HyperX Cloud Orbit – recenzja

03/06/2020, 11:53 · · · 0

HyperX robi jedne z moich ulubionych słuchawek dla graczy na rynku i od paru lat korzystam zamiennie z modeli Cloud II oraz Cloud Flight. Od paru tygodni jednak na moich uszach spoczywają nowe Cloud Orbit, które charakteryzują się uaktualnionym designem oraz paroma nowymi funkcjami, za którymi idzie niestety wyższa cena.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 2/2020


Cloud Orbit wyposażono w płaskie magnetyczne głośniki Audeze o średnicy 100 mm, techonologię 3D Waves NX oraz, w przypadku Cloud Orbit S, technologię śledzenia ruchów głowy. W pudełku zmieszczono również trzy kable – USB-A, USB-C i 3,5 mm Jack, aby móc z Cloud Orbit korzystać pod Windows, macOS, z Xbox One, PS4, Nintendo Switch lub smartfona. Do kompletu jest również software, który umożliwia skonfigurowanie ich dokładnie pod własne potrzeby.

Różnica w dźwięku docierającym do naszych uszu, względem chociażby Cloud Flight, jest ogromna. Różnica przede wszystkim polega na tym, że scena dźwiękowa jest gigantyczna w porównaniu do innych modeli. Grając w CS:GO, miałem wrażenie, że jestem na ulicy w małym włoskim miasteczku, a nie przed ekranem komputera. Same odgłosy przeciwników też były inaczej dostarczane do moich uszu i potrzebowałem chwili, aby się na nie przestawić. Jest też spora różnica w głośności na tych samych ustawieniach pomiędzy Cloud Orbit a Cloud Flight – na tych ostatnich, jeśli niechcący podkręcę poziom do 100%, to będą mnie bolały uszy, ale gdybym zrobił to samo na tych pierwszych, to prawdopodobnie spektakularnie rozsadziłoby mi czaszkę. Towarzysze broni nie narzekali na jakość mojego głosu przez mikrofon, więc jest więcej niż satysfakcjonujący. Na razie nie ruszałem domyślnych nastawów EQ, polegając na tym, co zaproponował producent, bo z doświadczenia wiem, że sam prawdopodobnie więcej popsuję, niż poprawię, ale jest kilka ustawień do wyboru, zależnie od tego, w co gramy lub czego słuchamy. Możemy włączyć tryb, który powoduje, że kroki przeciwnika są lepiej słyszalne albo poprawione są dźwięki strzałów w grach typu FPS. Są też nastawy dla RPG, muzyki i paru innych rzeczy. Sam headset można też przełączyć w tryb 3D 7.1 (używałem tego do grania), dwukanałowy tryb 3D (dla konsol) oraz w tryb Hi-Res, do słuchania muzyki w stereo.

Nigdy nie narzekałem na jakość Cloud Flight czy Cloud II – uważałem, że są świetnie wykonane, szczególnie biorąc pod uwagę ich cenę. Cloud Orbit są natomiast w innej lidze i bliżej im do wyższej średniej półki słuchawek przeznaczonych do słuchania muzyki niż do headsetów gamingowych. Poduszki są głębokie i bardzo wygodne, nawet na moich dużych uszach, a możliwości regulacji szerokie, więc każdy powinien znaleźć odpowiednie nastawy dla siebie. Nie zmęczyły mnie też po długiej sesji w CS:GO. Mikrofon z pop filtrem komfortowo sięga ust i można go niemalże dowolnie regulować na jego miękkim pałąku. Ciekawą funkcją słuchawek jest to, że mimo tego, iż jest to konstrukcja zamknięta, która normalnie całkowicie izoluje nas od otoczenia, dzięki czemu często komunikujemy się z zespołem głośniej, niż jest to konieczne, to Cloud Orbit bardzo cicho i delikatnie dostarczają dźwięki zarejestrowane przez mikrofon bezpośrednio i bez opóźnienia do naszych uszu. W pierwszych minutach miałem problem z dostosowaniem się do tego, bo słuchawki zamknięte brzmiące, jakby były otwarte, to coś, czego jeszcze nie doświadczyłem.

Niestety, jak to zwykle bywa, wysoka jakość wykonania i zaawansowane funkcje odzwierciedlone są w cenie produktu. Cloud Orbit kosztuje około 1199 zł, a model ze śledzeniem ruchów głowy o 200 zł drożej. Normalnie popukałbym się w głowę, ale jakość wykonania jest na takim poziomie, że całkowicie rozumiem, skąd taki pułap cenowy.

A wady? Nie znalazłem niczego znaczącego. To rzadkość.


Design: 6/6
Jakość wykonania: 6/6
Oprogramowanie: 6/6
Wydajność: 6/6 6/6

0

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.