos, na lewy pas, na autostradzie, jeśli on jedzie 140 km/h, a my wolniej – nie wolno tego robić i tłumaczenie, „że ja przecież wyprzedzam”, to żaden argument, bo przepisy w tej kwestii są wyraźne. Nie hamujemy celowo przed kimś, jeśli nas obtrąbi, za to, że zajechaliśmy mu drogę! Nie pokazujemy uniwersalnego znaku pokoju1. Nie. Po prostu nie. Aha, wyłączamy tylne światła przeciwmgielne, gdy dojeżdża do nas auto z tyłu, aby go nie oślepiać – te światła we mgle tworzą czerwoną ścianę, przez którą osoby za nami nic nie widzą.

Traktujcie innych tak, jak chcielibyście być traktowani.

🖖🏻

  1. 🖕🏻.
8

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.