iMagazine

A jednak się kręci!

10/11/2013, 17:12 · · · 1

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 10/2013

W tym miesiącu obchodzimy kolejną rocznicę śmierci Steve’a Jobsa. Dwa lata temu wieszczono upadek firmy Apple. Dziś możemy powiedzieć: „A jednak się kręci!”

Mówiąc szczerze, musiałam sprawdzić datę w kalendarzu. Czas biegnie nieubłaganie i tak szybko, że aż trudno uwierzyć, że minęły już dwa lata od chwili, gdy nocą rozdzwoniły się telefony. Media w histerycznym tonie przekonywały, że to już koniec firmy Apple. Analitycy ostrzegali, że ceny akcji spadną, bo Apple to Jobs a Jobs to Apple. Konkurencja zacierała dłonie, fanboje i kowboje toczyli walki na śmierć i życie o honor firmy. Po dwóch latach okazuje się jednak, że nadal się kręci, a Apple ma się dobrze. Oczywiście, postać Steve’a Jobsa jest ciągle żywa, niedawno mieliśmy okazję uczestniczyć w premierze niezbyt udanego filmu biograficznego. Jednak czas robi swoje, a obraz Jobsa zaczyna utożsamiać się z ostatnim zdjęciem, umieszczonym na stronie Apple.

Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak to jest być człowiekiem, który stworzył całą otaczającą nas wirtualną rzeczywistość. Oczywiście nie w sensie dosłownym, ale w szerokiej przenośni. Mam to szczęście należeć do pokolenia, na którego oczach narodziły się współczesne komputery. Rosły i rozwijały się wraz z nami. Były ekscytującą częścią naszego życia – od powstania począwszy, przez coraz szerszą dostępność, miniaturyzację, ekosystem, na dzisiejszej wszechobecności skończywszy. Dlatego czasem zastanawiam się, jak to było być po drugiej stronie, w Dolinie Krzemowej, tworząc rzeczywistość, która jest wokół nas.

Dziś doświadczamy upadku autorytetów. Jesteśmy pokoleniem konsumentów, którzy wymagają, a nasze wymagania są nieograniczone. Nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Steve Jobs jest dla mnie autorytetem i wzorem do naśladowania w każdej dziedzinie. Przecież tak właściwie nikt z nas go osobiście nie znał. Mogę się przyznać do tego, że myśl o nim gości w moim życiu dość często, głównie za sprawą słynnego przemówienia w Stanford. Zdaję sobie sprawę z tego, że może to wydawać się sentymentalne, ale kiedy mam bardzo zły dzień, lubię zajrzeć do transkrypcji tego przemówienia, które trzymam w teczce niedaleko biurka. Urzeka mnie może prostota przekazu, może jego uniwersalność. A może to po prostu kotwica, która broni statek przed dryfem? W każdym razie zawiera prosty przepis na życie w kilku krokach, który raz na jakiś czas trzeba sobie przypomnieć. Po pierwsze trzeba zdecydować, czego oczekujemy od życia. Czy chcemy sprzedawać posłodzoną wodę czy chcemy zrobić coś, co ma jakieś szerzej pojęte znaczenie. Ten krok nie wynika bezpośrednio z przemówienia, ale ładnie się z nim łączy. Następnie trzeba pamiętać, że nie mamy nic do stracenia, bo z życia i tak nikt żywy nie wyjdzie. Każde uprzedzenia, strach czy wstyd mają swoje źródło w nas i to my decydujemy, czy będziemy się nimi kierować. Mamy pamiętać, że powstrzymują nas przed działaniem, a czas ucieka. W końcu, każdego dnia warto się zastanowić, czy robimy w życiu to, co chcemy robić. Oczywiście nie zawsze mamy możliwość robienia tego, na co mamy właśnie ochotę. Jednak jeśli odpowiadamy „nie” zbyt wiele dni z rzędu, to znaczy, że nadszedł czas na zmianę. Na koniec mamy pamiętać, że przeszłość prowadzi nas w przyszłość i żeby żyć pełnią życia, musimy przekraczać ograniczenia i być głodni doświadczeń. I to tyle, cały przepis. Cały przepis na życie.

Ciekawe, czy Steve zdawał sobie sprawę z tego, że jego słowa tak głęboko wyryją się w pamięci słuchaczy, że ktoś, w dalekim kraju, kogo nigdy nie widział na oczy, będzie czerpał pocieszenie i szukał wskazówek w jego słowach? Myślę, że to fajna świadomość zapisać się w każdym człowieku z osobna. W ten sposób część osoby, która odeszła, żyje w tych, którzy pamiętają. W ilu osobach zatem żyje cząstka Steve’a?

Z wolna Steve przestaje być utożsamiany z Apple a Apple ze Steve’em. Owszem, pozostaje gdzieś w tle, ale związek ten z każdą chwilą bardziej się rozmywa. Oczywiście analitycy i media uwielbiają zwroty typu: „Apple się kończy” i „Gdyby Steve żył, to by na to nie pozwolił”, ale to tylko gra, mająca na celu podgrzanie atmosfery. Kiedy nie ma już nic do powiedzenia, zawsze można napisać coś kontrowersyjnego o Apple. To się zawsze dobrze sprzeda i podniesie oglądalność serwisu. Już niedługo Steve będzie mógł być Steve’em, a Apple po prostu firmą. Z korzyścią dla pamięci jednego i rozwoju drugiego.

Jednak mimo wszystko część z nas będzie miała przed oczami ostatnie zdjęcie Steve’a zawsze wtedy, gdy nadejdzie czas kolejnej prezentacji nowego produktu. Dla mnie jest to wciąż moment, kiedy czekam na w sumie niepozornego człowieka, witanego burzą braw, spuszczającego skromnie głowę i uśmiechającego się tak, jakby właśnie obmyślał świetny dowcip i już cieszył się z przewidywanej reakcji. I podobnie będzie dla wielu ludzi z mojego pokolenia. Kolejne już tego nie doświadczą.

Apple nadal się kręci. Prezentuje nowe produkty, rewolucjonizuje rynki, ceny akcji rosną, zwiększa się pula użytkowników. Świat idzie do przodu. Przeszłość prowadzi nas ku przyszłości. Można też zaryzykować stwierdzenie, że w temacie komputerów niewiele już pozostało do zrewolucjonizowania. Można miniaturyzować aż do chwili, gdy cały komputer stanie się chipem, który można obejrzeć pod mikroskopem. Dlatego cieszę się, że mogłam być świadkiem rewolucji i doświadczyć na własnej skórze zmian, które zaszły w naszym życiu.

Apple i Steve zawsze pozostaną dla mnie częścią tych zmian.

1

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.


1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Taurusileo Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Taurusileo
Gość
Taurusileo

Duży + za ten wpis…