Problemy pierwszego świata

15/11/2015, 11:00 · · · 9

W tym roku, po raz pierwszy w życiu, kupiłam iPhone’a w dniu jego premiery. A raczej skorzystałam z przywilejów pierwszego świata i o 8:04, 12 września, otworzyłam aplikację Apple Store i kliknęłam pre-order.

W tym roku, po raz pierwszy w życiu, kupiłam iPhone’a w dniu jego premiery

Od wielu lat telefon wymieniałam co dwa lata, korzystając z uprzejmości operatora komórkowego. Nie wiedzieć jednak czemu, operatorzy zmówili się i zafundowali takie ceny abonamentów, że po dwóch latach starczyłoby na dwa iPhone’y i może jeszcze rysik do iPada Pro. Postanowiłam więc zbuntować się i zrobić to, co robi każdy rozsądny konsument, gdy przestają mu odpowiadać warunki umowy – zagłosować portfelem. Nie bez znaczenia był też fakt, że zasięg „Trójki” woła o pomstę do nieba i aby wywalczyć u nich reakcję, trzeba zmobilizować całą wieś. Zrobiliśmy to w zeszłym roku i usłyszeliśmy niebanalną historię o tym, jak to liście na drzewach odbijają fale z masztu, znajdującego się zaledwie dwie mile dalej. Nie wiem, kto to wymyślił, ale wyobraźnię miał niezłą. Tak czy inaczej, postanowiłam nie wiązać się  z żadną siecią i stosowną sumę przekazać wprost do Apple. W odróżnieniu od redakcyjnych kolegów, którzy dzielnie walczyli z systemem niemieckich pre-orderów, trzy minuty po tym, jak kliknęłam odpowiedni guzik, mogłam już wrócić do popijania porannej kawy.

Cała procedura jest prosta – może nawet zbyt prosta jak na kwotę, która znika potem z konta

Muszę przyznać, że zamawianie bezpośrednio od Apple jest czynnością przyjemną. Cała procedura jest prosta – może nawet zbyt prosta jak na kwotę, która znika potem z konta. Klik, klik i „PIN, zielony”. Firma okazuje stosowny szacunek do klienta, informując go na bieżąco o postępach w realizacji zamówienia. Najpierw przychodzi potwierdzenie pre-orderu, a następnie, po kilku dniach, stosowne fundusze są zdejmowane z konta klienta. Następnie przychodzi wiadomość SMS o tym, że zamówienie jest realizowane. Na dzień przed datą premiery pojawia się następna wiadomość, że przedmiot zostanie dostarczony w dniu następnym. W dniu doręczenia zaś – w jakich godzinach pojawi się kurier. Ale to nie wszystko: dwie minuty po tym, jak zamknęłam drzwi za kurierem, przyszła kolejna wiadomość – że przesyłka została odebrana, a osoba, która potwierdziła doręczenie, podpisała się jako: KING. Niezwykle uprzejmie! Następnym razem podpiszę się jako: QUEEN.

Paczka jak paczka – szary karton, nic nadzwyczajnego. W środku pudełko z telefonem zabezpieczone płachtą elastycznej folii plastikowej. Bardzo proste i skuteczne rozwiązanie, które unieruchamia telefon i tworzy wokół niego bufor powietrza. Nic się nie uszkodzi ani nie potłucze. Nas interesuje, oczywiście, nie kartonik, ale to, co w środku, czyli iPhone 6S.

W stosunku do mojego 5S różnica jest ogromna. Telefon jest duży, ciężki i od chwili włączenia go, ciągle o coś pyta. Ale o tym za chwilę.

Jest taka funkcja w telefonach Apple, która jest jednocześnie najgorszym i najlepszym wynalazkiem na świecie – przywracanie sprzętu z backupu

Jest taka funkcja w telefonach Apple, która jest jednocześnie najgorszym i najlepszym wynalazkiem na świecie – przywracanie sprzętu z backupu. Najlepszym dlatego, że jednym kliknięciem przywracamy wszystkie konta, programy i ustawienia iPhone’a. Najgorszym, bo już chwilę po otrzymaniu nowego sprzętu wygląda on jak nasz stary, nudny telefon i gubią się gdzieś wszystkie nowości. Mając to na uwadze, postanowiłam skonfigurować go jako „Nowego iPhone’a” i przedłużyć nieco radość z posiadania nowej zabawki. Nowa zabawka zadaje dużo pytań. Włączyć, wyłączyć, zoomować, upgradować, pokazywać czy ukrywać? Nie zapytał mnie na przykład, czy ma pokazywać ikonę Apple Watcha (która oczywiście ma mnie kłuć w oczy i przypominać, że Apple ma taki produkt i może chciałabym go kupić, by ikona nie wyświetlała się bezczynnie); zapytał za to, czy ma pokazywać ikonę iCloud Drive, która jest jakby bardziej potrzebna. Ale dobrze, niech mu będzie. Nowy jest, jeszcze nie wie nic o mojej upartej naturze. Dużo bardziej podobało mi się pytanie o Zoom, bo ślepe wrony lubią duże ikonki, w które łatwiej trafić palcem. Plusik.

Skonfigurowawszy i zainstalowawszy najpotrzebniejsze programy, stwierdzam, że Tim Cook nie kłamał. Nowy iPhone jest super! Przede wszystkim jest szybki. Tak szybki, że odczytuje odcisk palca, zanim zdążysz odczytać powiadomienia na ekranie. Będę musiała z tym coś zrobić, bo jeśli jeszcze nie wiecie, to mam na stałe włączony tryb „Nie przeszkadzać”. Serio, nie żartuję! Przebija się przez niego niewiele osób zaliczonych do listy VIP. Cała reszta zostawia powiadomienia, które przeczytam, jak przeczytam. Żadnego brzęczenia z Twittera, Instagrama czy maila. A że się ktoś nie dodzwoni? Od tego jest poczta głosowa. Nie zostawiasz wiadomości? To znaczy, że nie masz do mnie żadnej pilnej sprawy. A jak nie jest pilna, to zadzwoń później. Albo wyślij SMS. Mój iPhone 5S, po dwóch latach użytkowania, miał na liczniku imponujących 8 (słownie: osiem) godzin rozmów. Nic istotnego mnie nie ominie. Nie ma obawy. Wracając do tematu – musiałam sobie szybko przypomnieć, co nowego miało być w 6S. Na pierwszy rzut poszło oczywiście taptic engine i 3D touch. Zakochałam się, bez dwóch zdań. Trójwymiarowy dotyk bardzo przyspiesza pracę z telefonem, pozwalając na otwarcie programu z już uruchomioną, wybraną funkcją. Faktem jest, że trzeba się do niego przyzwyczaić, bo nie wystarczy po prostu dłużej przytrzymać palca na ikonie – musi się, w fizycznym sensie, mocniej przycisnąć ekran. Po kilku próbach 3D touch wchodzi w nawyk, zwłaszcza że generuje delikatną informację zwrotną – jeśli program nie ma funkcji 3D touch, wibracja sygnalizuje „nie”, jeśli ma – lekko puka w palec i otwiera menu. Bardzo intuicyjne i bardzo proste. Fajną opcją jest również możliwość podejrzenia informacji bez otwierania wiadomości, linka czy listy. Ułatwia to szybkie przeszukiwanie treści i pozwala na łatwiejsze odszukanie interesującej naswiadomości. MEGA! Drugą funkcją, którą koniecznie chciałam wypróbować, jest oczywiście „Live”, czyli zdjęcia wprost z Harry’ego Pottera. Rzecz niezwykle prosta, a sprawia dużą frajdę. Live Photos naprawdę zatrzymują chwilę i dodają jej głębi. Zastanawiam się tylko, jak można je pokazać osobom, które nie mają iPhone’a 6S. Implementacja funkcji przyjdzie zapewne z czasem. Jeśli już jesteśmy przy zdjęciach, to aparat jest ostry jak żyletka, zarówno przedni, jak i tylny. Piszę to, nie umniejszając oczywiście roli ekranu, któremu ostrości również nie można odmówić. Zapewne niedługo pojawią się galerie zdjęć, robionych za pomocą iPhone’a 6S.

Ganiałam z nim cały dzień, ze wszystkim „ON” – lokalizacją, bluetoothem i całą resztą świecznika, robiłam zdjęcia i słuchałam muzyki – po powrocie do domu (5 godz.) miał jeszcze około 70% baterii

Nie miałam jeszcze przyjemności przetestowania Apple Pay i to z dwóch powodów – po pierwsze, na moim odludziu ze świecą szukać czytników zbliżeniowych. A jeśli już takie by się znalazły, to, po drugie, okazało się, że mój bank… nie wspiera Apple Pay! W sensie, że całkiem, zupełnie i bez wyjątków nie obsługuje i już. Wynika to z tego, że to bank proaktywny i stworzył swoje własne „Pay”. Można płacić za pomocą naklejek, breloczków, a nawet bransoletek (nie wspominając już o Twitterze), więc Apple Pay niejako wsadza im nogę między drzwi. Zapoznawszy się z problemem, stwierdziłam, że ich zwolnię. Normalnie zwolnię jak nic. Albo się niebawem dostosują, zanim poziom złości wzrośnie mi na tyle, żeby chciało mi się pójść do innego banku. Na razie aplikacja „Portfel” służy mi do niczego i czeka na lepsze czasy. W pierwszym dniu użytkowania iPhone’a baterię zamordowałam dość szybko. Przede wszystkim – nie przyszedł do końca naładowany. Tak, wiem, trzeba było naładować do końca, a potem rozładować, w celu zapewnienia optymalnej pojemności. Zrobiłam to za drugim razem. Za to w sobotę, po całkowitym naładowaniu, wsadziłam go do kieszeni i wyruszyłam na miasto. Nadmienię tu tylko, że rozmiar 5S bardziej nadaje się do noszenia w kieszeni, ale 6S też się mieści. Ganiałam z nim cały dzień, ze wszystkim „ON” – lokalizacją, bluetoothem i całą resztą świecznika, robiłam zdjęcia i słuchałam muzyki – po powrocie do domu (5 godz.) miał jeszcze około 70% baterii. Włączyłam mu więc You Tube’a, żeby go dobić i w końcu zasnęłam ze słuchawkami na uszach. Gdy się obudziłam w niedzielę rano, ciągle miał 20% baterii. Metodą spadkową, mojego 5S otrzymała córka, przy czym okazało się, że… telefon jest odblokowany i można do niego włożyć kartę innego operatora. Miałam w domu starter EE z małym SIM, postanowiłam więc go użyć. I pierwszy raz w życiu zobaczyłam na wyświetlaczu znaczek 4G. Młoda cieszy się, jak nie wiem co. Potwierdza to też, że teoria o odbijających liściach jest wyssana z palca. Fe, Trójka. Nieładnie! 6S jest nieco bardziej czuły niż 5S, bo zasięg w domu też się nieco ustabilizował. Nieco, bo nie wszędzie. Ale lepsze to niż nic.

Podsumowując – 6S jest fajny. Szybki, zgrabny, dobrze leży w ręku, chociaż do górnego rzędu ikon nie sięgam. Bateria, mimo że mniejsza niż w poprzednim modelu, wytrzymuje cały dzień i jeszcze trochę, a wiadomo, że nową zabawką bawi się więcej. Kupowanie od Apple jest fajne, ale trochę się traci na emocjach towarzyszących staniu w kolejce, w sklepie w Berlinie, by upolować zakazany owoc. Nieodtwarzanie z backupu ma swoje plusy i minusy, warto spróbować od czasu do czasu, by dłużej cieszyć się „nowością”. Mój 6S prawdziwego łupnia dostanie dopiero w tygodniu, gdy będę go używała „jak zwykle” i wtedy zobaczymy, co ma faktycznie pod maską.

Następne produkty też będę kupowała bezpośrednio od Apple, bo podoba mi się sposób, w jaki to robią. Frontem do klienta. Na liście już zapisałam nowe Apple TV, więc długo nie będą musieli na mnie czekać.

Jeśli rozważacie zakup „Szóstki” i zastanawiacie się, czy warto zdecydować się na model z „S” w nazwie, to zapewniam, że warto. Zmieniło się zaledwie wszystko. To szczera prawda.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 10/2015



9

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.