iMagazine

Jak zmniejszyć oczekiwania?
– poradnik (trochę) satyryczny

13/04/2017, 09:19 · · · 1

Znacie to uczucie, gdy pewnym krokiem przemierzacie drogę do pracy, już ciesząc się na czekające na Was wyzwania? To uczucie, gdy kanapka spada nieposmarowaną stroną na ziemię, a odłożony na brzegu zlewu „na później” nóż nie wpada do bagna wytworzonego z jedzenia i płynu do mycia naczyń? Znacie to uczucie, gdy każdy mijający dzień to wykorzystana okazja podniesienia poprzeczki oczekiwań wobec siebie?


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 1/2017


Spoko, ja też nie.

Nic odkrywczego się tu nie dowiecie. Na temat regresu osobistego powiedziano i napisano już wszystko, ale ponieważ wierzę w to, co radzę, to musiałam obniżyć poprzeczkę i nawet nie próbować się silić na cokolwiek wyrywającego z butów. Do dzieła więc.

Zmniejszanie oczekiwań jest wbrew pozorom przyjemnym procesem. Wiem, brzmi dosyć upiornie, trochę jak kopanie szczeniaczka. Zazwyczaj jest ostatnim krokiem na drodze do rezygnacji z marzeń i poddania się regułom narzuconym przez rzeczywistość. Najwięcej na ten temat powiedzą Wam ludzie, którzy rzucili pracę, by założyć startup, po czym zamknęli go i ostatecznie wzięli kredyt, by opłacić sesje coachingowe u mówców motywacyjnych. Oni wiedzą najwięcej o zmniejszaniu oczekiwań.

Ja jednak z optymizmem patrzę na obniżającą się poprzeczkę – im niżej bowiem wisi, tym ciężej mi zawieść samą siebie. Wiecie, upadek z dywanu nie boli. Zaczynam więc w prosty sposób od tworzenia list TO DO składających się z dwóch punktów zamiast z dwudziestu. W obu przypadkach na koniec dnia zrobię dokładnie tyle samo, jednak satysfakcja z przebicia niskich oczekiwań wobec siebie samej siebie smakuje przynajmniej jak woda z cukrem, a więc spoko.

Posuńmy się krok dalej – zmniejszmy także oczekiwania wobec otoczenia. Tu jest odrobinę ciężej, ponieważ należy mieć na uwadze siłę przyciągania. Jak wiemy, fizyka kwantowa to tak naprawdę nic innego, jak naukowe wytłumaczenie szczęścia, które spotyka innych i pecha, który prześladuje nas samych. Należy więc znaleźć balans pomiędzy niskimi oczekiwaniami wobec codzienności a spodziewaniem się nieszczęścia. Nic tak bowiem nie cieszy, jak sądowe wezwanie do zapłaty kwoty, która nie wpędzi nas w romans z komornikiem. I wilk syty i owca cała, przecież mogło być gorzej, co nie?

Moim ulubionym fragmentem jest jednak porównywanie się do innych – tu zaczyna się prawdziwa zabawa! Patrzenie na siebie przez pryzmat spotykanych ludzi to najkrótsza droga do skutecznego regresu osobistego. Pamiętaj, że to, co myślisz o innych, jest najszczerszą prawdą o nich i więcej: to, co myślisz, że oni myślą o Tobie, to także prawda. Dlatego skupiaj się na detalach. Ktoś zacznie kasłać podczas Twojego stresującego wystąpienia? Zapewne się z Ciebie nabija. Ktoś uśmiechnął się do Ciebie w metrze? Oj, lepiej spójrz w lustro! Na bank masz coś na twarzy albo ten durny lok przy lewej skroni znów ułożył się nie tak, jakbyś chciał. Musisz pamiętać, że jesteś w centrum zainteresowania świata, ale oczywiście w negatywnym tego stwierdzenia znaczeniu – wszyscy w końcu zastanawiają się, jakby Ci dokopać, więc nie nastawiaj się na zbyt wiele. Spadanie z wysokości własnego ego boli jak nic, lepiej tam się nie wspinaj.

Najlepiej się nie wychylaj. Należy bowiem znać swoje miejsce. Nie przeszkadzaj, nie odstawaj, nie pytaj, nie siorb, nie kombinuj, nie ruszaj, nie udawaj, nie graj w komputer, nie gadaj, nie spodziewaj się, nie pajacuj, nie myśl sobie, siedź na dupie. Po prostu, jeżeli masz cień wątpliwości, że może Ci się nie udać, to lepiej nie próbuj nowych rzeczy. Albo jesteś Jedi, albo nie jesteś… Cóż, zapewne nie jesteś.

Pamiętaj, że należy znać i respektować swoje ograniczenia. Pamiętaj, że nawet do połowy pełną szklankę da się stłuc z impetem oraz że wszystko, w co wierzysz, może się po prostu nie spełnić. Pamiętaj, że nie każdy może wszystko. Niskie oczekiwania nie są złe, one jedynie sprawiają, że jesteśmy szczęśliwsi!

Przypomnij sobie moje słowa, gdy będziesz komponować jutro rano nową listę TO DO. Najlepiej nie rób tego w ogóle i jeszcze bardziej zaskocz się własną produktywnością!

Do dzieła.

Tylko najpierw drzemka.


Maja Jaworowska

Jestem dyspozytorem własnych torów. Social Media Manager, copywriter, content designer, zakochana w komunikacji. Piszę słowa i łączę je w całość.


Dodaj komentarz

MiL napisał(a):

Fajny tekst, przyjemnie się czyta. I piękne zdjęcie.