Muzyka z gier to głupota

08/08/2021, 15:23 · · · 1

Siedzę właśnie przy moim biurku, a z głośników leci soundtrack do gry Final Fantasy VII Remake. Naszła mnie myśl trywialna, ale chyba bardzo prawdziwa: czy nie jest tak, że w grach też jest dobra muzyka, a nie tylko głupiutkie motywy przewodnie, które wszyscy znamy i kochamy, ale nikt tego poważną muzyką by nie nazwał?


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 7/2021

Przyznam się Wam, że do wczoraj wierzyłem, że dobra muzyka istnieje w grach, nawet mogłem wskazać kilka dobrych soundtracków, ale nigdy bym nie pomyślał: o, mam ochotę na płytę z tej albo z tamtej gry. Aż do wczoraj…

Kiedy uruchomiłem Final Fantasy VII Remake w świeżo wydanej wersji na PlayStation 5 i gdy usłyszałem pierwsze nuty, które popłynęły z głośników mojego audio, od razu poczułem się lepiej – serio, po prostu to było to, to były te wspomnienia z dzieciństwa, gdy razem z kumplami na wykładzinie w domu siedzieliśmy z głowami wklejonymi w nasz 14” telewizor – to były czasy!

W każdym razie… wspomnienia odżyły, a są to wspomnienia nie byle jakie, okazało się, że granie za dzieciaka w Final Fantasy VII było przygodą przez duże P. Muzyka w tej przygodzie, jak widać, pełniła nader ważną funkcję – wzmacniała przekaz, pomagała grafice, pomagała rozgrywce – okazało się, że miejscami to ją pamiętam najlepiej.

I tak siedzę sobie w swoim pokoju, przy swoim biurku, te 24 lata później i myślę: cóż to było za życie, cóż to były za czasy.

Dlatego, jeśli najdzie Was kiedyś pytanie, czy muzyka z gier, to muzyka przez duże M? Odpowiadam: tak, ale zależy jaka. Myślę, że sytuacja jest analogiczna do filmów – muzyka filmowa jest genialna, ale nie każdy soundtrack zapada nam w pamięć, nie każda melodia jest ważna i wyrazista. Tak samo jest w przypadku gier. Jednak gdy zdarzy się gra, która ma w sobie coś więcej, a jej ścieżka dźwiękowa zawiera ciekawsze melodie niż tylko rytmiczne beaty, które mają nas zagrzewać do dalszej walki, proszę Was i proszę siebie, zatrzymajmy się wtedy, przystańmy na chwilę i spróbujmy zapamiętać tę chwilę, ponieważ może się okazać, że właśnie ta chwila jest tego warta i za kilka lat, gdy ktoś zrobi remake lub najdzie Was, by odkurzyć starą konsolę – wspomnicie ten moment i przypomnicie sobie, w jak dużym szoku byliście, że elektroniczna rozrywka może Wam dać coś na tak wysokim poziomie.

Ja jestem w szoku, jestem też trochę dumny z tego, że będąc zwykłym smarkiem, zdołałem się na chwilkę zatrzymać i zapamiętać sercem, a nie tylko rozumem Final Fantasy VII – dzięki temu granie w Remake sprawia mi naprawdę wiele radości. A przecież we wszystkim to właśnie radość jest najważniejsza.



1

Maciej Szamowski

Musician, gamer, audiophile