(Don’t) Call Me, Maybe

21/03/2022, 09:00 · · · 0

Jeszcze w ubiegłym roku wysłuchałem jednego z odcinków podcastu „Chasing Life” autorstwa znakomitego mówcy, dr. Sanjaya Grupta, produkcji CNN. Polecam gorąco, a dziś dość niezgrabnie, lecz celowo zapożyczyłem na potrzeby tego felietonu tytuł ze wspomnianego odcinka. Brzmi znajomo?


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 2/2022


Zadzwonić? W życiu!

Był to właściwie gościnny występ innego podcastera, autora „Margins of Error”, też od CNN. Okazuje się, że zaskakujący odsetek ludzi, w tym rezydent CNN, Harry Enten, nie znosi wykonywania i odbierania telefonów. Według wielu badań nasza niechęć do telefonowania ma wpływ na wszystko, od sondaży krajowych, przez relacje w miejscu pracy, po nasz poziom niepokoju. Harry pyta, dlaczego unikamy telefonów i czy możemy być szkoleni z lepszego korzystania z nich. Kiedy ojciec Harry’ego żył i potrzebował coś załatwić w internecie, który średnio rozumiał, przychodził do syna po pomoc. Harry zaś mógł liczyć na pomoc ojca, gdy chodziło o wykonanie dłuższej rozmowy telefonicznej.

„Kiedy tata zmarł, zrozumiałem, że po prostu boję się dzwonić do ludzi i mam z tym problem”.

Dwie na trzy osoby w wieku do 25 lat wolą pisać niż rozmawiać przez telefon. Nawet z rodziną. „Co słychać?” łatwiej, a na pewno szybciej napisać. Uważa się, że dzwonienie to obecnie domena emerytów. Z drugiej jednak strony, część z nas pracując zdalnie, siedzi na telekonferencjach. Ale zaraz ktoś się odezwie, że to nie jest dzwonienie. To praca. Na ten moment zostawmy ten wątek i wróćmy do pokolenia ojca Harry’ego. Moich rodziców także.

Telemarketerzy – to słowo ciśnie się w tym momencie na usta. Kiedyś było ich mniej. Babcia nie instalowała sobie aplikacji na telefonie z okrągłym cyferblatem ani żadnej magicznej nakładki na tenże, by telefon rozpoznał dzwoniącego telemarketera. Albo, o ironio, bota, który nawet nie jest człowiekiem, choć brzmi dokładnie tak samo, jak miła sprzedawczyni Zosia ze sklepu za rogiem. To właśnie ta grupa społeczna najczęściej pada ofiarami rozmaitych oszustw na tzw. wnusia. Nawet ja mam często problem, gdy aplikacja blokująca (np. Truecaller) pominie jakiegoś dzwoniącego spamera, aby rozpoznać, czy rozmawiam z człowiekiem, czy doskonale wytrenowanym botem. A istnienia botów jestem świadomy. Oni, pokolenie dzwoniących, a nie czatujących, często nie jest.

Pandemia jeszcze to uwypukliła. Bo wielu z tych, którzy czasami mogli liczyć na dobrą radę odwiedzających ich bliskich, wówczas została zdana na siebie. I głos w słuchawce – nierzadko jedynym interfejsie komunikującym starsze osoby ze światem. W dzwonieniu nie widzimy czyjejś mimiki, gestów czy, wkładając to do jednego worka, mowy ciała, która jest niesamowicie potężną składową komunikacji!

Do tego dochodzi jeszcze fakt, że w Polsce tzw. gadka szmatka (ang. small talk) brzmi dziś podejrzanie już na dzień dobry. Oczywiście może to też mieć związek z najczęstszymi stanami emocjonalnymi współczesności: strachem przed nieznanym, przed wstydem, przed oceną. We wspomnianym odcinku podcastu pada teza, że w samym dzwonieniu najbardziej uwiera nas dziś brak czasu. Może to wydać się szczytem bezczelności (i nim jest), ale okazuje się, że odruch odrzucania połączenia lub czynienia tego (co gorsza) już po jego odebraniu, jest coraz częstszy. Moglibyśmy przecież zapytać dzwoniącego wprost: „Czy mogę do Ciebie oddzwonić nieco później?”. Albo podać najlepiej jakiś przedział godzinowy, aby jegomość nie poczuł się zaatakowany czy też „ograbiony” z czasu wolnego. Pytano Was tak? Mnie szczęśliwie tak, lecz rozumiem niewygodę zadania tego pytania. Z jednej strony jesteśmy uprzejmi, z drugiej – przerzucamy na przyszłego rozmówcę ciężar oczekiwania.

A czy my w ogóle czekamy dzisiaj na nowe połączenie?

Paradygmat czasu

Gdy z kimś rozmawiamy, poświęcamy na tę rozmowę czas. W teorii to czas, który jest wykrojony dla dzwoniącego lub dla odbiorcy. Kiedyś był zarezerwowany w 100%, bo pamiętam do dziś, jak babcia siadała w swoim ulubionym fotelu z kubkiem herbaty zaparzonej w szklance, osadzonej w metalowym koszyczku (do dziś nie wiem, kto je wymyślił i po co), aby po obiedzie zadzwonić do mojej mamy. „Pogadać” znaczyło wtedy spędzić z kimś co najmniej kilkadziesiąt minut. Mieć czyjąś atencję przez kwadrans, pół godziny, a nierzadko dłużej.

Dziś o te kilkadziesiąt minut bardzo trudno. W pracy walczymy z nadmiarem spotkań, które ustalamy, nie wiedząc, jaki mają cel albo mając cel bycia zajętym i zajmowania innych. Ot, przysługa źle prowadzonej pracy zdalnej. Ta wymaga wdrażania nowych zasad i skuteczniejszego reżimu dbania o nasz czas. Asynchroniczność – której sam jestem ogromnym zwolennikiem, żeby nie było – to jedno z tych słów, którymi można wiele wytłumaczyć. Także wiele złego.

Mocno wdrażamy wielozadaniowość. Rozmowy towarzyszą nam bardziej w tle niż na pierwszym planie. Nie chodzimy do budek, rzadko siadamy w fotelach, chyba że tych kawiarnianych, kiedy akurat stamtąd pracujemy. Czy jest w tym coś złego? Tak zmienił się świat – więc nie. A przynajmniej nie musi być, bo tak jak programu do zarządzania czasem używamy, by ten czas odzyskiwać, tak aplikacji Telefon możemy używać, by jakościowo te kilka minut z kimś spędzić. Ale jak to zrobić w świecie, w którym Messenger jest nowym telefonem?

Praktyczne życzenia

Podobnie jak ze wstydem przed wystąpieniami publicznymi, pójściem po raz pierwszy biegać czy powiedzeniem samemu sobie – „I co z tego?” – kluczem jest praktyka.

Jasne, nie każdy musi być wybitnym hostem czy mówcą. Jasne jest też, że jeśli paraliżuje Cię zamówienie pizzy, to należałoby się temu przyjrzeć. Kiedyś aplikacja w końcu nie zadziała. Co wtedy? Albo, no wiesz, wyłączą nam internet? To się może zdarzyć.

W podcaście jedna z gościń wspomina również pewne szkolenie, w którym udział wzięło 9 000 osób. Tak, dotyczyło ono podstawowego treningu umiejętności rozmawiania przez telefon. Nikt nie pozwala nam wsiąść za kółko bez zdania prawa jazdy. Bez odbycia wcześniejszego kursu, a właściwie dwóch. Teoretycznego i praktycznego. Słyszeliście kiedyś, aby ktoś uczył po prostu rozmawiać przez telefon? Uczono Was tego? Mnie nie, ale od zawsze byłem gadułą.

Wiele osób nawet nie postrzega rozmawiania przez telefon jako pewnej umiejętności. Dziś wypada nazwać to anglicyzmem – jako „skilla”. A jest to umiejętność jak każda inna! Do tego nadal szalenie potrzebna we współczesnym świecie. Uczyliśmy się obsługiwać smartfony, potem żyć ze smartfonami i w końcu niemalże w nich żyć, ale używać aplikacji Telefon? No po prostu dzwonisz, prawda? Chwila!? „Ale po co? Jest Messenger” – powiedział niejeden człowiek, zapewne i dziś, kiedy czytasz te słowa.

Od kilku lat praktykuję w grudniu to samo ćwiczenie. Nie składam życzeń przypadkowym osobom. Wszystkim, „bo tak wypada”. Składam je tym, o których wiem na tyle dużo, że potrafię te życzenia złożyć. I robię to głosowo. Dwa lata temu dzwoniłem do rodziny, przyjaciół czy współpracowników i składałem życzenia przez telefon. Po prostu. Dobierałem do tego w miarę neutralną porę dnia (chyba że dokładnie wiedziałem, kiedy zadzwonić), starałem się być konkretny i nie zająć im więcej czasu niż trzeba. Efekt?

Pisałem o nim szerzej na łamach iMagazine, ale co roku jest podobnie. U tych, którzy nacisnęli zieloną słuchawkę – zdziwienie, przeplatane ze szczerą radością i wdzięcznością. U mnie? Uczucie bycia dinozaurem. I kocham je do dziś.

W tym roku wybrałem formę pośrednią, bo w świecie natychmiastowości trzeba umiejętnie łączyć technologie. Nagrywałem życzenia głosowe. Większość aplikacji pozwala już na wysyłanie wiadomości audio od dawna, a dla mnie jako podcastera ta forma komunikacji jest całkowicie naturalna. Wiele z tych osób odpisało w podobny sposób, co wcześniej nie zdarzało się im w ogóle, jak sami mówili. Inni poczekali z odpowiedzią, szanując i doceniając formę, w jakiej otrzymali tych kilka moich myśli, aby odpisując, nie tylko je docenić, ale również lepiej dobrać słowa. To największa nagroda za wytrwałość i kolejna lekcja – rozmawiania.

Zadzwoń dziś do kogoś, po prostu.



0

Krzysztof Kołacz

👨🏻‍💻 Technologia, kawa i my sami. 🎙 W podcaście „Bo czemu nie?”. 📰 W newsletterze „The Menu Bar” oraz tutaj. Kocham 🏃🏻‍♂️ i ☕️ specialty.