Czy Jabłko się kończy?

26/10/2013, 10:37 · · · 14

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 9/2013

„Sam się kończysz!” – mam ochotę odpowiedzieć każdemu malkontentowi, wieszczącemu rychły upadek firmy Apple.

Maków używam już wystarczająco długo. Oczywiście nie tak długo jak Kuba Tatarkiewicz, Piotr Ciupiński czy Darek Ćwiklak, ale wystarczająco długo, aby nie wdawać się w dyskusje o wyższości świąt z zapałem neofity. I żeby pamiętać wersje systemu, które nie mogły się pochwalić interfejsem Aqua. Kiedy kolejne pokolenia wychowane na Windowsie starają się przekonać mnie, że to najlepszy system na świecie, po prostu kiwam głową, uśmiechając się przy tym uprzejmie. Zazwyczaj. Prywatnie dostaję alergii za każdym razem, kiedy muszę usiąść do maszyny wyposażonej w system Microsoftu. I nie zrozumcie mnie źle – niektóre ich rozwiązania są bardzo fajne – sama używam i cenię pakiet Microsoft Office, który polecam każdemu. Ale systemów nie znoszę. Nie i już. Ani komputerowych, ani mobilnych, ani żadnych.

Wybieram Maki, bo pozwalają mi zapomnieć o technicznej stronie użytkowania komputera. Kiedyś, bardzo dawno temu i nieprawda, uważałabym to za ujmę i plamę na honorze. Serio. Tak to jest w świecie pecetów. Trzeba było wiedzieć, jaka pamięć, z jaką płytą, z którym dyskiem i jak szybka jest nagrywarka. Bo jak nie, to wiocha. Słoma z butów. Po kilkunastu latach użytkowania sprzętu Apple guzik mnie to obchodzi. Nie wiem, ile mam pamięci w Macbooku. Nie pamiętam, jakiej pojemności jest dysk. O nagrywarkę wcale nie pytajcie, bo już nie pamiętam, kiedy ostatnio coś do niej wkładałam i nie wiem nawet, czy jeszcze działa. Dysk mam nieczyszczony od wielu lat, system przeinstalowywany od wersji, której nie pamiętają najstarsi Indianie, a ostatnio znalazłam w folderze z aplikacjami jakieś śmieci, jeszcze z PISMO, oznaczone jako niekompatybilne PPC.

Macbooka otwieram, używam i zamykam i tak od lat. Nie przeżywam stresu, że jak go otworzę, to nie zadziała. Albo będzie miał problem z usypianiem lub wybudzaniem pod Win 7. Tak wiem, znajdą się tacy, którzy mają tak samo na PC. Absolutnie działa, niezawodnie, dzień za dniem, przez ostatni milion lat. Ale mówię Wam, że znajdzie się więcej takich, którym nie działa pod Windowsem niż takich, którym nie działa pod OSX. Albo iOS. Bo Apple ciągle mimo wszystko jest firmą, która skupia się na tym, żeby wszystkie elementy ich układanki działały ze sobą idealnie. W odróżnieniu od Microsoftu, który skupia się na tym, żeby układanki innych działały z ich systemem tak sobie. W zależności od szczęścia producenta i pomyślnych wiatrów.

Zmierzam do tego, że po zaprezentowaniu nowego iOS, OSX i towarzyszącej im bety iCloud, wyposażonej w zdalne elementy pakietu iWork, znów odezwały się głosy pełne rozczarowania. Że cukierkowo, androidowo, dwuwymiarowo i ogólnie – fuj. Że beta ma fatalne tło, którego nie można zmienić. A jeszcze, co zbrodnią jest najwyższej klasy, że chodzą słuchy o przygotowaniach do wypuszczenia iPhone’a 5c czyli tańszej, budżetowej wersji telefonu. No i oczywiście – Apple się kończy. Zżyna z Androida. Idzie pod publiczkę. Bez Jobsa to już nie to. Szkoda jeszcze, że nie wieszczą spadku cen akcji. Bo przecież każdy szanujący się macuser trzyma takowe pod materacem i jest to dla niego kwestia wielce paląca.

Podsumuję to tak, jak uczynił to jeden z moich znajomych, zaraz po prezentacji nowego iOS. Skwitował to krótko: „I co z tego, że cukierkowy? A może nie zainstalujesz, nie będziesz używać i nie przyzwyczaisz się?” A pewnie, że tak. Dokładnie tak będzie. I za pół roku, po spojrzeniu na stary system będziemy zastanawiać się, czemu tak bardzo się nam podobał. Jakiś taki archaiczny i przedpotopowy.

KJO-jablko sie konczy-morguefile

To samo działo się, kiedy z systemów klasycznych Apple przeskoczyło na OSX i interfejs Aqua. Użytkownicy podzielili się na entuzjastów nowego dizajnu i tych, którzy hołdowali szaremu classikowi. Czy ktoś dzisiaj nie może spać po nocach z tęsknoty za uśmiechniętą ikoną Findera i wskaźnikiem postępu ładowania rozszerzeń? Może z nostalgią czasem o nich myślimy, ale żeby zaraz z bólem?

A co działo się, kiedy Apple postanowiło zrezygnować z procesorów 68k na korzyść PPC? A co stało się, kiedy PPC zastąpione zostało znienawidzonym Intelem? To była dopiero jazda! Wtedy też wieszczono upadek Apple, opowiadano o tym, jak to firma się kończy. Intel, ten znienawidzony Intel? Ten Intel, którego oficjalnie smażono na keynote i w reklamach? To musi być koniec! I co? Ktoś przeżywa teraz bardzo, że jego komputer ma w sobie ordynarny, pecetowy procesor? Jakoś wątpię.

Apple się nie kończy, tylko dopasowuje do realiów rynku. Mały iPad, duży iPad. Tani iPhone, drogi iPhone. Jeśli rynek jest nasycony, trzeba powalczyć. Jak wypuszczą taniego iPhone’a, kupią go ci, których odstraszała cena. Czy to upadek? Raczej walka o to, kto wyciągnie więcej z kieszeni użytkowników. Znaczy się z naszej konkretnie. A to wcale nie jest zły symptom.

Od początku historii komputerów osobistych, Apple uczyło konkurentów, jak powinien wyglądać i funkcjonować sprzęt komputerowy i stawiało na rozwiązania, które wywoływały uśmiech politowania na twarzach zarówno użytkowników, jak i pozostałych graczy na rynku. Jednoklawiszowa mysz? Rezygnacja ze stacji dyskietek? Rezygnacja z CD-ROM? Żelkowy interfejs – taki niepoważny? Jednak za każdym razem konkurencja musiała zakasać rękawy i wyprodukować coś, co będzie udawało produkt Apple. Przynajmniej z wierzchu. I tak, tworzyliśmy listy klonów. Jedną z fajniejszych miał u siebie Bartosz Skowronek, autor zbioru felietonów „Inaczej niż w raju”. Podobne stacjonarki, podobne myszki, monitory, laptopy, iPody – hulaj dusza, piekła nie ma. Po prezentacji iPhone’a zmienił się cały rynek telefonii mobilnej i ze świecą dzisiaj szukać rozwiązań, które choćby odrobinę nie korzystają z tego, co wymyśliła firma Apple. Wchodząc do sklepu komputerowego, zobaczymy mniej lub bardziej udane podróbki ultracienkiego Macbooka Air czy klasycznego Macbooka. Odtwarzacze MP3 ciągle nawiązujące do kształtu i sposobu obsługi serwowanego w iPodach starszych generacji. Myszy i trackpady udające makowe odpowiedniki. Rozwijający się rynek tabletów. Było nie było, to wszystko zasługa tej kończącej się firmy.

I na koniec, zwiększająca się świadomość użytkowników. Poprzez zbliżenie i unifikację systemów komputerowych i mobilnych Apple sprawia, że przesiadka z systemu Windows staje się zupełnie bezbolesna. Z jednej strony, ze względu na uzupełniający się i działający w symbiozie ekosystem, z drugiej – pozwalając na zapoznanie się z filozofią użytkowania sprzętu metodą małych kroczków – od telefonu, przez iPada aż do komputera. Wiadomo przecież, że apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Nie optowałabym zatem za teorią o rychłym upadku Apple. I złośliwie dodam, że się przyzwyczaicie i będziecie zadowoleni. Jak zwykle. A jak się nie przyjmie, jak notes, książka adresowa czy kalendarz, to się zmieni. I też będziecie zadowoleni. Bo Apple nigdzie się nie wybiera i ma czas.

Dużo czasu.



14

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.