Szybkie sposoby zarabiania w Internecie

01/05/2013, 09:45 · · · 4

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 2/2013

Ilu z Was klikając na tytuł tego felietonu miało nadzieję, że podzielę się z Wami jakąś rewelacyjną metodą, pozwalającą na zgarnięcie łatwych pieniędzy? Proszę podnieść rękę i nacisnąć przycisk. A teraz wstajemy i wstydzimy się. Można również złożyć szczerą, partyjną samokrytykę.

Mogło by się wydawać, że społeczeństwo mamy technologicznie świadome. Że wszyscy wiedzą, co to SPAM, SCAM, phishing i hodowle fanów. Jednak, nie wiedzieć czemu, w zaciszu własnego pokoju i przed świecącym zachęcająco ekranem komputera, ludzie niczego więcej nie pragną, jak uwierzyć w zapewnienia, zaczynające się od: „Kiedy rok temu zaczynałem (….) wszyscy znajomi śmiali się ze mnie. Teraz, gdy zarabiam 9.875,30 miesięcznie, już się nie śmieją i proszą, bym zdradził im swój sekret. Ale ja postanowiłem, że zdradzę go tylko 23 osobom, dlatego śpiesz się, jeśli chcesz zacząć zarabiać już teraz!”

Brzmi śmiesznie? Owszem. Działa? Tak. Perswazyjny marketing nie sprzedaje bowiem ludziom produktów, tylko nadzieję. I za tę nadzieję są w stanie zapłacić każdą cenę. Za to, by schudnąć 20 kg w trzy tygodnie, unikając jednego produktu.  Za to, by natychmiast zacząć zarabiać, przy pomocy gotowego szablonu strony. Za to by dowiedzieć się, jaki sekret mają samozwańczy, internetowi milionerzy. A mają tylko jeden – naiwniaków.

Jeden z moich znajomych od lat skupuje magiczne produkty, które mają mu zapewnić wieczne prosperity. Na wspaniale płyty z sekretami marketingu, copywritingu i biznesu wydał już małą fortunę. Do każdego zestawu dołączony jest bilecik, uprawniający do półgodzinnej mailowej konsultacji z GURU, dzięki czemu zna ich wszystkich osobiście. Kupił też zestaw, który gwarantuje, że każdy, nawet absolutny, komputerowy analfabeta, będzie w stanie tworzyć najlepiej zarabiające strony w Internecie. Stron robić się nie nauczył, a płyty zbierają kurz na półce. Jednak nie o rzeczywisty efekt przecież chodzi. Tylko o nadzieję na zmianę, na poprawę, na sukces.

Podobnie działają, popularne ostatnio strony w portalach społecznościowych, oferujące najnowsze iPady, iPhone’y i wszelkie inne dobra z górnej półki. Wystarczy polubić stronę, napisać jaki kolor nas interesuje i voila! Już możemy czekać na naszego wymarzonego iPhone’a. Bo przecież to nic nie szkodzi, jak udostępnimy zdjęcie – prawda? Nikomu nie robimy krzywdy, a taką okazję grzech przepuścić. Kupił-nie kupił, potargować można.

I nic bardziej mylnego.

Każda osoba, która decyduje się udostępnić informację, zdjęcie czy status, swoim własnym autorytetem wspiera oszusta. Pośredniczy w oszukiwaniu swoich znajomych, bo przecież na jej wiarygodności opierają się ludzie. Dla przykładu: „No jeśli Zosia bierze w tym udział, to to nie może być oszustwo! Przecież ona taka rozsądna, taka mądra!”

Obserwowałam ostatnio rozwój jednej z takich stron, oferującej 500 sztuk nowych iPhone’ów 5, przekazanych rzekomo do rozdania dlatego, że nie miały plastikowej folii zabezpieczającej. Hmm? W takiej sytuacji, zawsze trafi się jedna lub dwie osoby, które upowszechnią informację. W tym jednak przypadku, ścianę zalał mi prawdziwy wodospad wpisów podających oczekiwany kolor sprzętu: czarny, biały, biały, biały, czarny, czarny. Patrzyłam i oczom uwierzyć nie mogłam, bo zdjęcie z podpisem udostępniali poważni, stateczni i dzieciaci ludzie – nie jakieś tam narwane nastolatki. Nie, nie!

Postanowiłam zatem przyjrzeć się bliżej stronie, na które widniała jedynie informacja, że rozdają 500 iPhone’ów. Żadnych nazwisk, nazwy firmy, numerów telefonów, adresu. W lewej części strony dyskusje użytkowników, podających naprzemiennie kolory. Każdy głos rozsądku spotykał się z zażartym responsem samych zainteresowanych, jakby ludzie bali się, że ktoś odbierze im szansę na wygranie wymarzonego sprzętu. „Nie chcesz brać udziału w konkursie, to nie bierz!” – strofowano rozsądnych. „Ja chcę czarnego, bo ładniejszy! A kiedy wysyłacie?!”, „Fajny konkursik – białego bym chciała!”, „Super inicjatywa!” – komentarze tego typu rozciągały się na kilka stron.

Ilość fanów przyrastała w postępie geometrycznym – w ostatnim etapie, w ciągu godziny przybywało ich prawie 10 tysięcy. Na nic prośby i ostrzeżenia – przecież telefony są prawdziwe – jeden jest na zdjęciu, z tymi fajnymi, nowymi słuchawkami.

A Wy? Udostępniliście to zdjęcie i naciągnęliście tym samym swoich znajomych? Tych, którzy wierzą w Wasz rozsądek i właściwą ocenę sytuacji? Pomagaliście scamerom zebrać odpowiednią ilość ludzi, za których „lajki” wezmą potem na Allegro kilka tysięcy złotych? W ciągu 5 godzin, strona zebrała ponad 30 tysięcy użytkowników – można z tego wyciągnąć trochę ponad 2000 zł. Jak widać, ktoś zarobi w Internecie – prosto i szybko, oszukując naiwnych użytkowników serwisów społecznościowych.  Czy taki sekret zarabiania w sieci chcielibyście poznać?

W chwilę potem, gdy głosy o oszustwie stały się głośniejsze i bardziej zdecydowane, autorzy wrzucili kolejną informację, z linkiem do strony, gdzie trzeba podać swój numer telefonu, w celu potwierdzenia zgłoszenia. Link prowadził do serwisu, gdzie z górnej belki szczerzyła się reklama, informująca że… oto jesteś o krok od wygrania iPhone’a 5! Toż to dowód niepodważalny! Poniżej pole, pozwalające na wprowadzenie numeru komórki. Nikt jednak nie przeczytał, że serwis oferuje subskrypcję SMS-owego serwisu z… dowcipami. Oczywiście, za stosowną opłatą. Cóż. Dowcip niewybredny, a ile osób złapało się na haczyk? Pewnie niedługo napisze o tym Wyborcza. Czy to coś zmieni? Nie sądzę. Zawsze znajdą się amatorzy darmowych iPhone’ów i szybkiego robienia pieniędzy.

Nikt nie przeleje Wam na konto 5 milionów dolarów z Chile. Nie jesteście zaginionym spadkobiercą potentata naftowego. Nie schudniecie 20 kilogramów w 3 tygodnie, stosując sekretną dietę. I nikt nie będzie rozdawał w sieci 500 iPhone’ów za darmo. Nawet bez zabezpieczającej folijki.

Zróbcie więc sobie i innym przysługę i nie nabijajcie kabzy oszustom. Ich „oferty” i konkursy są tyle samo warte, co i kiełbasa wyborcza, pełne lodówki i uśmiechnięte panie domu z reklamy proszku do prania. Mówi się co prawda, że pierwszy milion trzeba ukraść. Mówi się też jednak, że: „Rok nie wyrok, dwa lata – jak dla brata, po trzech latach, każdy na sędziego jak na własnego ojca patrzy”.

Nie dajcie się zrobić w balona!



4

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.